sobota, 30 lipca 2016

1x01


Słoneczne LA tętniło życiem i sprawiało, że każdy dzieciak pojawiający się tu szukał nowych perspektyw. Jedni z lepszym, a drudzy z gorszym skutkiem, jednak kazdy z nich mial nadzieje, że to właśnie do niego uśmiechnie sie szczęście. Tak samo bylo z początkującą aktorka Teresa, która pomimo młodego wieku chowała wiele mrocznych tajemnic. Nie była jak inne dziewczyny w jej wieku, nie kryła sie za fasadą naiwności. Dobrze wiedziała jakimi prawami rządzi się Hollywood i co trzeba zrobić, aby dostać role. Nie zamierzała spełniać wszystkich warunków reżyserów, producentów czy scenarzystów. No może nie wszystkich... Teresa pragnęła być sławna i kochana. Tylko na tym jej zależało. Smutne, prawda? Ale jak wszystkim w Hollywood, ona chociaż umiała się do tego przyznać.

- Trochę bardziej w prawo. Tak jest, super. - powiedział fotograf, Lorenzo. Teresa wlaśnie miala sesje zdjęciowa. Starała sie wypaść jak najlepiej. Zależało jej na ładnym wyglądzie, choć miała wiele  kompleksów, ale to jak każda początkująca aktorka. - Nie myślałaś, żeby zostać modelką? - spytał pól żartem pól serio.

- Nabijasz się ze mnie? - napadła na niego. Mężczyzna nie spodziewał sie takiej reakcji.

- Oczywiście, że nie. - odpowiedział. - To był komplement, to wszystko.

- Serio? Bo wydaje mi się, że jednak nie. - odparła mrużąc oczy. Lorenzo byl zaskoczony jej bezpodstawnym wybuchem, toteż nie wiedział jak sie zachować .  Na szczęscie zostal uratowany przez jej menadżera Seana, który właśnie wszedł do pomieszczenia z promiennym uśmiechem.

- Zgadnij kto dostał rolę w nowym filmie Woody'ego Allena.

Teresa otworzyła szeroko oczy nie mogąc w to uwierzyć. Była taka  młoda, a już będzie współpracować z najbardziej rozchwytywanym reżyserem ostatnich lat. To jak spełnienie najskrytszych marzeń. Nie mogłaby prosić o nic lepszego.

- Nie mów, że ja! - krzyknęła wstając gwałtownie z krzesełka.

- A właśnie, że ty. - odpowiedział z rozkładając ręce, aby ją przytulić. Teresa wpadła mu w ramiona. Była dla niego jak córka, której nigdy nie miał, choć nie miałby nic przeciwko, gdyby dziewczyna zechciała czegoś więcej, ale wciąż mniej niż związek. Taki już był. Wieczny kawaler.

- Stwierdzili, że byłaś świetna na przesłuchaniu o idealnie nadasz sie do roli niestabilniej emocjonalnie dziewczyny. - odparł.

- Nie wątpię. - odezwał się Lorenzo. Teresa przestała go obejmować i pokazała mu środkowy palec.

- Woody też był tak zachwycony? - dopytała.

- Szczególnie on. - powiedział Sean, choć prawda była inna. Woody był jego starym znajomym. Nie byl wprawdzie przekonany czy Teresa podoła odpowiednio swojej roli, ale dał ją jej, ponieważ Sean go o to prosił. Miał nadzieje, że w przyszłości dziewczyna mu to wynagrodzi, ale póki co niech myśli, że jest taka wspaniała.

- Zagram w "Dziewczynie z przedmieścia". - powiedziała nadal będąc w szoku.

- Woody'ego Allena. - przypomniał jej z uśmiechem.

- Musiałam być genialna na przesłuchaniu. - stwierdziła.

- To prawda. - pokiwał głową.

- To będzie hit. Jestem tego pewna. - powiedziała.

- Skoro Woody się za to bierze to na pewno. - rzekł.

- Kto jeszcze tam zagra? - zapytała.

- Ryan Gosling. - odpowiedział. - Będzie twoim partnerem.

- O boże! - krzyknęła. - W życiu nie byłam tak podekscytowana. To będzie coś pięknego. - dodała.

- Możemy dokończyć sesję? - zniecierpliwił się fotograf.

- To ja już pójdę, a ty daj z siebie wszystko. - Sean ucałował Teresę w czoło i poszedł. Ona tymczasem nie mogla przestać myśleć nad tym jaka musi być nieziemska skoro dostała rolę.

 

Jesse od kilku tygodni kręcił najnowszy film pod tytułem "Naga prawda". Dużo bylo w nim scen erotycznych, ale to nie był dla niego problem w żadnym wypadku, lubil s*** i wszystko co z nim związane. Był też uzależniony od narkotyków i imprez. Brał je na każdej balandze czyli codziennie, a czasem dwa razy dziennie. Nie stronił tez od alkoholu. Stwierdził, że po nim lepiej mu sie gra, ogólnie był wrakiem człowieka w pewnych momentach swojego życia . Jednak lubił swój tryb życia na tyle, by z niego nie rezygnować. Nie brał nawet pod uwagę, że niszczy tym siebie. Właśnie leżał w lóżku obok Layli, scenarzystki filmu. Mieli dwie godziny wolnego pomiędzy ujęciami wiec weszli do jej przyczepy.

- Za 20 minut musimy wracać na plan. - powiedziała wzdychając.

- Też tego nie chcę, ale musimy, bo jakaś idiotka postanowiła napisać mi tyle kwestii. - odpowiedział, a dziewczyna wybuchnęła śmiechem.

- To bardzo dobry scenariusz.

- W którym co drugą scenę ktoś kogoś bzyka. - odparł wesoło.

- Nie podoba to ci się? - uniosła jedną brew.

- Może. - przyznał dla zgrywu.

- W moim drugim filmie nie dostaniesz żadnej roli. - wystawiła mu język.

- Nie będę musial. Ten okaże sie taką klapą, sfinansuje drugiego nikt ci nie sfinansuje. - rzekł pewnym siebie tonem. Layla szturchnęła go.

- Jesteś dupkiem. - powiedziała. 

- To prawda, ale kochasz mój język, przyznaj to.

Layla uśmiechnęła się.

- Może.

- Na pewno tak jest. - puścił jej oczko. - Ale musimy wracać na plan. Nie zdążymy przykro mi. Zresztą i tak nie jesteś pewna co do języka, więc...

- Nic sie nie stanie jeśli parę minut nas nie będzie. - powiedziała. - A teraz wchodź pod kołdrę i nie marudź. - dodała unosząc ją, a Jesse wykonał jej prośbę bez zarzutów.

*

Kylie nigdy nie chciała być częścią swojej rodziny. Żyli w blasku fleszy, ale to wlaśnie uwielbiali. Ona byla inna. Nie chciała robić ze swojego życia show. Wolała dojsc do czegoś pracą, a nie dostać to bo jest córką Kris Jenner, zresztą jej nazwisko jest tak sławne, iż nie ma szans, aby mogla cokolwiek osiągnąć ciężką pracą, każdy da jej wszystko, bo jest Kylie Jenner. Nienawidziła tego, ale nie umiała też przeciwstawić się matce, to było najgorsze. Zazdrościła też swojej siostrze Kendall, choć nie mogła mówić o tym głośno, bo to przecież jej "starsza siostra". Nie może jej czegokolwiek zazdrościć, bo ludzie ją znienawidzą i nie będzie dla nich wzorem do naśladowania.

- Okej kamery połóżcie tutaj, tylko omijajcie mój perski dywan z daleka. - mówiła Kris. - Kylie chodź do mnie skarbie. Przedyskutujemy twojego nowego chłopaka. - dodala wskazując na nią palcem.

- To nic poważnego. - powiedziała przewracając oczami. - Nie wiem nawet czy jest moim chłopakiem. Zabawiamy się tylko. 

- Nie powiesz tego w telewizji, ludzie to oglądają. - przypomniała jej. - Wezmą cię za szmatę.

- Mam to gdzieś. - odparła.

- Co to za ton? Nie podoba mi się. Trochę więcej szacunku do matki.

Nagle nadeszła Kendall. Według Kylie tylko jej tutaj brakowało.

- Coś się stało? - zapytała.

- Twoja siostra nie chce współpracować. W ogóle coraz bardziej myślę nad tym, aby reżyserować odcinki. Gralibyśmy wtedy według ustalonego scenariusza. - powiedziała siadając na kanapie. - Co o tym myślisz Kendall?

- Myślę, ze byłoby to całkiem ciekawe doświadczenie, ale kto by się zajął scenariuszem? Kylie znasz kogoś? - zwróciła się w jej kierunku.

- Ooch, wy tak na serio? Nasze życie to jeden wielki serial, nie potrzebujemy scenariusza.

- Mhm, też tak uważam.  Same będziemy ustalać sobie kwestie. - powiedziała Kendall.

- Może to i dobry pomysł... - zaczęła się zastanawiać Kris.

- To się nie dzieje... - Kylie zaczęła nerwowo chodzić po mieszkaniu. - To się nie może dziać.

- Co znowu? - spytała Kris.

- Jesteście szalone. Obie. Wasze życie naprawdę kreci sie w okól tego głupiego reality show? Serio? - mówiła z przejęciem.

- Gdyby nie to głupie reality show nie miałabyś pieniędzy na swoje ciuchy, więc nie krytykuj naszej wspólnej, ciężkiej pracy. - powiedziała Kris gniewnie mrużąc oczy.

- Ciężkiej? - zakpiła. - Ciężko to maja strażacy, albo policjanci ale nie my. Żyjemy na oglądalność i tyle. To straszne jak się nad tym głębiej zastanowić .

- Więc odejdź. Droga wolna. - powiedziała.

- Mamo! Kylie nie miała tego na myśli, prawda? - sytuację chciała uratować Kendall.

- Ależ miałam. - potwierdziła dumnie Kylie.

- Pogarszasz sprawę. - syknęła jej siostra.

- Kendall nie musisz bronić siostry, która najwyraźniej nie chce tego. - rzekła Kris.

- Masz rację, nie chce niczego od was. Jesteście samolubni i nie macie za grosz ambicji. - powiedziała. - Wyprowadzam się. - postanowiła zadowolona z siebie.

- Droga wolna. Aha powodzenia w prawdziwym życiu, bez samolubnej matki, która zawsze o ciebie dbała. - powiedziała i odeszła od niej.




*

Dave był z pozoru miłym facetem, ale tylko z pozoru. W wywiadach dawał się poznać od tej lepszej strony, wiec nikt nie wiedział jak było naprawdę. A prawda była taka, że potrafil być nie złym dupkiem i ostro gwiazdorzyl. Uważał, że to co osiągnął zawdzięcza tylko sobie i nikomu innemu. Nie liczył się ze zdaniem innych, wręcz przeciwnie obchodziło go tylko jego zdanie. Na szczęscie jego fani nie mieli zielonego pojęcia jaki był, ponieważ umiał się maskować, a wszystko za sprawą jego uroku osobistego, który zjednywał mu ludzi. Każdy chciał być na jego miejscu i każdy też mu zazdrościł, a on tylko napawał się tym.

W  tym momencie znajdował sie na imprezie, gdzie podrywał samotne dziewczyny, a potem obiecywal im, że zadzwoni, choć nigdy tak nie robił. Prowadził szczęśliwe życie singla i dobrze mu z tym bylo. A dziewczyny, ktore myślały, że go zmienią- wyśmiewał. Jego nie da sie zmienić.

- Dave, prawda? Ten aktor? - zapytała pewna brunetka podchodząc do niego.

- Dave Franco do usług. - odpowiedział z szarmanckim uśmiechem. - Słyszałaś o mnie widzę, milo mi.

- Coś mi się obiło o uszy. - odpowiedziała.

- Obiło? A to ciekawe. - stwierdził popijając drinka. - Chcesz o tym porozmawiać w pokoju hotelowym przy butelce szampana?

- Naprawdę myślisz, że bycie Daven Franco daje ci powód do przespania się ze mną i nie zadzwonienia? Bo tak się na pewno stanie.

Chłopak patrzył na nią przez kilka minut, aż w końcu roześmiał się i pokręcił głową z niedowierzaniem. 

- Boże. Nie wiem co jest bardziej żałosne. Fakt, że zgrywasz  inną niż wszystkie laski pchające mi się do lóżka czy fakt, że tak naprawdę chcesz sie ze mną przespać, ale masz nadzieje, że kiedy najpierw trochę popyskujesz to będę cię bardziej szanował od nich. Hm, pomożesz mi wybrać?

W odpowiedzi dostał solidnego liścia. Dave odchylił głowę w bok i złapał sie za policzek. Należało mu sie i sam o tym dobrze wiedział, ale denerwowały go dziewczyny, które chciały go zmienić. To nie komedia romantyczna.

- Boli? - zapytał jakiś chłopak siadając na krzesełku barowym.

- Da się przeżyć. - odparł odwracając się w jego stronę i wtedy zobaczył, że to Zac Efron. Nie mógl w to uwierzyć w pierwszym momencie, ale potem zdal sobie sprawę, że najlepiej jak zachowa zimną krew.

- Hej. - pomachał mu. - Zac, a ty?

Dave zaniemówil w pierwszym momencie, więc nie powiedział nic.

- Żartuje, wiem kim jesteś. Nie martw się, mogę postawic ci drinka? - spytał.

- Jasne. - pokiwał głową. - Zaoszczędzę 5 dolarów. - uśmiechnął się.

- A więc poproszę dwa drinki. - zwrócił sie do kelnera, a ten kiwnął głową. - Często tu przychodzisz?

- Praktycznie co tydzień. - odpowiedział siadając na krześle  barowym. - A ty?

- Raz na jakiś czas. Osobiście wolę inne miejsca. - przyznał.

- Jak kluby ze striptizem?

- Powiedzmy. - powiedział ze śmiechem. - To był pierwszy raz? - wskazał ruchem głowy na ślad na policzku.

- Szczerze mówiąc? Tak. Zwykle nie daje im na to szansy, bo już mnie nie ma. - rozśmiał się.

- Niegrzeczny chłopiec. - skomentował Zac.

- Nawet bardzo. - odparł.

- Pracujesz nad nowym filmem?

- Własciwie to staram się o rolę w jednym, ale jutro dowiem się czy ją dostałem.

- Na pewno. Z tym uśmiechem? Jest twoja. - powiedział puszczając mu oczko.

- Dzięki, a ty?

- Czy staram się o rolę w filmie? Cóż jestem Zac'em Efronem, więc odpowiedz sobie sam. - powiedział.

- Wow. Chciałbym kiedyś być tak sławnym, żeby nie musieć chodzić na te przeklęte castingi.

- Żartuje. Nadal muszę chodzić, ale moją najnowszą rolę mi zaproponowano, a ja się zgodziłem.

Dave pokiwał głową z uznaniem.

- Za nasze role. - mówiąc to uniósł do góry kieliszek.

- Za role. - powtórzył Zac, a potem spojrzał na zegarek. - Cholera, muszę się zbierać, ale miło się rozmawiało.  Na razie, Dave i powodzenia. - rzekł i wstał z siedzenia. Franco jeszcze jakiś czas siedział na krzesełku, aż w końcu wstał i pobiegł za chłopakiem.

- Zaczekaj! - krzyknął jednak nigdzie go nie dojrzał. Cóż to Zac Efron. Na pewno się kiedyś jeszcze spotkają.

*

Mila Kunis była od ponad czterech lat w związku z Ashtonem, a od trzech w zwiazku małżeńskim. Od jakiegoś czasu jednak sprawy pomiędzy nimi zaczynamy się sypać. Mężczyzna nie mial dla niej czasu. Coraz rzadziej chodzili do lóżka, a już o wspólnych wyjściach nie bylo mowy. Kobieta musiała wieczorami zadowalać się telewizorem i  jedzeniem, gdyż Ashtona nigdy nie bylo w domu i wracał gdy ona już smacznie spala. A nawet gdy w weekendy byl, to chodził wcześniej spać, bo jak twierdził, jest zmeczony. I tak im życie małżeńskie upływało w sielance i radości. Najgorszy był fakt, że Mila coraz częściej zastanawiała się jakby to było być z innym mężczyzną. Raz nawet przyłapała się na fantazjowaniu o jej koledze z planu. Młodym i przystojnym Alexie. Jednak wiedziała, że i tak nic pomiędzy nimi nie dojdzie, bo w gruncie rzeczy kochała Ashtona. Bolało ją tylko to, że on nie widział jak bardzo cierpi, a może nie chciał widzieć? Oboje właśnie leżeli razem w łóżku, a Mila jak co tydzień próbowała go namówić na seks.

-  Ciężki tydzień w pracy? - zapytała przymilając się do niego. Mężczyzna westchnął.

- Nawet nie wiesz jak bardzo. Jestem cholernie zmęczony. - powiedział odkładając laptopa.

- Ale chyba możesz mi poświęcić 5 minut, prawda? - spytała calujac go po szyi.

- Nawet nie wiesz jakbym chciał, ale naprawdę nie mam siły.

Mila odsunęła się od niego niezadowolona.

- Nie masz siły czy nie chcesz? Bo to dwie różne rzeczy. - powiedziała urażonym tonem. Ashton zmarszczył brwi, nie spodziewając się takiej reakcji.

- Oczywiście, że nie mam siły. Uważasz, że odmówiłbym mojej seksownej żonie seksu?

- Nie wiem, ty mi powiedz. - wzruszyła ramionami. - Mówisz tak od paru tygodni, a nawet pewnie miesięcy.

- Ciężko pracuje na dom. - obruszył się.

- A ja niby nie chodzę do pracy tylko siedzę w domu? - zdenerwowała się. - Ponadto musze zajmować sie naszym dzieckiem, bo jakbyś nie zauważył mamy je.

- Oskarżasz mnie o bycie złym tatą?

- Nie, ale mężem już tak. Chociaz ojcem roku też byś nie zostal.

Ashton pokręcił głową nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy.

- Pójdę spać na kanapę. I mam nadzieję, że do jutra ten twój"humorek" ci przejdzie, bo nie mam ochoty wysłuchiwać bluzg na mój temat, podczas gdy ja zarabiam na dom i dziecko. - mówiąc to wstał z lóżka i skierował się ku drzwiom.

- A ja to pewnie nic nie robię, prawda? Nie pracuje tylko siedzę w domu i narzekam na ciężko charujacego męża, co?

- Naprawdę prześpij sie. To ci dobrze zrobi. - powiedział spokojnym tonem i zamknął drzwi w które Mila rzuciła poduszką.

*

Następnego dnia, Kylie spakowała już wszystkie swoje rzeczy i szykowała się do wyjscia. Miala ze sobą 6 walizek, a to nie bylo wszystko. Wziela tylko najpotrzebniejsze rzeczy ze sobą.

- Nie wyjeżdżaj. Kylie, proszę. - mówiła Kendall stojąc obok niej i próbując ją ostatni raz przekonac do zmiany decyzji.

- Nie zmienisz mojej decyzji, więc sobie daruj. - odpowiedziała zbywając ja ręką.

- Nie dasz sobie rady. Jesteś za młoda i za mamo doświadczona.

- Próbujesz mnie od tego odciągnąć czy przekonac? - spytala. - Sluchaj, wszędzie jest lepiej niż z matką, która cale swoje życie wystawia pod publikę. A juz nie wspomnę o tym, ze mam się uczyć roli do show o naszym życiu? Czyli caly czas będę musiała grać? A gdzie czas na normalność? Widzisz? Nie ma. Dlatego odchodzę. Poza tym mam już 20 lat. Czas bym stanęła na wlasne nogi.

- To jednak za wczesnie. - stwierdziła Kendall.

- To twoje zdanie. - powiedziala do niej. W tym momencie nadeszla Kris. Wygladala na zaskoczoną widokiem Kylie z walizkami.

- Nie zmieniłaś jednak zdania? No proszę. Myslalam, że jesteś nieco bardziej dojrzała.

Kylie prychnęła.

- Wyprowadzka chyba świadczy o dojrzałości i niezależności, prawda?

- W twoim wypadku wręcz przeciwnie. - skwitowała. - Ale jak chcesz. I tak wrócisz za górą 2 tygodnie prosząc o pieniądze.

Kylie wyglądała jakby wlasnie uslyszala szokującą informacje.

- Och nie mówiłam ci? Nie dostaniesz żadnych pieniędzy. Chcesz być dorosła? A więc radz sobie sama.  - uśmiechnęła sie i poszla zadowolona z siebie.

- Mogę ci pożyczyć jeśli chcesz. - powiedziala Kendall.

- Nie trzeba. Dam sobie radę. Udowodnię to. - rzekła dumnie i wyszla z domu trzaskając drzwiami.


*

Tymczasem Teresa nadal nie mogla uwierzyć, że pozna Woody'ego Allena. To lepsze niż spełnienie marzeń. Nawet o tym nie śniła. Teraz każdy będzie znać jej nazwisko. Będzie sławna, a o to przecież chodzi, prawda? Tylko o to. Tu nie liczą sie reguły, ani zasady, tylko sława. Sława ponad wszystko. Nagle zadzwonil jej telefon. Odebrała nawet nie patrząc kto dzwoni.

- Halo?

- Witaj Tereso. Tęskniłaś? - zapytal glos w sluchawce.

- Skąd masz mój numer?

- To nie jest teraz wazne. Slyszalem, ze bawisz sie w aktorkę i całkiem nie źle ci to idzie. - roześmiał sie.

- Nie dzwon do mnie wiecej. - syknęła.

- O tym będę decydował ja. Juz odzwyczaiłaś się słuchać moich rozkazów? Jaka szkoda, będę musial przyzwyczaić cię znowu. - powiedział kpiącym  tonem. Teresa miala ochote rzucić telefonem o ścianę. Sukinsyn.

- Powtarzam: nie dzwon wiecej. Skończyłam z tym.

- Z tym się nie da tak po prostu skończyć. - powiedział z pogardą. - Jesteś z tym związana juz na zawsze czy tego chcesz czy nie, rozumiesz?

- Spieprzaj.

- Niegrzeczna dziewczynka. - roześmiał się ponownie.

- Nawet nie wiesz jak bardzo potrafie byc niegrzeczna. - zagroziła mu.

- Pokażesz?

- To nie jest zabawne, sukinsynu! - krzyknęła. - Rozłączam sie.

- Zrób to, a wszyscy dowiedzą sie prawdy. - powiedział.

- Co? - jęknęła.

- To co słyszałaś. Powiem wszystkim, co kiedyś robiłaś.

- Nie zrobisz tego.

- A chcesz sie przekonac?

Teresa nie mogla pozwolic, by jakiś palant z przeszłości zniszczył jej karierę.

- Co mam zrobić abys tego nie zrobil?

- Spotkaj sie ze mna.

- Po co?

- Przekonasz sie.

- Gdzie?

- W kawiarni na rogu za dwie godziny.

Teresa rozłączyła sie bez odpowiedzi. W co ona sie wpakowała? Czasami trzeba zaplacic bardzo wysoka cenę za bledy z przeszlosci...

*

- Gdzie znikasz w przerwie miedzy scenami? - zapytala Dakota, menedżerka Jesse'ego podczas śniadania.

- Tajemnica. - odpowiedzial z uśmiechem.

- No dalej, powiedz. - blagala.

- Nie. - odpowiedzial biorąc do buzi kęs kanapki.

- Dupek. Pewnie sypiasz  z Layla bo ona tez gdzieś znika.

Jesse momentalnie zaczal krztusić sie kanapka. Jego menadzerka widzac to wyjaśniła:

- Żartowałam tylko. Nie bierz tak wszystkiego do siebie.

- Tak wiem. Cos mi utknęlo. - powiedział mamo przekonujacym tonem.

- Jasne. - mruknela. Nagle zadzwonil jego telefon. Na wyświetlaczu pojawilo sie imie "Linda". Odebral.

- Halo?

- Musimy sie spotkać. - powiedziala.

- Po tylu miesiącach? Cos sie stalo?

- I to poważnego. Za dwie godziny, okej? Przyjdź to ważne, a nie chce ci tego mówić przez telefon.

- Okej. - powiedział i rozlaczyl sie.

- Kto to? - spytala Dakota. - Czy to tez tajemnica?

- To Linda. Chce sie spotkać. Nie wiem po co.

- Linda? Twoja eks?

- Mozna tak powiedzieć. Spaliśmy ze sobą kilka razy i tyle. Cóż. Moze dowiedziala sie, ze gram w filmie i chce do mnie wrócić.

- Masz na myśli do sypiania z tobą?

- Tez. - usmiechnal sie. - Będę musial jej odmówić niestety.

- Bo?

- Bo już mam kogoś na oku. - odpowiedzial zadowolony z siebie.

*

Dave siedzial przed lusterkiem i pil latte. Jego asystentka jak zwykle przyniosła za zimna. Suka. Powinien ja zwolnic juz dawno, ale lituje sie nad nią, nie wie po co zresztą. Paolo wlasnie ukladal mu wlosy, kiedy wszedl John jego menadżer.

- Dostales.

- Co? - odwrócil sie w jego stronę.

- Role! - wykrzyknął uradowany. Dave wstal gwałtownie z siedzenia i zaczal sie smiac po czym usciskal Johna.

- Żartujesz? O ja pieprzę, dostalem to!- wrzasnal. - Nie wierze. 

- Ja tez.

- Hej!

- No co? Byles kiepski na przesłuchaniu.

- A jaki ty byś byl po calonocnej imprezie?

- Masz racje. - przyznal. - Ale najważniejsze, ze to dostałeś. Tylko to sie liczy. Aha tylko jest pewien szkopul.

- Jaki?

- Jestes homofobem, prawda?

- Jak kazdy normalny czlowiek. - odparl bezproblemowo  wzruszając ramionami.

- I tu pojawia sie problem. - westchnął. - To rola homoseksualisty.

- Co? Nie zagram tego. W życiu. Po za tym nie mowili o tym wcześniej.

- Pomysl podobno pojawił sie nie dawno.

Dave nie molg uwierzyć, ze jego wymarzona rola okazala sie role geja. To chore. Nie zagra tego. Nawet nie ma takiej opcji. I jeszcze co? Moze ma pocalowac faceta?

- Zadzwoń do nich i powiedz, ze rezygnuje.

- Nie zrobie tego. - John pokrecil glowa. - To moze sie okazac rola twojego życia. Nie dam ci z tego zrezygnowzc z powodu twoich durnych uprzedzeń. Dorośnij.

- Wiesz, ze mogę cię zwolnic?

- Wiesz, ze nie znajdziesz lepszego menadzera?

- Wiem, ale denerwujesz mnie. Jestem hetero, dlaczego mam zagrac geja?

- Bo jestes tez aktorem? Po za tym zagrasz u boku samego Zaca Efrona, zadowolony?

- Co? - Dave nie mogl w to uwierzyć. Ten, którego poznal na imprezie? Jaki ten swiat jest mały. - On tez zagra geja?

- Własciwie to... Zagracie parę. - John przygryzł wargę. Dave parsknął śmiechem. Nigdy by nie podejrzewal, ze pozna Zaca w klubie, a potem będą grac parę gejów.

- Mówisz serio?

- Jak najbardziej. - potwierdzil.

- To najbardziej popieprzona rzecz jaka uslyszalem w ostatnim czasie. - stwierdzil.

- Nie watpie. - odparl. - Ale musisz przyjac te role. Moze sie okazac przełomowa w twojej karierze. Wiesz, ze jak z niej zrezygnujesz to wezmie ja Daniel Radcliff? Harry Potter?

Dave westchnął. James mial racje, ale role geja go obrzydzala.

- Ile dają?

- 5 milionow za calosc.

- Cholera. - chlopak usiadl z powrotem. - To kupa forsy, ale grac geja? Nie uda mi sie to. Po prostu.

- Jesteś Dave Franco. Uda ci sie. Na pewno. - John dotknął jego ramienia.

- Wiem. A co na to Zac?

- Nie kontaktowalem sie z nim, ale macie umówione spotkanie jutro po południu.

- Zgoda. Porozmawiam z nim i wtedy zdecyduje.

- Tylko nie daj po sobie poznać, ze geje cię obrzydzają?

- Dlaczego?

- Bez powodu. Ale to będzie dobrze o tobie świadczylo, prawda?

Dave kiwnal glowa. John byl zdecydowanie mega dziwny.

*

- Za tę kwotę naprawdę jest mi pani w stanie zaproponować tylko to? - zapytala oburzona Kylie, gdy razem z agentką nieruchomości oglądały mieszkanie.

- 20 tys dolarów to naprawdę nie jest dużo, to najlepsze co udało mi się znaleźć. - odpowiedziala wyraznie zirytowana jej marudzeniem.

- Okej rozumiem. Zwalaniam cię, przeokazji. - odpowiedziala.

- I tak nie pracuje dla ciebie. - usmiechnela sie.

- Ale suka. - mruknęła do siebie Kylie, gdy agentka juz wyszla. Bedzie niestety zmuszona znaleźć pracę. Zawsze chciala byc modelką jak Kendall. I udowodni, ze jest od niej lepsza i osiągnie sukces sama bez pomocy rodziny. Tak. Zmieni nazwisko. Poda inne, a oni i tak ją przyjmą . Zrobi to. I uda się, co najważniejsze.

*

Teresa od 15 minut czekala w kawiarni na swojego szefa,  a własciwie bylego szefa. Nie byla mu nic winna, a mimo wszystko mial na nią potwornego haka i to bylo najgorsze,musiala mu sie podporządkować. Tylko to jej zostalo. Bala sie tego co moze wymyśleć.


- Tęskniłaś? - zapytal siadajsc na krzesełku obok niej.

- Nie. - odpowiedziała krotko. - Czego chcesz?

- Bądź milsza, albo w gazecie pojawia sie twoje zdjecia i nie będą one mile. - zagrozil jej.

- Okej, wybacz.  Wiec tak tesknilam za to toba, a teraz mów czego chcesz.

- Tyle lat w biznesie, a ty niczego sie nie nauczyłaś. Oj mala naiwna Tereska. Szkoda mi ciebie nawet. - zakpił. Dziewczyna zignorowala to.

- Czego chcesz? - powtorzyla.

- Ciebie. - odparl. W tym momencie podszedl do nich kelner.

- Czego sobie państwo życzą?

- Spadaj. - Teresa wskazala mu palcem, aby sobie poszedl. Chlopak wygladal na urażonego, ale zrobil to.

- A jednak nie tylko dla mnie  jestes taka suka. - powiedział rozbawionym tonem. - Za  malo seksu masz, co?

- Jesteś obrzydliwy. - rzekła z obrzydzeniem.

- A ty dla mnie pracowałaś dodatkowo. I kto tu jest obrzydliwy?

- Nadal ty. Co miales na myśli mówiac, ze chcesz mnie?

Jej byly szef zblizyl sie do niej i dotknal jej dloni. Teresa cofnęla ja natychmiast.

- Usiądź mi na kolanach. - rozkazal. Dziewczyna parsknela. - Mowie powaznie. - powiedzial posylajac jej  powazne spojrzenie.

- Bo co?

- Bo twoi fani dowiedzą sie prawdy, chcesz tego?

- Nie mam ich dużo. - wzruszyła ramionami.

- Ale to sie zmieni po filmie Woody'ego Allena, prawda? - usmiechnal sie. Teresa miala ochote uderzyć go, a porę, a potem sie rozplakac. Przeszłość zawsze puka co drzwi w najmniej odpowiednim momencie. Teraz miala swoja wielka szans, nie moze tego spieprzyc z powodu mlodzienczych bledow. Wzdychając wstala z krzeselka i podeszla do swojego ex szefa po czym usisdla mu na kolanach.

- Grzeczna dziewczynka. - pochwalil ja.

- Co dalej mam zrobic? Obciągnąć ci?

- Coz...

- Jestes chory. - stwierdzila.

- Wole, zebys mnie pocalowala z jezyczkiem. - powiedzial i wyjal telefon po czym zawolal kelnera. - Zaplace ci 100 $ za zrobienie mi paru fotek. - rzekl do niego. - Zacznij robic jak ona mnie pocauje.

- Po co ci to?

- Jak e mega slawna to sprzedam te zdjecia gazetom za krocie. Zbije na tym niezla kaske. No juz, całuj, albo sama wiesz co sie stanie.

Dziewczyna przewróciła oczami. Brzydziła sie go, ale nie miala wyjscia. Zanknela oczy i pocalowala go z językiem, tak jak chcial. Czuła jak kelner robi zdjęcia. To bylo straszne. Po wszystkim zeszla z niego, a jej byly szef zapłacil chłopakowi.

- To wszystko? - westchnęła.

- Na razie tak.

- Na razie? Nie ma mowy! Nie spotkam sie z toba drugi raz. - powiedziala.

- Spotkasz. - usmiechnal sie. Teresa wyszla oburzona, a jej szef zamówił kurczaka.

*

Mila miala dosc swojego meza. Nie dbal o nia, nie pytak jak sie czuje, nie interesowała go krotko mówiac. Podejrzewaja nawet, ze ma kochankę, ale,to nie bylo najwzniejsze. Mogl mieć ta cholerną kochankę, byle by,tylko poświęcał jej uwagę. Czy o tak wiele? Dla facetów i tak jednak to za duzo. Pieprzone dzieci. Mika wlasnie wyzywala sie na automacie, gdy podszedl do niej jakis chlooak. Mlody, blondyn, przystojny.

- Pomoc ci? - zapytal.

- Jak chcesz. - wzruszyła ramionami. - I tak nic mi dzisiaj nie poprawi humoru.

- Tylko tak mowisz. Na pewno nusi byc cos. - usmiechnal sie przyjaźnie. - Jestem Alex, a ty?

- Mila. - odpowiedziala.

- Prosze Mila to twoja kawa. - powiedzial podając jej, byl czarujący. - I co? Juz masz lepszy humor?

- Moze. - odpowiedziala biorac od niego kubek. - Jestes statysta?

- Moze. - powiedział rownie tajenniczo. W byl czarujacy i uroczy. Wpadl jej w oko, zdecydowanie.

- Okej. Pa Alex. - powiedziala odchodzac od niego.

- Własciwie to... Gram w tym filmie. Mam drugoplanowa role. - wyjasnik. Mila zatrzymała sie w polowie drogi.

- Ja pierwszoplanową. I kto wygral?

- To rywalizacja?

- Moze. - uśmiechnęła sie.

- Podoba mi sie, Mila. - mówiac to puścil jej oczko.

- Dzięki. - po tych slowach naprawdę odeszla od niego z o niebo lepszym humorem.

*

Jesse czekal na swoja ex w kawiarni. Własciwie to nie byla jego byla. Spali ze soba to wszystko. Bal sie, ze będzie chciala zwiazku czy czegoś w tym stylu, albo... czyzby byla w ciąży? Chlopak zaczal sie momentalnie pocić. To nie moze sie wydarzyć, prawda? Nie jest w ciąży? Ta myśl przyprawiala go o zawal serca. Sypial z wieloma kobietami, ale nigdy by nie przypuszczal, ze kiedyś wpadnie... Po kilku minutach czekania w końcu sie pojawila. Wyglądała wspaniale. Jesse aż wstal i przywitam sie z nią pocalunkiem w policzek.

- Wiec co to za wazna sprawa? - zapytal.

- Zamowmy cos moze, a potem o tym porozmawiamy, okej?

- Chcialbym wiedzieć teraz, to cos poważnego? - Jesse czul jak sie poci.

- Powiedzmy. - mruknela. - Poprosze wodę z cytryna. - powiedziala do kelnera. Jesse zaczale sie coraz bardziej nie cierpliwic, a moze to byl test? I sprawdza to jak zachowuje się pod presją? Moze wlasnie oblał? 

- Ja poprosze kawe, czarna. - rzekl do kelnera.

- Dobrze. - mezczyzna kiwnal głową i poszedl.

- Wiec? - spytal.

- Jesse... - Linda zlapala go za dlon, a jej wzrok byl czuły i przejmujący. - Nie spodoba ci się to.

- O boże. Wiem co to jest. - jeknal.

- Wiesz? - zdziwila sie.

- Tak. - potwierdzil. - Jestes w ciazy, tak? Ze mna? Sluchaj Linda nie mogę być ojcem. Nie tetaz. Mam kariere i...

- Nie jestem w ciąży. - przerwala mu. - To cos gorszego.

- Jak to?

- Jesse ja... - Linda zatrzymała sie w połowie nie wiedząc jak mu to powiedzieć. - Mam HIV. - dokonczyla. Chlopak zmarszczył brwi. I co z tego? To nie jego sprawa. I to chcial jej wlasnie powiedzieć, kiedy... Zdal sobie z czegoś sprawę.

- Od kiedy? Powiedz, ze od...

- Niestety. Dowiedzialam sie nie dawno, ale mam znacznie dluzej. Przykro mi. - mówiac to spuscila glowe.

- Boże. - Jesse nie wiedzial jak sie zachować. Cale jego życie nagle straciło sens. Nie bedzie mogl sypiać bez zobowiązań. Nie będzie mogl umawiać sie na randki, bo co powie dziewczynie? Sorry wiem, ze chcesz sje ze mna przespać, ale mam HIV wiec to nie wchodzi w grę?

- Mozesz mieć, ale nie musisz. Jednak myslalam ze dobrze robie informując cię o tym. - powiedziala, ale Jesse niż jej nie słuchał

*

Kylie zapisala sie pod falszywym imieniem na rozmowe w sprawie bycia modelka. Byla to najlepsza agencja w mieście. Byla pewn, ze ja przyjmą. Nie moglo byc inaczej. Miala swietne CV. Jednak życie potrafi nie źle zaskakiwać, a ona miala sie o tym przekonac. Dziewczyna siedziala w poczekalni i czekala, aż dowie sie czy sie dostala. Denerwowała sie. Bala się, ze nie uda jej sie.

- Pierwszy raz? - usludzala za soba glos.

- Tak. - odpowiedziala odwracając sie. Stala za nis blondynka. Wysoka.

- Jedtem Cara i nie przejmuj sie. Przyjmą cię. - pocieszyla ja.

- Ja jestem... Cóż, Kylie.

- Hm, wydaje mi sie jakbym gdzied cię juz widziala. - zaczela sie zastanawiać. Kylie bala sie, ze ja rozpozna. Na szczęscie tak sie nie stalo.

- Moze tutaj? - podsunela jej pomysl.

- Cóż, moze. - odparla. - W każdym razie powodzenia, ja musze isc. - dodala i poklepala ja po ramieniu po czym odeszla od niej. W tym samym momencie z drzwi obok wyszla kobieta kolo 40 lat i powiedziala:

- Przykro mi Riley, ale sie nie dostałaś. Mozesz już isc.

- Co?! - dziewczyna nie mogla w to uwierzyć. Jest pieprzona Kylue Kenner, musi się dostać. Miala ochote jej to powiedzieć, ale powstrzymala sie. - Wiedz co? Nie potrzebuje waszej glupiei agencji, sama sie wybije.

- Powodzenia. - kobieta powiedziala to ironicznym tonem i zniknela za drzwiami. Kylie tupnela szpilka i glosno wrzasnela. To smieszne.

*

Dave czekal na Zaca, który dlugo nie pojawial, chlopak mial,nawet wrażenie, ze dowiedzial sie, iż Dave jest homofobem i zrezygnowal. Nie mogl nadal uwierzyć, ze ma zagrać z nim parę. Przecież będą musieli sie calowac... Ohyda! Nie zrobi tego, ale musi. Nie mogl uwierzyc, ze John go do tego zmusza. Jest zboczony. Sam by nie wcielil sie w role geja. Przecież będzie kojarzony tylko i wyłącznie z tego do końca życia. Nagle ktoś zaslonil mu oczy. Dave juz wiedzial kto to.

- Hej. - powiedzial.

- Hej. - odparl Zac uśmiechając sie. - Sadziles, ze jeszcze sie spotkamy? Bo ja nie. Zabawne w sumie.

- Nawet bardzo. - odpowiedzial nawet na niego niego nie patrzac.

Chlopak zmarszczył brwi patrzac na Dave'a. Wyczul, ze jest zly.

- Nie podoba to ci sie, co?

- Skądże. - Dave staral sie byc mily, ale slabo mu to wychodzilo.

- Przecież widzę. - powiedzial Zac. - Chodzi o role homoseksualisty czy o mnie?

- Chcialbym powiedzieć, ze o nic, ale... Nie mogę. Jednakże chodzi o role pe... Geja. Gdyby pociagali mnie faceci to bylbym zaszczycony graniem razem z tobą w milosnych scenach, naprawdę, ale nie jestem, niestety lub stety. - Dave przysięgal, ze to najmilsza jego przemowa od dawna.

- Uff. Balem sie ze nie polubiles mnie czy cos. Jeśli chodzi o role homoseksualisty to nie martw sie. Dużo hetero aktorów gra gejów i nie ma w tym nic zlego. Nie będziesz przecież kojarzony z tej roli do końca życia. Po za tym to thriller. Nie geje są tu najważniejsi, hello. - roześmiał sie, a Dave razem z nim.

- Dzięki. Poprawiłeś mi humor. - odpowiedzial trochę na wyrost.

- Taki mam dar. Niestety badz stety. - odparl.

- Mam jeszcze jedno pytanie, czy nie dostalem tej roli bo...

- Bo co? - podchwycil Zac. Dave nie wiedzial jak sie wysłowić i moze sie mylil ale to byli dziwne.

- Spotkaliśmy sie w dzien przed tym jak ja dostalem i zastanawiam się czy...

- To nie moja sprawka? Gdybym mial załatwiać role każdemu kolesiowi poznanemu w barze to wiesz ile byloby juz aktorow?

- W sumie masz racje. To pewnie zbieg okoliczności. - odparl.

- Na pewno. - usmiechnal sie Zac. Jednak Dave mu nie uwierzyl. Czul, ze on cos knuje...

*

Następnego dnia Teresę obudzilo glosne pukanie do drzwi. Ledwo zyws podniosla sie z lozka i poszla otworzyć. W progu stal jej menadżer, nie wygladal na zadowolonego. Wręcz przeciwnie.

- Co sie dzieje? - spytala zaspanym tonem.

- Co sie dzieje? Naprawdę? To sie dzieje! - krzyknal rzucając w nie gazeta. Dziewczyna wziela ja od niego i spojrzala na pierwsza stronę. Nie mogla wprost uwierzyć to co na niej bylo. Jej mandzer chodzil po pokoju zdenerwowany.

- To... To nie jest prawda. - mowila, jednak sama by sobie nie uwierzyla.

- Calkowicie przypadkowo spotkalas sie z alfonsem i siedzialas mu na kolanach, tak?!

- Zmusil mnie! - krzyknęła. - Nie mialam wyjscia. - dodala, a do jej oczu zaczely naplywac lzy.

- Zmusil cię? Niby w jaki sposób cię zmusil?

- Szantażem. - odpowiedziala.

- Jak moglas byc tak lekkomyslna? Teraz wszyscy myślą, ze spotkasz sie z alfonsem i poznalas go jako prostytutka. Mam nadzieje, ze Woody nie zadzwoni z informacja, ze jednak rezygnuje z ciebie.

- Nie mialam pojęcia... - zaczela zaplakana. - Ze to tak wpłynie na mój wizerunek. Naprawdę. Musisz mi uwierzyć i wybaczyć.

- Czy ty nie rozumiesz, ze moje zrozumienie nie ma tu nic do rzeczy? Spieprzylas sprawę i juz. Teraz musisz ponieść tego konsekwencje. - po tych slowach wyszedl z jej mieszkania, a Teresa zaczela plakac na dobre.

*

Jesse wrocil po calonocnej imprezie do mieszkania. Layla dzwonila jakieś osiem razy, cóż sie dziwic, mial sie juz pojawić na planie, a on nie dawal znaków życia, ale czul sie fatalnie. Chcial sie tylko polozyc i spać do wieczora, a potem znowu imprezować bez opamiętania. Kiedy jednak poszedl do sypialni czekala tam na niego Dakota. Siedziala na lozku, a gdy go zobaczyla westchnęła:

- Nareszcie jestes. Wiedzialam, ze poszedles na impreze, dlatego cię nie bylo na planie. Znam cię. - powiedziala. - Wiesz, ze musimy zaplacic za nie wykorzystany czas na planie? Zjechala sie cala ekipa, aktor, wszyscy, a ciebie ku bylo. Serio Jesse? Wolałeś imprezować? Dlaczego? Co sie stalo? Czy po prostu zawsze jestes tak nie odpowiedzialny?

- Podobno mnie znasz. Odpowiedz sobie sama na to pytanie. - mruknal. - A teraz idę spać, dobranoc. - po tych slowach walnal sie na lóżko.

- Jesse wstawaj. Pogadamy. - marudziła jego menedżerka.

- Później. Teraz chce spać. Jestem ledwo żywy. - mruczał.

- Dziwisz sie? Imprezowales cala noc. - powiedziala. - Jutro masz stawić sie na planie, albo rozszarpe cię. - zagroziła i wyszla z jego pokoju. Jesse tymczasem byl wsciekly na siebie i na to jak bardzo nawalil...

*

 Kylie nie mogla pozwolic, aby jej matka wygrala i aby wyszla na sierotke, która nic nie umie zrobic. Postanowiła, za zostanie modelką za wszelką cenę i udowodni mamie, ze jednak ja na cos stać. Zawsze byla ta gorsza, ale to sie zmieni. Kris będzie z niej dumna. Dziewczyna wlasnie siedziala w skapej bieliźnie na krzesełku i czekala na mężczyznę odpowiedzialnego za castingi. Po kilku minutach nadszedł 50 latek. Kylie nieco obrzydzal, ale byla zbyt zdesperowana. Mezczyzna spojrzal na nią marszcząc brwi.

- Co ty tu robisz? I kim jesteś?

- Riley Clark. - odpowiedziala. - Nie przyjal mnie pan. - dodala i wstala z siedzenia. - Zrobil mi pan wielka przykrość, wie pan?

- Proszę stad wyjsc. - powiedzial bez przekonania. Dziewczyna uśmiechnęła sie.

- Naprawdę pan tak uważa? - zapytala lapiac go za krawat i przyciągając do siebie.

- Mam zone. - odpowiedzial.

- Nie ma idealnych mężów. - skwitowala i puscila jego krawat po czym odpiela stanik i rzucila go na podloge. Mezczyzna nie mogl uwierzyc w to co widzi. Przetarl aż oczy ze zdumienia. Nienawidzil siebie  w tym momencie, ale tak cholernie pragnął dotknąć jej piersi, ze aż przecieral ręce tak go korcilo,

- Mozesz ich dotknąć. - mowiac to wskazala na swój biust. - Ale pod jednym warunkiem. - uniosla do góry palec. - Zalatwisz mi bycie modelką.

Mężczyźnie aż ślinka ciekla na jej widok toteż kiwnal głową. Szybko tez zapomnial o zonie.

- Zrobie wszystko.

- Okej. - mowiac to Kylie dala mu znak, aby do niej podszedl, a gdy to zrobil to polozyl swoje palce na jej piersiach i zaczal je mietosic niesamowicie przy tym stękając. Kylie miala ochote sie zabic. To bylo obrzydliwe, ale naprawdę chciala pokazać matce, ze jest cos warta. Mezczyzna zaczal całować ja po szyi, na co ona przymknęła oczy, a pojedyncza lżą spłynęła po jej policzku... Cóż, ten zawód wymaga poświęceń.