Jesse chodzil nerwowo po pokoju czekajac na Dakote, która od dawna sie nie pojawiala. W końcu uslyszal dzwonek u drzwi zwiastujący jej przyjście. Poszedl jak najprędzej otworzyć.
-
Nareszcie jestes. - mruknal widzac ja.
- O co
chodzi? Przez telefon brzmiales na zdenerwowanego. - powiedziala wchodząc do
środka.
- Bo tak
jest. - odpowiedzial zamykając drzwi. - Powiedzialem jej.
- Komu?
- Layli.
Powiedzialem jej prawde.
- I co?
Jak to przyjela? - spytala patrzac mu prosto w oczy z rękoma skrzyżowanymi na
klatce piersiowej.
- Nie
mam pojęcia. - westchnął idac w stronę salonu.
- Ale
chyba nie napisales jej sms albo cos w tym stylu?
- Nie!
Oczywiscie, ze nie! - krzyknal zdegustowany. - Poszedlem do jej mieszkania. -
dodal idac za nią.
- I nie
wiesz jak zareagowała? Trochę dziwne.
- Nie
wiem jak zareagowała bo zamknela mi drzwi przed nosem.- odpowiedzial.
- Co?! -
krzyknęła Dakota. - Serio?
- Ta. -
mruknal. - Boje sie dzisiaj isc do pracy. Nie wiem jak zareaguje tam. A co jak
kaze mnie zwolnic?
- Nie
moze tego zrobić. Trzyma cię kontrakt. - poinformowała go.
- Wiem,
ale... Jest scenarzystka. To ona stworzyla ten film. Bez niej nie byloby
niczego...
- Mimo
wszystko nie ma aż takiej wladzy. - odparla Dakota, ale już bez takiego
przekonania.
*
Mila
starala sie unikać Alexa na wszelkie możliwe sposoby. Czula sie zażenowana
swoim zachowaniem, ale chyba bardziej faktem, iż chlopak nie dal sie pocalowac.
Dlaczego? Nie podoba mu sie? Uważa, ze nie jest dla niego odpowiednia? A może
chodzilo o wiek? W końcu jest od niego kilka lat starsza. Wlasnie szla z kawa
przez korytarz, kiedy zobaczyla idącego go z naprzeciwka. Szybko schowała sie
za ścianą i zaczekala, aż chlopak przejdzie.
- Stoje?
I pije kawe? - odpowiedziala pytaniem.
-
Wlasnie zaczeli kręcić. Szukaja cię. - odparla dziewczyna. Mila zerknęła w
stronę Alexa, który odwrocil sie w tym momencie.
- Tak,
masz racje. Musze leciec. - poinformowała ja i oddala jej kubek z kawa, a sama
pobiegla na plan. Alex zmarszczył brwi, widzac jej reakcje na jego widok.
-
Dzisiaj masz swoja pierwsza randkę z Jay'em. - przypomnial Teresie menadżer.
- Wiem.
- powiedziala malując sie tuszem. - Wlasnie sie szykuje do niej.
- To
swietnie. - odpowiedzial. - I pamietaj. Bądź sobą. Nie musisz nikogo udawać.
- Nie
lubi mnie. - wyrzuciła z siebie, gdyz dreczylo to ja.
Chciala
aby Jay mial chociaz do niej szacunek, albo udawal, ze go ma, ale on bez
wątpienia uważal ja za dziwke.
- Co z
tego? Nie musicie sie lubić. To wasza praca. Nie jestescie na wakacjach. -
odpowiedzial jej menadżer.
- Wiem,
ale będę sie z nim strasznie meczyla. Naprawdę nie możecie zalatwic mi kogoś
innego? - zapytala.
- Chrisa
Browna? Sluchaj Teresa, Jay jest nieszkodliwy. Ma świetna opinie w show biznesie. Ludzie go
kochają. Ma wiele fanek. - odparl.
- Czuje,
ze mnie nie polubia.
- To
dlatego, ze jestes taka wspaniala.
- A nie
dlatego, ze bylam dziwka? Zresztą. Skoro Jay i tak o mnie myśli w ten sposób to
teraz dam mu powod. - powiedziala uśmiechając sie chytrze.
*
Kylie
miala mieć dzisiaj kolejna sesje. Tym razem pod woda. Bardzo sie denerwowała.
Nie chciala drugi raz podrywać, albo isc do lozka z kims, aby sobie cos
zalatwic. Chodzila w te i we w te w podpierając sie po obu bokach i próbowała
sie uspokoić.
-
Wszystko okej? - zapytala Cara.
- To
sesja pod woda. - powiedziala Kylie. - A ja sie panicznie boje wody. - dodala.
- Heej,
wszystko będzie okej. Dasz rade. To tylko woda. Nie utopisz sie przecież. -
pocieszyla ja dziewczyna.
- Wiem,
ale... Nie mogę. To nie dla mnie. Moja mama miala racje. - odparla Kylie. - Nie
nadaje sie do życia na wlasna reke. Predzej czy później napada mnie strach i...
Wszystko diabli wzieli. - westchnęła opadajac na siedzenie. Cara podeszla do
niej i potarla jej ramię.
- W
naszym życiu zawsze będą ludzie, którzy będą chcieli nas sprowadzić na dno,
nawet jeżeli to nasi najbliżsi to powinniśmy tyl bardziej im udowodnic jak
bardzi sie mylą co do nas. Ja w ciebie wierze. I nie ma znaczenia czy twoja
matka w ciebie wierzy czy nie dopoki ty będziesz to robila. Pytanie brzmi czy
tak jest?
Kylie
ciezko westchnęła. Sama nie byla pewna co do tego. Faktem jest fakt, ze cara
udzielala doskonałych rad i poczula, ze dzięki niej da rade.
*
Dave
wlasnie skonczyl odgrywać kolejna scenę do filmu, kiedy nadszedl jego wsciekly
menadżer mając w ręku gazete.
- Co to
ma byc?! - krzyknal, gdy chłopakowi stylistka lakierowała wlosy.
- To! -
polozyl przed nim gazete, a tam na pierwszej stronie on, bijący jakiegoś
chlopaka z podpisem DAVE FRANCO PO IMPREZIE W BARZE RZUCIL SIE Z PIĘŚCIAMI NA
MLODEGO CHLOPAKA. CZY MA PROBLEMY Z AGRESJA?
- Wow.
To nie jest tak jak to wygląda. - wyjasnil od razu.
- A jak?
Bo na razie wygląda to kiepsko. - powiedział jego menadżer. W tym momencie
podszedl do nich Zac.
- Co sie
stalo wczoraj? - zapytal patrzac pytająco na Dave'a.
- Juz
widziales gazety, co?
- Trudno
bylo tego nie zauważyć. Pisza o tym wszędzie. - odpowiedzial chlopak.
-
Wlasnie Dave. Powiesz nam prawdę? - jego menadżer zalozyl ręce na klatkę
piersiowa.
- Chodzi
o to, ze... - Dave wzial gleboki oddech i odgonil ruchem ręki stylistke. Nie
mogl przy Zacu powiedzieć prawdy. Znienawidzilby go, a lubil go w gruncie
rzeczy. Byl porządnym gosciem. - Ten koles myslal, ze jestem gejem i mówil o
mnie okropne rzeczy. Nie chcialbym powtarzac.
Nastala
krotka cisza. Zac i menadżer Dave'a musieli to przetrawić.
- To z
powodu baru, co? Przepraszam. To moja wina. Ja ci tam zabrałem. - odpowiedział
Efron czując sie winny.
- Nie,
wręcz przeciwnie. To moja wina. Ja go uderzylem. Nie powinienem byl. Ale
puscily mi nerwy.
-
Rozumiem. - mruknal jego menadżer nie przekonany co do tego.
- W
gruncie rzeczy broniłeś honor osób lgbt. To sie chwali. Powinienes isc do tej
gazety i zażądać, aby napisali sprostowanie. - powiedzial bojowym tonem Zac.
- Nie
wydaje mi sie... - zaczal Dave jednak jego menadżer wtracil sie:
- Zac ma
racje. Broniles sie. To wszystko. Powinni o tym napisać. Jutro udzielisz
wywiadu. Zadzwonię do nich. - odparl. - Aha, jutro jest impreza branzowa. Nie
zapomnij. - dodal.
- Jasne.
- odpowiedzial kiwając glowa.
- Nie
wiedzialem, ze aż tak sie w to wkreciles. Wiekszosc osób by olala takie
zaczepki bedac hetero, a ty... Wow. To mile. - odezwal sie Zac.
- Nie
przesadzajmy. - Dave machnal nie dbale reka. - To nic takiego.
- Mylisz
sie. To jest cos. - powiedzial Zac i odszedl od niego.
*
Jesse
pojawil sie na planie. Bal sie reakcji Layli i ze zdenerwowaniem wygladal jej,
jednak nigdzie jej nie widzial. Pomyslal wiec, ze pewnie postanowiła zostać w
domu, albo isc siw przebadać. Innego rozwiązania dla niej nie widzial jakież
bylo jego zdziwienie, kiedy zobaczyl jak dziewczyna zbliza sie w jego kierunku.
Nie wyglądała na zadowolona.
-
Wylecisz stad. - odpowiedziala przechodząc obok niego.
- Jak
to? - zapytal, a dziewczyna zatrzymała się i odwrocila w jego stronę.
- Nie
będę trzymać tutaj zagrożenia dla innych. - powiedziala z wyższością.
- Co?
Zdajesz sobie sprawę, ze hiv nie jest aż tak wielkim zagrożeniem dla innych,
prawda? Własciwie to zadnym.
- Ah
tak? I za jakiś czas uwazasz, ze nie prześpisz sie z chociazby statystka? -
spytala, a gdy Jesse nie odpowiadal dodala: - Widzisz? O tym mowie. Nie
potrafisz sie powstrzymac. Poszedlbys do lozka z każdym chętnym. Masz problem.
-
Aktualnie moim problemem jest moja cjoroba. Po za tym ty również mozesz byc
zagrożeniem dla innych, skoro tak stawiasz sprawę.
- I
przypomnij mi z czyjej winy.
Jesse
zrobil sie w tym momencie niesamowicie winny, wiec tylko spuscil glowe, a wtedy
Layla odeszla od niego.
*
Kylie
spojrzala na wodę, której sie panicznie bala. Czula, ze jednak nie da rady i
Cara nie miala racji, a ona jest zwyklym tchórzem, który postanowil postawic
sie matce i udowodnic, ze moze żyć na wlasna reke, kiedy w rzeczywistości jest
zupełnie inaczej.
- Teraz twoja kolej, Kylie. – powiedział fotograf.
Dziewczyna pokiwała głową uśmiechając się niepewnie. Podeszła do wody i
spojrzała na nią.
- Będzie dobrze. – pocieszyła ją Cara kładąc dłoń
na jej ramieniu, a potem odsunęła się. Kylie wzięła głęboki oddech i weszła do
wody. Przymknęła oczy i nie namyślając się długo zanurzyła się w niej. Poczuła niesamowite ciśnienie pod
wodą, dlatego natychmiast się wynurzyła.
- Musisz tam zostać nieco dłużej. – powiedział
fotograf.
- Wiem. – odpowiedziała i ponownie wzięła głęboki
oddech. – Wystraszyłam się.
- Nie bój się. To tylko woda. Nie zje cię. –
odparł z ironią.
- Jest pan pewien? – odparła z ironią.
- Tak. – powiedział stanowczo. Kylie postanowiła
nie rezygnować tylko jeszcze raz ponowić próbę i może tym razem jej się uda?
Spojrzała ostatni raz na wodę nim nie zanurzyła się w niej. Bała się otworzyć w
niej oczy, ale postanowiła, że skoro odważyła się do niej wejść to i z tym nie
powinna mieć większego problemu. Dziewczyna otworzyła je i starała się
zapozować najlepiej jak potrafi. Fotograf zrobił dużo zdjęć. Gdy kylie poczuła,
że już dlużej nie da rady wynurzyła się.
- Dałaś
radę! – krzyknęła Cara wieszając jej się na szyi.
- I nie mam pojęcia jak. – odpowiedziała. – To już
wszystko? – spytała fotografa.
- Na razie tak. -
powiedział. – Ale myślę, że nie będziemy musieli powtarzać sesji.
- Dzięki Bogu.
– westchnęła dziewczyna. – Ukażą się one w czasopiśmie, prawda?
- Tak.
- Okej, świetnie. – powiedziała z nie ukrywalną
radością, ponieważ jest duże prawdopodobieństwo, że dotrą one do Kris.
- Znowu będziemy w magazynie, dasz wiarę? –
ucieszyła się Cara. – James padnie jak zobaczy te zdjęcia.
- Twój chłopak tak?
- Tak. – potwierdziła z radością. – Najlepszy na
świecie. – dodała.
- Cieszę
się.
- Ty też kogoś poznasz. – mówiąc to dotknęła jej
ramienia.
- Nie, ja właściwie… mam już kogoś.
- Serio? Nigdy o nim nie mówiłaś. – powiedziała
zaskoczona.
- Bo to nic poważnego. – machnęła niedbale dłonią.
– Spędzamy miło czas to wszystko. – dodała próbując sobie przypomnieć kiedy
ostatni raz go widziała.
- Jak wolisz. – odparła Cara, gdyż dla niej
liczyła się prawdziwa miłość, a nie dobra zabawa. Na to miała lata młodzieńcze.
Kylie tymczasem była z siebie dumna. Zrobila to o własnych siłach i nikt nie
musiał jej pomagać.
*
- Nie możesz go zwolnić. Trzyma go tu cały czas
kontrakt. – powiedział szef wytworni do Layli.
- A czy nie można go zerwać? – zapytała z
nadzieją.
- Obawiam się, że nie. – powiedział.
- Naprawdę? – upewniła się.
- Taka branża. A co zrobił jeśli mogę wiedzieć?
- Nic, po prostu… - urwała zastanawiając się jak
wypadnie w oczach swojego szefa, gdy dowie się, że sypiała z Jessem.
Postanowiła to więc przemilczeć. – Nie lubię go. To wszystko. Jest przemądrzały
i ciągle gwiazdorzy.
- Jak każda gwiazda, ale Jesse wydawał się być w
porządku. – odparł.
- Pozory. – skwitowała dziewczyna. – Dobra, muszę
iść. Jeżeli nic nie da się zrobić to trudno. Jakoś przeżyje.
Po tych słowach wyszła z gabinetu. Akurat wpadła
na Jesse’ego. Zmrużyła oczy i syknęła:
- Postaram się, abyś nigdzie indziej nie dostał
roli.
- Nie masz takiej władzy.
- Ooch, serio? Przekonamy się. – powiedziała i
przeszła obok niego.
*
Sebastian od pewnego czasu zastanawiał się czy
powinien skontaktować się z Davem. Wprawdzie nie rozmawiali od dwóch lat, ale
teraz pracują i mieszkają w jednym mieście, więc mogą odnowić kontakt, prawda?
A może to nie działało w ten sposób? Może Dabe nie chciał już się z nim
przyjaźnić? Boże, minęło tyle czasu… Sebastian myślał o tym w kawiarni
popijając latte. Scarlett siedziała naprzeciwko niego.
- O czym myślisz? – zapytała.
- Raczej o kim. – sprostował.
- Myślisz, że powinienem dać mu znać, ze jestem w
mieście? – zapytał.
- Myślę, że każdy z was ma teraz swoje życie. –
powiedziała Scar, a Sebastian zdał sobie sprawę, iż to prawda i niepotrzebnie
się wtrąca. Na pewno jest szczęśliwy ze swoim nowym chłopakiem. Kto wie, może
zawsze był biseksualny i dopiero pod wpływem Zaca to odkrył? Chłopak naprawdę
chciał życzyć im szczęścia, ale ilekroć pomyślał o tym, iż Dave miałby uprawiać
seks z innym mężczyzną to…coś go skręcało w srodku. Miał ochotę wstać i dać w
twarz temu kolesiowi, kimkolwiek by on nie był. Minęło tyle czasu. Wszystko się
zmieniło. Tylko nie jego uczucia. – Ale widzę jak codziennie za nim tęsknisz,
dlatego uważam, że sam powinieneś zdecydować czego tak naprawdę pragniesz.
Każda decyzja będzie dobra, bo zostanie podjęta przez ciebie w chwili, gdy
naprawdę będziesz tego chciał. – dodała dziewczyna, a chłopak spojrzał na nią
zaskoczony takim obrotem spraw.
- Naprawdę tak myślisz?
- Jak już powiedziałam. To nie ma znaczenia co ja
myślę. Kochasz go. To widać, dlatego idź. Zawalcz. A potem płacz jeżeli coś
pójdzie nie tak.
- Okej. Masz rację. Dzięki. – odpowiedział z
uśmiechem. – Chyba do niego zadzwonię.
- Teraz?
- Nie wiem. – westchnął. – Może wieczorem?
Zobaczę.
- Wiesz, że jeżeli teraz tego nie zrobisz to nigdy
się nie odważysz. – zapytała dziewczyna.
- Wiem.- westchnął popijając kawę.
- Być może to twoja ostateczna szansa na bycie
szczęśliwym… Tyle lat czekałeś i w końcu otrzymałeś szansę… - powiedziała
kobieta, gdy nastała cisza. Sebastian przewrócił oczami.
- Dobra, dzwonię! – postanowił bojowo, a Scarlett
klasnęła w dłonie.
- Ruszaj tygrysie! – pogoniła go. Sebastian
kolejny raz wywrócił oczami i wyjął telefon z tylnej kieszeni spodni. Zaczął
się zastanawiać co ma mu powiedzieć? „Hej Dave tu Sebastian wiem, że nie
rozmawialiśmy dwa lata, ale chciałem spytać co u ciebie?” Żałosne. A może?
„Cześć Dave. Tu Sebastian twój stary kumpel, jeszcze z liceum. Co powiesz na
małe piwko?” Żałosne razy dwa. A może powiedzieć mu prawdę? „Hej Dave. Pewnie
się zastanawiasz dlaczego dzwonie po tak
długim czasie. Otóż nie mogę przestać o tobie myśleć. I to mnie zabija od
środka, a zaczęło się jeszcze w liceum, ale byłeś homofobem i bałem ci się
wyznać co czuje. Teraz po kilku latach myślę, że powinieneś znać prawdę”. Nie, nie,
nie. Dave po takiej wiadomosci na pewno zablokowalby go na wszelkich portalach
spolecznosciowycj. Zresztą on by ze sobą zrobil tak samo.
- Chyba jednak spasuje. - odparl.
- Nie skontaktujesz sie z nim? - zdziwila sie
Scar.
- Życie to nie film. Nie musi kończyć sie dobrze.
- stwierdzil. - Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym.
- Okej, a więc..jutro jest impreza branzowa.
Dobrze jakbys sie na niej pojawil.
- Postaram sie. - odpowiedzial.
- Okej. - dziewczyna pokiwala glowa.
*
Teresa i Jay wybrali sie na randkę do parku. Zadne
z nich nie chcialo spędzać czasu w towarzystwie drugiego, ale musieli. Chlopak
caly czas zerkal na dziewczyne i jej skąpy strój. Ona tymczasem zmarszczyła
brwi patrzac na niego.
- Co? - zapytala.
- Nic. - odpowiedzial. - Wszystko jest w jak
najlepszym porządku. - dodal.
- Okeej. Myślę, ze powinnismy zlapac sie za ręce.
Mój menadżer wyslal fotografa do szpiegowania nas i chyba wlasnie go widzialam.
- powiedziala dziewczyna.
- Trzymanie za ręce w parku? To chyba najmniej co robilas
w parku. - rzucil przytyk w jej kierunku, chcac zlapac ja za dlon, ale ona
odskoczyla na bok.
- Co to mialo znaczyć? - spytala mrużąc oczy.
- Sama wiesz najlepiej. - odpowiedzial.
- Czyli? - Teresa nadal nie rozumiala.
- No wiesz... Jestes prostytutką. - rzekl w końcu.
- Nie jestem! - krzyknęła. - Juz. - dodala ciszej.
- Ale nadal ubierasz sie jakbys byla. - powiedzial
rzucając wzrokiem na jej strój. Wtedy dziewczyna nie wytrzymala i dala mu w
twarz z liścia po czym odeszła od niego. Chlopak zlapal sie za policzek i pod
azyl wzrokiem za odchodząca Teresa.
*
Jesse siedzial w zdenerwowaniu w poczekalni
czekajac na wyniki badań. Dakota byla razem z nim. Chlopak postukiwal palcami w
zdenerwowaniu, a dziewczyna zlapala go za nadgarstek w celu dodania mu otuchy.
Jesse spojrzal na na jej dom, a potem na nią.
- Boje sie. - wyszeptał.
- Nic nie będzie dobrze. Czy zdajesz sobie sprawę
jak moje życie będzie wygladalo, jeżeli wynik będzie pozytywny? Mam mówić
każdej dziewczynie z ktora będę chcial pojsc do lozka, ze ryzykuje dla mnie
zdrowiem? Koszmar.
- Mnie by to nie przeszkadzalo. Są po za tym różne
srodki zabezpieczające przed zarażeniem. - rzekla Dakota, a Jesse spojrzal na
nią jakby powiedziala cos zaskakującego. W tym momencie nadszela pielegniarka
trzymając w ręku kopertę.
- Oto panskie wyniki. - powiedziala i podala mu
je. Chlopak wzial ja od niej drżącymi dlonmi, a kobieta odeszla od nich.
- Nie dam rady tego otworzyć. - stwierdzil. - Ty
to zrob. - dodal podajac dziewczynie kopertę.
- Nie powinnam, ja...
- Nalegam. - odparl. Dakota ciezko westchnęła i
wziela ja od niego po czym powoli rozerwala. Chlopak zaczal chodzić w jedną i
drugą stronę w zdenerwowaniu oczekując na wynik. Dziewczyna rozlozyla wyniki i
spojrzala na nie.
- I co? - Spytal zniecierpliwiony.
- Jesse... - zaczela poważnym tonem, a on juz
wiedzial, ze cgce mu przekazac źle wieści. Zrobil przerażona mnie, a wtedy
Dakota krzyknęła uradowana; - Jestes zdrowy!
- Naprawdę? - Jesse nie mogl w to wprost uwierzyć.
- O boże. To sie nie dzieje. - zaczal skakać z radosci i mocno przytulil
dziewczyne. - Dziekuje.
- Za co?
- Za wszystko. Za to, ze przy mnie bylas i nie
opuscilas w ciężkich chwilach. To dla mnie wiele znaczy. Naprawdę.
- Nie ma problemu. W koncu odpowiadam za ciebie. -
powiedziala, choć to nie byla prawda. Robila to z innych wzgledow...
*
Mila po całym dniu w pracy wróciła do domu. Miala
ochote polozyc sie i nie myśleć o tej żenującej sytuacji, która sie wtedy
wydarzyła. Toteż jakze mila niespodzianka na nia czekala, gdy wrocila do domu,
a w salonie staly zapalone świece, tworząc romantyczny nastrój, a przy stole
pełnym jedzenia siedzial Ashton. Usmiechal sie do niej i wskazał ruchem Glowy,
aby usiadla naprzeciwko niego. Mila nie mogla w to uwierzyć. A już miala spisać
ich malzenstwo na straty po tej nieudanej wycieczce.
- Naprawdę przygotowałes dla nas kolacje? -
zapytala bedac w szoku.
- Jak widzisz. Siadaj. - powiedzial radosnym
tonem. Kobieta nadal oniemiala zajela miejsce. - Wina? - spytal na co ona
kiwnela Glowa.
- Wow. Musialo cię to kosztować wiele pracy. -
odparla
- Nie przesadzajmy. Raptem pól dnia roboty. -
powiedzial, a zaraz potem sie roześmiał. - Żartuje. - dodal zakrecajac butelkę,
gdy już nalal swojej żonie wina.
- Myslalam, ze juz nie będziesz sie staral. -
powiedziała szczerze.
- Dlaczego? - zdziwil sie.
- Po tym jak odwolales wycieczkę...nie wiem, takie
mialam przeczucie. Jak widać bledne. Z
czego sie bardzo ciesze. - rzekla z uśmiechem.
- Ja tez. - przyznal. - Pieknie wyglądasz.
- Przestan. Dopiero wrocilam z pracy nawet sie nie
wykąpałam.
- Mozemy razem. - zaproponował.
- Kuszące. Chyba skorzystam. - powiedziala
uwodzicielskim tonem.
- Powinnaś. - odpowiedział popijając wino.
- A to czemu?
I w tym momencie zadzwonil telefon Ashtona. Mila
przewróciła oczami, a mezczyzna szybko odebral:
- Tak, tak. Okej. Zaraz będę. - mowiac to
rozlaczyl sie. - Musze isc. Wybacz. Nadrobimy to obiecuje.
- Idz. I tak sie juz przyzwyczaiłam. - powiedziala
znudzonym tonem.
- To naprawdę ważne.
- Jak za każdym razem gdy dzwonią. - powiedziala.
- Wiesz, ze musze. Mila...
- Idz! - krzyknęła. A wtedy Ashton bez slowa
wyszedl z domu.
*
Następnego dnia menadżer zapukal do drzwi Teresy.
Dziewczyna wstala zaspana i poszla otworzyć. Byla dopiero 8:10 jak zauwazyla na
zegarku. Przecierajac oczy ze zmęczenia otworzyła.
- Hej, co
tu robisz? - spytala ziewając.
- Co to tu robi? - odpowiedział jej pokazując
pierwsza strona gazety na której widniała ona dająca w twarz Jayowi. - To wasze
pierwsze wyjscie, a ty wszystko musialas spieprzyc?
- Sprowokowal mnie. - usprawiedliwila sie.
- Nie obchodzi mnie to. Dla mnie najważniejsze
jest, aby o was mówiono. Dobrze mówiono, a nie źle. Po co nam zla promocja?
Gdybym takiej chcial to nie ustawialbym cię. nim w związek. Musisz pamiętać, ze
to wasza praca, cokolwek robicie.
- Wiem. - odpowiedziala. - Przepraszam.
- Przeproś swoich fanów. Zresztą dzisiaj będziesz
miala okazje. Idzicie do Jamesa Cordena. Tam opowicie o swoim zwiazku. - rzekl.
- Bądź gotowa na 20:00.
- Ale...jak to? Nigdy nie bylam w żadnym
programie. Nie wiem nawet jak się zachowywać.
- Wpadnę do ciebie po południu z jayem i wszystko
obgadamy. - powiedział menadżer i poszedl, a Teresa zaczela myslec jaka jest idiotka.
*
Z samego rana do Kylie zadzwoniła Cara. Dziewczyna
akurat kończyla jeść śniadanie.
- Widziałaś juz najnowsze wydanie vouga? -
zapytala.
- Nie, a powinnam?
- No jasne! Jeszcze sie pytasz? Idz szybko do
sklepu i kup najnowszy numer.
- Ale...o nie! Nie mów, ze my tam jesteśmy! -
Kylie momentalnie podskoczyla.
- Cóż...- rozesmiala sie Cara. W tym momencie
zadzwonil dzwonek u drzwi. Dziewczyna wiec pozegnala sie z kolezanka i poszla otworzyć.
- Mama? - zapytala kompletnie zaskoczona. Kris
stala w progu z najnowszym wydaniem vouga.
- Nie mówiłaś, ze pojawisz sie w tym numerze. -
powiedziała z duma. - W ogóle zresztą nie mowilas, ze zrobilas karierę. -
dodala z lekka uraza.
- Chcialam, ale...wejdz. - powiedziała wpuszczajac
ja do środka. - Napijesz sie czegoś? - zapytala.
- Nie. Nie trzeba. - odpowiedziala. - To jak z
twoja kariera? Nabiera rozpędu, co?
- Jak widać. - odparla z radością. - Pokaz ten
magazyn. Jeszcze go nie widzialam. - dodala zabierając go od niej.
- Jestem z ciebie dumna. - odezwala sie nagle Kris
patrzac na swoja córkę. Kylie spojrzala na nią zaskoczona. Niespodziewala sie
takich slów z jej ust. - Dalas rade. Sama. Beze mnie. Teraz czuje się glupio z
tym, iż wątpiłam w twój spryt i zaradnosc.
- Wow, dzięki. Nie wiem co powiedzieć.
- Moze mnie przytulisz? - Kris rozpostarła ramiona
i mocno objęła swoja córkę. Ona tymczasem poczula sie okropnie, poniewaz
przypomniało jej sie, dlaczego jej sie udalo.
*
Jesse szczesliwy, ze jest zdrowy pojawil sie na
planie zdjęciowym. Postanowil od razu porozmawiać z Layla. Byl pewien, iż jak
sie dowie, ze jest zdrowy to od razu mu wybaczy i znów będą mogli uprawiać nie
zobowiązujący seks.
- Layla zaczekaj! - krzyknal chlopak goniąc ja.
Dziewczyna gwałtownie sie zatrzymała i odwrocila w jego stronę.
- Czego chcesz?
- Mam dobre wieści. Jestem zdrowy. Rozumiesz?
Zdrowy! - powiedzial radosnym tonem.
- I co z tego? - Layla uniosła do góry jedna brew
i zalozyla ręce na klatkę piersiowa.
- Co z tego? - zdziwil sie Jesse. - Nie mam HIV!
To chyba swietna wiadomość, prawda?
- Owszem. - kiwnela glowa. - Ale nie myśl sobie,
ze to cokolwiek zmienia między nami. - dodala i odwrocila sie od niego. Chciala
pojsc, ale chlopak zlapal ja gwałtownie za reke.
- Dlaczego jestes taka?
- Jaka?
- Taka. - wskazal na nią.
- Moze zawsze taka bylam, ale dotąd interesowalo
cie tylko jaka jestem w lozku. - po tych slowach odwróciła sie i odeszla od
niego.
Mila miala od rana zly humor z powodu tego co
wydarzyło sie wczoraj. Ashton znowu ja zawidol. Juz nie mozw na nim polegać.
Tego jedynego byla pewna. Wiec gdy podczas przerwy kazala swojej asystentce
wziąć jej kawe, a potem nakrzyczec na nią z powodu zbyt malej ilości cukru,
wszyscy zauważyli, ze cos jest nie tak. Lacznie z Alexem.
- Tak. Dlaczego mialoby nie byc? - odpowiedziala
pewnym tonem.
- Nigdy sie tak nie zachowywałaś. - zwrocil uwagę.
- Jeżeli masz jakiś problem to mozemy porozmawiac. Wiesz o tym, prawda?
- Och serio? - kobieta zalozyla ręce na klatkę
piersiowa. - Nawet o tym jak poczulam sie jak idiotka?
- Mila...
- Dobra, nie ważne. - machnęła niedbale reka. -
Pewnie masz dziewczyne albo zone. Nie pomyślalam o tym. Wybacz. - dodala.
- Chodz.- Alez wyciagnal w jej stronę dlon, a
dziewczyna ja ujela i poszla za nim. Chlopak zaprowadzil ja w bardziej ustronne
miejsce czyli do swojej garderoby. - Jedyny powód dla którego cię nie
pocalowalem to fakt, ze byłaś pijana, a chciałem, abys zapamiętała ten
pocałunek jak najdokładniej. Nie bylo żadnego innego powodu, zadnej zony czy
dziewczyny, bo podobasz mi sie. Jestes piekna kobieta. Naprawdę.
Mila zamilkla. Nie wiedziala jak zareagować po
takim wyznaniu. Wziela gleboki oddech i otworzyła usta, aby cos powiedzieć, ale
wtedy Alex zamknal jej usta pocalunkiem.
- Chciałem, żeby byl taki jak ten. - powiedzial
odrywając sie od niej.
- Och.- zdolala tylko wykrztusić.
- Za minutę koniec przerwy! - krzyknal ktoś z
ekipy.
- Chyba musimy iść. - powiedziała Mila.
- To chodźmy. - chlopak usmiechnal sie i otworzyl
drzwi przepuszczajac ja.
*
Po południu do Teresy przyszedl jej menadżer z
Jayem. Mieli ustalić to jak będą sie zachowywać podczas wywiadu.
Do dziewczyny nadal nie docieralo, ze to prawda i będzie musiala publicznie sklamac.
- Usiadzmy. - powiedzial mezczyzna wskazując na siedzenie.
Do dziewczyny nadal nie docieralo, ze to prawda i będzie musiala publicznie sklamac.
- Usiadzmy. - powiedzial mezczyzna wskazując na siedzenie.
- Wiec od czego zaczynamy? - zapytal Jay.
- Od ustalenia przyczyny takiego zachowania
Teresy. Musimy ustalić wspólną wersje. - odparl menadżer dziewczyny.
- Czyli co mamy powiedzieć? - spytala.
- To ty wszystko schrznilas wiec moze ty na cos
wpadniesz? - odezwal sie chlopak.
- Slucham?! - dziewczyna prawie krzyknęła.
- Hej, hej spokój! - krzyknal mezczyzna. - Oboje
zawiniliście. W końcu ktoś ja sprowokowal, prawda?
- Widzisz? - powiedziala z wyższością. Jay
parsknal.
- Powiedzialem prawde. - wyjaśnil. - Nie moja
wina, ze nie chcesz jej zaakceptować. - dodal.
- A moze to ty nie chcesz zaakceptować, ze jestes
dupkiem?
- Mogę wyjsc jak chcecie. - rzekl menadżer. - Ale
bedziecie musieli ustalic to razem. Beze mnie i moich pomyslow.
- Okej, zostan. Przepraszam. - westchnęła Teresa.
- Ja tez. - odparl Jay.
- No i super. Teraz musimy ustalić co powiedzieć
dzisiaj wieczorem w wywiadzie. Proponuje wiec sklamac, ze po prostu
wiedzieliście iż jest tam fotograf i chcieliście zażartować z waszych fanów i
pokazać, ze nie wszystko to co widza jest prawda. I ze latwo zmanipulować
ludzi. - powiedzial.
- Wow genialne. - powiedziala dziewczyna.
- Przyznaje dobry pomysl. - rzekl chlopak.
- Dobra, a teraz poćwiczymy wasze wypowiedzi. -
mezczyzna klasnal w dlonie.
*
Dave stal przed lustrem i szykował sie na impreze
branzowa. Wtem przyszedl do niego jego menadżer.
- Oczywiscie. - odpowiedzial odwracając sie w jego
stronę.
- To w drogę. - powiedzial mezczyzna. I gdy
chlopak przechodzil obok niego to rzekl: - Powod, który powiedziałeś Zacowi byl
nieprawdziwy, prawda?
Dave ciezko westchnął po czym kiwnal glowa.
- Prawda. - odparl.
- Wiedzialem. - mruknal. - Dlaczego chociaz raz nie
mozesz odpuścić? - pokrecil glowa w niedowierzaniu. - Zawsze pakujesz sie w
klopoty, a ja cię musze z nich wyciągać. Och Dave, Dave.
- Sprowokowal mnie.
- Tak? Czym? - uniosl do góry jedna brew.
- Wzial mnie za geja. - wyznal.
- Tak jak myslalem. Dobra idz do limuzyny. Jutro
cos wymyślimy.
*
Tymczasem Teresa bardzo stresowala sie wywiadem.
Nigdy nie musiala w nich klamac. Po prostu mowila to, co czuje. Tutaj będzie
sie musiala na każdym kroku pilnować. Bala sie, ze nie da rady.
- Wszystko w porządku? - zapytal jej menadżer.
- Nie. Nic nie jest w porządku. Cholernie sie
denerwuje. - powiedziala biorąc gleboki oddech i próbując sie uspokoić.
- Hej. Wszystko będzie dobrze. Dasz rade. Zrobisz
to perfekcyjnie, jak zawsze. - powiedzial dotykając jej ramienia.
- Wchodzicie za 5 minut. - rzekl pracownik ekipy.
- Gdzie Jay? - spytala Teresa nagle sobie
uświadamiając, ze go nie ma.
- Zaraz przyjdzie. Nie martw sie. - odparl jej
mentor.
- Oby. Zabije go jeżeli stchorzyl i zostawil mnie
z tym sama. - powiedziala rozglądając sie dookola. W tym momencie nadszedl
chlopak. Wygladal na zdyszanego.
- Jestem! - krzyknal podnosząc reke.
- Nareszcie. Gdzie byles? - spytala
zniecierpliwiona.
- Cos mnie zatrzymalo. Spokojnie. - odpowiedzial.
Byl dziwnie wyluzowany. Teresa nagle otworzyła szeroko oczy.
- Brales cos.
- Co? Nie. Za kogo ty mnie masz? - odburknal.
- Za kogoś kto wypalilby ziolo przed wywiadem. -
powiedziała zakladajac ręce na klatkę piersiowa.
- Mój menadżer mi dal. Powiedzial, ze pozwoli mi
sie wyluzować. I mial racje. - rzekl radośnie.
- Nie mogę w to uwierzyć! - krzyknęła wściekła. -
Naprawdw myślisz, ze...
- Ty tez to powinnaś zrobic. - przerwal jej
menadżer.
- Co?
- Powinnaś sie wyluzować. Menadżer Jaya ma racje.
To pomaga. Jemu pomoglo. - wskazal na niego palcem.
- Nie zrobie tego. - powiedziala szybko.
- Wiec chcesz przez caly wywiad byc zestresowana i
przez przypadek cos chlapnąć? Bo tak sie stanie, jeżeli będziesz kłębkiem
nerwów.
Teresa przewróciła oczami. Skonczyla z tym dawno
temu. Nie chciala do tego wracac. To przeszlosc. A jednak.
- Okej. Zrobie to. Tylko szybko, bo mam malo
czasu.
- Super. Idz na zaplecze. Masz skręta. -
powiedzial jej menadżer i cichaczem podal go jej. Dziewczyna wziela go i poszla
w ustronne miejsce.
Dave pojawil sie w idealnie skrojonym garniturze
na imprezie branżowej. Mial wrażenie, ze wszystkie damskie pary oczu są
skierowane w jego kierunku. Wiedzial jak zwrócić na siebie uwagę, tutaj także.
Puscil oczko jednej dziewczynie, która sie zarumienila. Byl pewien, ze dzisiaj
nie wróci do domu sam.
- Dave? Hej. - powiedziala Cara widzac brata
swojego chlopaka.
- Hej. Milo cię widzieć. - odpowiedział i
przywitali sie calusem w policzek.
- Ciebie również. - odpowiedziala uśmiechając sie.
- Przyszedles sam?
- Ta. Jak widzisz dotąd nie pojawila sie w moim
życiu zadna dziewczyna. - odpowiedział. - A gdzie James?
- Poszedl po drinki. Wiem, ze stosunki miedzy wami
są napięte, ale...
- Nie chce o tym rozmawiac. - przerwal jej. -
Wybacz.
- Nie to ja przepraszam. Wiem jak jest miedzy
wami. To ja juz moze pójdę zanim palne kolejną glupote. - odparla i odeszla od
niego. Dave zostal sam. Lubil Care, ale nie znosil swojego brata. Zawsze
przechwalal sie i uwazal, ze jest lepszy od niego. Denerwowalo go to. Jako
dziecko byl niepewny siebie, a James to wykorzystywal. Teraz role sie
odwrocily, a Dave nie chcial mieć z nim nic wspólnego. Nieoczekiwanie ktoś
zakryl mu oczy. Chlopak pomyslal, ze t Zac postanowil wpaść.
- Zac?
Sebastian wraz z wypowiedzeniem tego imiona
stracil caly dobry humor. Teraz byl pewien, ze cos ich laczylo, skoro sie go
spodziewal. Mial ochote stamtad uciec.
- Pudlo. - odparl silac sie na wesoly ton.
- Sebastian?! - chlopak prawie to wykrzyknal. Kiedy
sie odwrocil i zobaczyl swojego najlepszego przyjaciela nie mogl opanować
radosci. Roześmiał sie po czym mocno go przytulil. Sebastian niepoodziewajac
sie takiego gestu dopiero po chwili go objal. Tak bardzo mu go brakowalo. Juz
zapomnial jaki jest w dotyku i jak silne ma uściski. - Nie mogę w to uwierzyć.
- rzekl, gdy przestal go obejmować. - Od kiedy jestes w miescie?
- Od dawna. Kręcę tutaj film. - odpowiedzial
uśmiechając sie.
- I nic o tym nie wiedzialem? Dlaczego nie
zadzwoniles?
- Sam nie mialem pojęcia, ze tu mieszkasz. -
wyjaśnil.- Dowiedzialem sie z gazety. - dodal i wzial dwa drinki od
przechodzącego obok kelnera. - Trzymaj. - dodal podajac przyjacielowi alkohol.
- Jestem w szoku szczerze mowiac. Bylem pewien, ze
juz nigdy więcej sie nie zobaczymy. - powiedział przez smiech.
- Ranisz me serce. - Sebastian udal zalamanego po
czym dotknal je.
- Wow. Niesamowite. Jaki ten swiat maly. I w
dodatku spotkaliśmy sie tutaj.
- A mialem nie przychodzić. - odparl rozbawionym
tonem. - Ale mialem przeczucie i oto jestem! - mowiac to rozpostarl ramiona.
- Kręcisz jakiś nowy film mówisz? A zdradzisz
tytul czy to tajemnica?
- Na wszystkich portalach o tym piszą, wiec myślę,
ze mogę ci zdradzić. - usmiechnal sie. - Kolejna czesc kapitana Ameryki.
- Serio? Widzialem cię tam. Byles swietny. Jej ile
bym dal, aby tam zagrac. Zazdroszczę. Ja kręcę tylko nudny thriller Nerve.
Sebastian poczul, iż to dobra chwila, aby zagadać
o Zacu.
- Ale partneruje ci sam Zac Efron! To musi byc cos
grac u jego boku. - stwierdzil popijając drinka.
- Tak. Zac jest swietny. - odparl Dave, a
Sebastian poczul narastająca w nim wscieklosc. To on znal go dluzej, to on nie
przestal go kochac po dwóch latach niewidzenia sie, a mimo wszystko to nadal
nie on jest z nim tylko jakiś aktorzyna. Byl zly i mial prawo. Z drugiej strony
skoro Dave odkryl swoja orientacje to moze warto powiedzieć mu o swoich
uczuciach? W końcu co ma do stracenia? Nic. Watpil aby odnowili przyjazn.
- Poznaliście sie na imprezie?
- Tak. Skąd o tym wiesz? - zdziwil sie Zac.
- Zgadywalem. - odpowiedział, a widzac jego mine
dodal: - Gazety.
- Ach, no tak. Moglem sie domyślić. - powiedzial
rozbawionym tonem. - Tak poznaliśmy sie na imprezie po tym jak jakas laska dala
mi w twarz. Nie pytaj czy zasluzenie.
- Znajac ciebie zakladam, ze tak. - rzekl, trochę
zgryźliwie.
- Hej! - Dave klepnal go w ramie. - Ale tak masz
racje. Zasłużyłem. Ale taki juz jestem. Lamacz damskich serc na zawsze.
- Na zawsze? - Sebastian uniosl do góry jedna
brew. - To sie chyba zmienilo, co? Odkad poznałeś Zaca...
- Co? Czemu? - zdziwil sie Dave. - Czekaj ty chyba
nie myslisz, ze... - tutaj urwal, poniewaz zaczal sie histerycznie smiac tak,
ze aż musial sie przytrzymać ramienia Sebastiana.
- Co cię tak bawi?
- Naprawdę myślałeś, ze ja i on... Nie wierze. -
mówil przez smiech. - Ja i Zac nie jesteśmy razem. Jak mogles tak pomyśleć
znajac mnie? - dodal, gdy minal mu napad śmiechu.
- Wiem, ze byles homofobem, ale... Czasem
spotykamy na swojej drodze osobę dzięki której zmienia sie wszystko. Cale nasze
spojrzenie na dotychczasowy swiat. Myślałem, ze miales tak z Zaciem. Nie wiem
sam czemu. - spuscil glowe. Dave wpatrywal sie w niego przez kilka sekund w
milczeniu.
- Zac nie jest ta osoba. - powiedzial nadal na
niego patrzac jak zahipnotyzowany, a zaraz potem odchrzaknal. - Nadal jestem
homofobem. W tej kwestii nic sie nie zmienilo. I nie sadze, aby byl na świecie
facet, który by to zmienil. - usmiechnal sie, a Sebastian nie wiedzial czy
cieszyc sie czy tez wręcz przeciwnie.
*
Teresa i Jay wlasnie wchodzili do studia wyczytani
przez Jamesa. Dziewczyna po wypaleniu ziola czula sie bardziej zrelaksowana. To
samo bylo z Jayem.
- A oto oni Teresa i Jay! - krzyknal James, a publiczność
zaczela krzyczeć.
- Hej. - dziewczyna pomachała im.
- Siadajcie. - mezczyzna wskazal im miejsca, ktore
zajeli. - Wiecie dlaczego sie tu dzisiaj znajdujecie, prawda? - zapytal
poważniejszym tonem.
- Bo jesteśmy najgorętszą para ostatniego sezonu?
- zazartowala Teresa, a ludzie zaczęli sie smiac.
- Tez. Ale glownie chodzi o pewien incydent, ale o
nim później. - mowiac to James puscil im oczko.
- Ciekawe o co moze chodzić. - odezwal sie Jay
czym sprawil, ze znowu zaczeto sie smiac.
- Teresa, Jay, jak dlugo jesteście razem? - zaczal
pytac. Dziewczyna spojrzala na chlopaka, pytając:
- Ja mam powiedzieć czy ty?
- A wolicie krótsza wersje czy dluzsza?! -
krzyknal do publicznosci, na co krzyknieto, ze dluzsza. - Okej, wiec ty mów. -
dodal i nawet James zaczal sie smiac.
- A wiec poznaliśmy sie niedawno. Chodzimy ze sobą
dopiero od kilku tygodni, ale traktujemy nasz związek tak poważnie jak pozwala
nam na to staż. - zażartowała.
- Tak kochanie to bardzo, bardzo poważny związek.
- mowiac to Jay dotknal jej ramienia, a ludzie wpadli w kolejne salwy smiechu.
- Okek porozmawiamy o tym później. - odpowiedziala
uśmiechając sie.
- O ile nie będzie mnie bolala glowa. - rzekl
puszczając oczko do publicznosci na co sie rozesmiali.
- Juz ja sie o to postaram, skarbie. - powiedziała
Teresa rozbawionym tonem.
- Slyszycie? Postara sie. Pierwszy raz. Jak milo.
- Jay udal, ze szepcze do publicznosci.
- Zabawna z was para. - odezwal sie James. -
Zawsze tacy jesteście?
- Na ile mozemy. - odpowiedziala
Czesto robimy sobie żarty z ludzi. Lubimy to.
- Zauwazylem. - powiedzial mezczyzna uśmiechając
sie. - A co powicie na to? - spytal wskazując na duży ekran na ktorym
wyswietlilo sie zdjęcie Teresy, która uderzyła Jaya. - Ostra klotnia? - zwrocil
sie do nich.
- Bardzo dobrze, ze pytasz. Z tym zdjęciem wiąże
sie krotka i zabawna historia. - powiedziała dziewczyna.
- Krotka? Kochanie daj spokój. Nie musisz udawać.
Doskonale wiemy jak kochasz mówić. - rzekl chlopak pocierając jej ramię.
- A ty masz glupie pomysly, a oto jeden z nich. -
mowiac to wskazala na zdjęcie.
- Czyli jaka wiąże sie z tym historia? Kryzys w
super poważnym zwiazku? - zażartował James, a publiczność kolejny raz nie mogla
powstrzymac sie od śmiechu.
- Wpadliśmy na pomysl... - mowiac to Teresa
wskazala na Jaya. - Kiedy zobaczyliśmy dziennikarza, ze zabawnie będzie zrobic
sobie z niego zart i pokazać ludziom jak latwo jest zmanipulować drugiego
człowieka.
- Tak. Pomyśleliśmy, ze Teresa uda, ze mnie
uderza, a dalsza czesc historii ludzie sobie dopowiedza. I mieliśmy racje. Po
Internecie krąży pelno teorii na temat naszej "klotni". Wedlug jednej
z nich zdradzilem ja z jej wlasna matka! Dacie wiarę? Śmialiśmy sie z tego
dobre pól godziny. Kto wymyśla takie glupoty? - Jay zwrocil sie do
publicznosci.
- Ale mieliśmy racje. A to dowodzi, ze ludzie
wierzą praktycznie we wszystko co przeczytają w gazetach. To smutne. - odparla
Teresa.
- Czyli miedzy wami wszystko w porządku?
- Jak najbardziej. - powiedziala dziewczyna
dotykając jego kolana.
- Dokladnie. Kochamy sie i chcemy mieć trochę
prywatności. A ten człowiek nie chcial tego uszanować, dlatego pomyśleliśmy, ze
prze okazji trochę sie zabawimy. Oczywiscie to ostatnia tego typu akcja. A moze
nie? Jeszcze musimy to obgadać. - roześmiał sie.
- Widać między wami uczucie, naprawdę. W dodatku
jestescie uroczy. - powiedzial James.
- Dziekujemy. - rzekla Teresa, a Jay ja objal.
- Staramy sie, choć to trudne.
- Są uroczy, prawda?! - krzyknal James do
publiczności, na co krzyknęli "tak". - Widzicie? Przeglosowane.
- Bardzo nam milo. - powiedziala Teresa z
uśmiechem.
- Nam również, gościć was. - odparl prowadzacy.
*
Jesse byl zalamany iż Layla nie chce mieć z nim
nic wspólnego po tym wszystkim. Byl pewien, ze to miedzy nimi definitywny
koniec i juz nigdy sie nie pogodzą. Postanowil wiec pojsc do klubu, aby sobie
jakoś ulżyć. Mial nadzieje, ze glosna muzyka i drinki zaglusza jego cierpienie.
Od wejścia od razu jego uwagę przykula pewna dziewczyna siedząca przy barze.
Wysoka brunetka z dlugimi nogami na szpilkach. Stwierdzil, ze jest całkiem
niezla i ta noc będzie nalezala do nich.
- Dwa drinki. - powiedzial Jesse do barmana
pokazując na palcach. On kiwnal glowa i wzial sie za robienie. Po chwili podal
je mu, a chlopak postawil jeden obok dziewczyny.
- Nie prosilam. - odpowiedziala.
- A ja nie pytalem. - rzekl pewnym siebie tonem.
- Zwykle tak robisz? - spytala.
- Tylko jeżeli ktoś przyciągnie moja uwagę. -
odpowiedzial. - To jak? Będziemy tak dalej rozmawiać czy dokończysz drinka i
idziemy na parkiet?
Dziewczyna dlugo sie nie namyślając wypila go i
poszla za nim tańczyć do glosnej muzyki. Podczas tańca Jesse szepnal cos do
ucha dziewczynie, na co ona pokiwala glowa z uśmiechem i chlopak pociagnal ja
za sobą w stronę toalet.
*
- Daliście rade! Byliscie nieziemscy! - krzyknal
menadżer Teresy. - Nie wiem czy to zasluga wypalonego ziola, ale oby tak dalej.
- Bylam dziwnie wyluzowana. - stwierdziła
dziewczyna. - I bylo mi wszystko jedno w jakim kierunku ten wywiad sie potoczy.
- James również jest wami zachwycony! - powiedzial
radośnie. - Chce skoczyć z wami nawet na drinka później.
- Ja chętnie. - odezwal sie Jay. - I tak nie mam nic lepszego do roboty. - dodal
wzruszając ramionami.
- Swietnie. - rzekl menadżer klaszcząc w dlonie.
- Ja jestem trochę zmeczona. - powiedziala Teresa,
na co chlopak przewrocil oczami.
- Cala ty. Wszystko musisz zwalic jak juz dobrze
zaczyna isc. - mruknal zly.
- Hej! Jestem zmęczona nie win mnie. -
wytłumaczyła sie. - To ja glownie zabawialam publiczność podczas wywiadu.
- Slucham?! Ty chyba nie mówisz powaznie, prawda?
- Jak najbardziej.
- Gdyby nie ja nikt nie zasmialby sie ani razu,
chyba ze masz na myśli wymuszony śmiech, aby pani do towarzystwa nie bylo
smutno. - powiedzial dopiekajac jej.
- Spokój! - krzyknal menadżer. - Powiem Jamesowi,
ze jestescie zmęczeni i chcecie trochę czasu spędzić ze sobą. Zadne z was nie
pojdzie w takim stanie na drinka z nim. Zachowujecie sie jak rozwydrzone
dzieci.
- To on caly czas robi przytyki co do mojego
zawodu. Przeszłego oczywiscie.
- Nie wazne kto zaczal. Wazne kto skonczy. Do
domu. Raz. - powiedzial wskazując im palcem na wyjscie. - Co za dzieciaki. -
mruknal kręcąc glowa.
Jesse zaczal sie z nią namiętnie całować i
przycisnal ja do umywalki po czym posadzil na jego blacie, nadal nie przestając
zachlannie calowac. Dziewczyna jeknela w jego usta i zaczela odpinac pasek jego
spodni. Jesse podwinal jej spódniczkę do góry i ściągnął majtki. Juz po chwili
jego spodnie byly spuszczone w dol, a majtki lezaly na ziemi. To samo stalo sie
z jego bokserkami. Chłopak oblizał wargę i z podnieceniem spojrzał w dół po czym
gwałtownie w nią wszedł, a z ust dziewczyny wydobył się głośny jęk.
- Mocniej. – szepnęła, więc Jesse wszedł w nią
jeszcze bardziej i zaczął się szybko poruszać.
- Tak dobrze? – spytal w jej usta.
- Idealnie. – odpowiedziała i złapała go mocno za
pośladki, a jego ręce powędrowały na jej biust, który zaczął pieścić. Pot
spływał mu po czole i czuł, że zaraz dojdzie. Ich jęki stały się głośniejsze, a
ruchy szybsze i pewniejsze. Już po chwili chłopak wypuścił z siebie głośno
powietrze, a dziewczyna westchnęła w jego usta.
- Miło było cię poznać. – powiedział wychodząc z
niej i podciągając spodnie.
- Ciebie również. – odparła. – Spotkamy się
jeszcze? – spytała.
- Może. – mówiąc to puścił jej oczko i zapiął
spodnie po czym wyszedł z łazienki.
*
Sebastian wlasnie mial zamiar wsiąść do taksówki,
kiedy dogonil go Dave krzycząc, aby zaczekal. Chlopak więc zatrzymal sie i
odwrocil w jego stronę.
- Czekaj! – krzyknął zbliżając się do niego, po
tym złapał się za obie nogi i zaczął
dyszeć. – Jedziesz już?
- Jak widać. – odpowiedział nie bardzo wiedząc do
czego jego przyjaciel zmierza.
- Chciałbym pozostać z tobą w kontakcie. –
powiedział podnosząc się i patrząc mu prosto w oczy. Sebastian wydawał się być
zaskoczony takim obrotem spraw. Przez chwilę nie odpowiadał, aż w końcu kiwnął
głową, mówiąc:
- Jasne. Jeśli tylko ty chcesz. – odpowiedział.
- No oczywiście, że tak głupku. Sam spytałem. –
powiedział po czym się roześmiał. – Masz. Wpiszesz? – zapytał podając mu swój
telefon. Sebastian uśmiechnął się i wziął go od niego.
- Już. – rzekł oddając mu go.
- Super. Dzięki. Jeszcze dzisiaj napiszę. –
powiedział biorąc telefon i odchodząc od niego. Sebastian wpatrywał się za
odchodzącym Davem przez jakiś czas. Potem odwrócił się i skierował w stronę
taksówki. Nagle usłyszał pikanie swojej komórki oznaczające wiadomość.
Odblokował go i odczytał: ŁADNIE CI W TYM GARNITURZE.
Chłopak uśmiechnął się, zapisał sobie numer
podpisując DAVE i schował go do kieszeni
i już w nieco lepszym humorze wsiadł do samochodu.
Kylie spędzała ten dzień sama w domu czytając
książkę przy lampce, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. Marszcząc brwi odłożyła ją
i poszła otworzyć. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła fotografa z jej
rozbieranej sesji.
- Hej złotko. – powiedział uśmiechając się do
niej.
- Przyszedłem po coś co mi się należy. –
odpowiedział chcąc wejść do mieszkania, ale dziewczyna zatarasowała mu drogę.
- Nie tak szybko. Czego chcesz?
- Co taka ostra? Już zapomniałaś jak mi obiecałaś,
że zrobisz wszystko co chcę, jeżeli nie usunę twoich zdjęć?
Dopiero wtedy Kylie zdała sobie sprawę w co się
wpakowała.
- Pamiętam. – syknęła.
- No właśnie. I teraz przyszedłem po to. –
powiedział z bezczelnym uśmieszkiem. – Wpuść mnie. – dodał.
- Nie. Ma. Takiej. Opcji. – powiedziała akcentując
każde słowo.
- Okej w takim razie powiem wszystkim co mi
obiecałaś. – odgryzł się. – Jak myślisz? Nadal będą cię lubić po tym co
usłyszą? Cóż… nie sądzę.
Dziewczyna przełknęła głośno ślinę. Palant miał
rację. Miał cholerną rację. Nie mogła uwierzyć, że wpakowała się w takie bagno.
Za głupie zdjęcia? Co jej przyszło do głowy?
- Wejdź. – uchyliła drzwi, a chłopak pojawił się w
środku. – Zróbmy to. Ale szybko.
- Ostra. Lubię takie. – mruknął zbliżając się do
niej. Położył obie ręce na jej tali i mocno wpił się w jej usta. Dziewczyna
odwzajemniła pocałunek, choć poczuła obrzydzenie do siebie. Znowu jest zmuszona
robić takie coś. Ile jeszcze? Jej matka na pewno nie pochwaliłaby takiego
zachowania.
Nadal całując się zaczęli zbliżać się w stronę
łóżka, aż w końcu chłopak opadł na nie, a Kylie usiadła na nim w rozkroku nadal
go całując. Zaczęła rozpinać mu rozporek od spodni, a on włożył jej obie dłonie
pod bluzkę i odpiął jej stanik, który rzucił na podłogę. Dziewczyna zdjęła mu
spodnie i rzuciła na podłogę, zajmując się jego koszulką. Chłopak to samo
zrobił z jej spodniami. Wkrótce Kylie znalazła się w samej bieliźnie, a
fotograf był w bokserkach. Byli tak zaabsorbowani sobą, że nie usłyszeli jak
ktoś wchodzi do pomieszczenia.
- Kylie?! – krzyknął jej chłopak, Tyga.
- Tyga? – dziewczyna spojrzała na niego z
przerażeniem w oczach. – To nie tak jak myślisz, ja…
- To może ja już pójdę. Zgadamy się kiedy indziej.
– odpowiedział fotograf schodząc z łóżka i zabierając swoje ubrania.
- Ile to trwa?
- Przyszedł przed chwilą. Przysięgam. –
powiedziała dziewczyna.
- I od razu poszłaś z nim do łóżka? – zakpił. –
Niezła dziwka z ciebie. Dzięki, że mi to uświadomiłaś.
- Tyga to nie tak! Naprawdę! On mnie szantażował!
– krzyknęła.
- Nie obchodzi mnie co zrobił! Obchodzi mnie fakt,
że zdradziłaś mnie!
- To i tak nie było nic poważnego. Między nami. –
powiedziała.
- Ach tak? – chłopak nie mógł uwierzyć w to jaka
jest podła. – W takim razie pójdę do gazety. I powiem cytując ciebie, że „to
nie było nic poważnego”, więc nie liczy się, że chciałaś przespać się z
przypadkowym chłopakiem. Ciekawe co na to ludzie? Jak myślisz?
- Tyga nie rób tego, proszę! – krzyknęła. –
Błagam. – dodała, a pojedyncze łzy zaczęły jej lecieć po policzkach.
- Za późno. – odpowiedział i odwrócił się, aby
odejść, ale Kylie złapala go za dłoń.
- Zrobię wszystko, co tylko zechcesz.
- Naprawdę? – uniósł do góry jedną brew.
- Naprawdę.
- Okej, a więc chcę kasy. – powiedział pewnym
siebie tonem.
- Ile?
- 200 tysięcy dolarów. – odparł.
- Co?! Nie mam tyle. – powiedziała przez łzy. –
Skąd mam je wziąć?
- Nie obchodzi mnie to. Tyle kosztuje moje
milczenie. Jak to zrobisz. Nie obchodzi mnie. Zraniłaś mnie, suko. Teraz za to
zapłacisz. – I po tych słowach wyszedł z jej mieszkania, a Kylie opadła
zapłakana w dół ściany zastanawiając się, co ma zrobić?
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz