środa, 17 sierpnia 2016

1x02

- Czyli co z tym zrobimy? - zapytala Teresa, siedzac w fotelu naprzeciwko biurka swojego menadżera. On cos notowal, a na zadane przez nią pytanie, ciezko westchnął.
- Trzeba oczyścić twój wizerunek. - odpowiedzial wzruszając ramionami. - Ludzie nie mogą cię z tego kojarzyć. W twoim życiu musi zadziać sie cos pozytywnego - dodal odkladajac długopis.
- Tylko co? - spytala.
- Nie wiem, cos jak nowy związek, albo cos w tym stylu.
- Udawany?
- No chyba nie prawdziwy. - odparl.
- Nie chce. - powiedziala cicho. - Moje życie nareszcie zaczelo sie ukladac.
- I zaliczasz do tego spotkanie z alfonsem? - zakpił. - Nie wierze, ze w ogóle poszlas na to spotkanie. Ten facet mogl ciw nawet zgwalcic. - powiedzial kręcąc głową.
- Ale tego nie zrobil.- rzekla bawiąc sie wlosami.
- Sluchaj nawet Woody do mnie dzwonil zapytac czy to prawda, chociaz on akurat nie ma z tym problemu. Dla niego mozesz byc spokojnie prostytutka. - zaśmiał sie, ale bez cienia wesołości.
- Nie jestem nią. - powiedziala przez zaciśnięte zęby.
- Juz nie. - sprecyzował. - Dzieki mnie.
- Wiem i jestem ci wdzieczna.
- Okaz ta wdzięczność wchodząc w związek z Jay'em.
- Co? - obruszyla sie dziewczyna.
- Co, co?
- Powiedziales z Jay'em. - przypomniała mu mrużąc oczy jak kot. Byla wścieka, nie sądziła, ze john Podjalby decyzje bez niej. Za cos mu płaci, prawda? - Juz zdecydowałeś, tak? - dodala ze zloscia.
- Tak. - odrzekl spuszczajac glowe. - Ale musialem. - usprawiedliwił sie. - Wiedzialem, ze i tak cię przekonam.
- Moze jednak sie pomyliles. - powiedziala władczym tonem zakladajac ręce po obu bokach. Jej menadżer zmrużyl oczy.
- Co masz na myśli?
- Nie przekonałeś mnie. - odpowiedziala.
- Teresa, ty chyba nie masz pojęcia w jak kiepskiej sytuacji sie znajdujesz. Będziesz występować w filmie Woody'ego! Będziesz slawna. Naprawdę chcesz to zaprzepaścić przez fochy? Myslalem, ze jestes bardziej dojrzała. - rzekl i zaczal kierować sie w stronę wyjscia. Dziewczyna ciezko westchnęła. Mial racje. Nie moze tego stracic. Byl jej mentorem odkad sięgała pamięcią.
- W porządku. Ale nie robie tego dla ciebie. - podkreśliła.
- Wiem. - pokiwal glowa.
- Kiedy go poznam?
- Jutro. Ubierz sie jakoś ladnie. - powiedzial wskazując na nią.
- Zawsze ladnie wygladam. - powiedziala stanowczo.
- Wiem. - odparl z uśmiechem.
*
Jesse pojawil sie z samego rana na planie zdjęciowym. Nie wygladal dobrze. Podeszła do niego Dakota w celu dowiedzenia sie, co jest tego powodem.
- Wszystko w porzadku? - zapytala.
- Nie. Nic nie jest dobrze. - odpowiedzial chwiejąc sie na nogach.
- Ty piles. - zauwazyla.
- Moze. - odparl uśmiechając sie.
- Znowu. - podkreśliła. - Jesse, co sie dzieje? Masz jakieś problemy? Ktoś cię skrzywdzil?
- Skrzywdzil. - zakpił. - Dobre.
- Wiec co sie dzieje? - probowala z niego cos wydusić podtrzymując go prze okazji.
- Nic. - odparl wzruszając ramionami.
- Gdyby nic się nie dzialo, nie ogladalabym cię teraz w tym stanie. - odpowiedziala poważnym tonem.
- Chcesz wiedzieć co sie dzieje? Naprawdę chcesz wiedzieć?
Dakota spojrzala na niego jak na skończonego idiotę, ktorym zresztą pewnie byl.
- No tak. - powiedziala jako cos oczywistego.
- Juz nigdy wiecej nie będę mogl sie z kims przespać niezobowiązująco. - powiedzial to zrozpaczonym tonem. Dziewczyna zmarszczyla brwi i zalozyla ręce na klatkę piersiowa.
- Co to ma znaczyć? Dotąd to robiles? - jej glos brzmial na lekko zazdrosny.
- Co za roznica! I tak wiecej tego nie zrobie. - odparl. Dakota westchnęła ciezko po czym zlapala go w pasie, mowiac:
- Idziemy do domu. Chodz, nie mozesz zostać tu w takim stanie.
- Ale... Trzeba będzie zaplacic za niewykorzystany dzien zdjęciowy. - belkotal.
- Tym sie nie martw. Załatwię to. - pocieszyla go. W tym samym momencie nadeszla Layla, która zobaczyla ich z oddali. Widzac jak Dakota obejmuje Jessy'ego poczula sie zazdrosna.
- Co sie dzieje? - zapytala spoglądając na jego menadżerkę jak na wroga.
- Jessy sie upil, nie zagra dzisiaj, przykro nam. - wytłumaczyła go dziewczyna.
- Jak to sie upil? - Layla nie mogla w to uwierzyć. Miala zawsze chlopaka za odpowiedzialna osobę. Mylila sie.
- Normalnie, poszedlem do baru i upilem sie. - odpowiedzial Jessy.
- Dlaczego? - nie odouszczala Layla.
- Probuje sie tego wlasnie dowiedzieć. Naprawdę musimy juz isc. Jessy moze nie wygląda, ale jest bardzo ciężki. Zwrócimy oczywiscie za dzien zdjęciowy.
- To jest aktualnie najmniejszy problem. - powiedziala kręcąc glowa z niedowierzaniem. Dakota tymczasem zaczela sie oddalać razem z chłopakiem. Layla zaczela sie zastanawiać czy ich tez czasem nic nie laczy.  W końcu Jessy mogl sypiać tez  z nia, prawda? Nic nie stoi mu na przeszkodzie. Wlasnie nic.


Kylie dostala telefon nad ranem, ze zostala wpisana na listę. Jest od dzis prawdziwa modelką. Moze uczestniczyć w sesjach zdjęciowych, wybiegach i będzie na okladce. Może kiedyś. Spelnielo sie jej największe marzenie. Juz wyobrażała sobie minę mamy jak sie o tym dowie. Będzie wniebowzięta. No i co z tego, ze nie dostałaby tego, gdyby nie przespala sie z oblesnym starcem? Tego nie musi wiedzieć. Kazdy ma swoje tajemnice. Jedne bardziej, a drugie mniej mroczne. To lepiej, aby pozostalo jedna z nich na wieki. Zresztą i tak nie miala zamiaru tego robić ponownie. Juz nie będzie musiała. Udowodni swoja wspaniałość ciezka praca. Taki wyznaczyla sobie cel. Kylie wlasnie szla do Kris powiedzieć jej o tym. Caly czas nie opuszczam jej dobry humor. Pierwszy raz od dawna. Nieziemskie uczucie. Czujesz sie wolny i prawie spelniony. Kris będzie z niej bardzo dumna!
Dziewczyna stanela pod drzwiami i przymierzała sie do nacisniescia dzwonka, kied uslyszala rozmowe przez otwarte okno:
- Naprawdę? Masz wlasna kolekcje ubrań? Mój boże, to wspaniale. Jestem z ciebie taka dumna, Kendall! - powiedziala Kris i uscisnela swoja córkę.
- Dziekuje mamo. - odpowiedziala radośnie.
- Juz nie dlugo pójdę do sklepu i będę mogla kupić cos mojej córki! A jak będzie sie nazywała? - Kris byla taka szczęśliwa z calkiem duzego sukcesu Kendall, iż Kylie poczula, ze jej sukces jest przy tym niczym. Zostalam modelką. Wielkie mi halo. Jak miliony dziewczyn na świecie. A wlasna kolekcja jest taka unikatowa. Nie kazdy ja ma. Dziewczyna zrezygnowana odeszla od drzwi i zaczela sie oddalać. Nie ma jeszcze z czego byc z siebie dumny. Zresztą, czula do siebie obrzydzenie w tym momencie. Nic wiecej.
*
Tymczasem Dave mial swój pierwszy dzien na planu zdjęciowym. Bardzo sie denerwowal, toteż rano napil sie whiskey z lodem i wypalil ziolo. Menadżerowi to sie nie podobalo, ale nie mial nic do powodzenia. Dave rzadzil. Chlopak ledwo co się pojawil, a juz i obskoczyl go tlum makijażystek i fryzjerek. Dave musial wybierac aż która chce. Każda patrzyła na niego pozadliwym spojrzniem. Byl wiec pewien, ze wkrótce z ktoras z nich sie prześpi. Na razie jednak mial mieć zrobiona fryzurę i nałożony puder. Nienawidzil tego.
- Hej. - powiedzial Zac podchodząc do niego.
- O hej. - odpowiedzial krztusząc sie od nadmiaru lakieru.
- Zaraz zaczynamy kręcić. Przećwiczyłeś role? - upewnił sie.
- Jasne. - odpowiedzial. - Tylko nie po oczach. - rzekl do fryzjerki.
- Przepraszam. - powiedziala cicho.
- Zestresowany?
- Bardzo. - odpowiedzial Dave.
- Czym? - zdziwil sie Zac.
- No wiesz. Rola.
- Nie masz powodow. - powiedzial wesolym tonem. Dave probowal sie uśmiechnąć, ale slabo mu to wyszlo. Nienawidzil gejów, a teraz mial jednego grac. Jak to o nim świadczy? Hipokryta i juz.
- Oby. - rzekl cicho.
- Dobra, nie przeszkadzam, a ty sie przygotuj. - Zac wyszedl z pomieszczenia, a chlopak nadal byl na sobie zly, ze dal sie na to namówić.
*
Dakota z trudem przetransportowala Jessy'ego do apartamentu. Chlopak trochę ważyl, toteż nie bylo to proste, ale dala rade. Jessy chwial sie na nogach i majaczyl cos pod nosem.
- Koniec z tym. - mówil, gdy dziewczyna probowala zanieść go na lóżko.
- Z czym? - zapytala.
- Z wszystkim co lubię robić. - odpowiedzial zostając polozonym przez Dakote na lozku.
- Czyli?
- Jestem chory. - powiedzial.
- Co to znaczy? Jak chory? - spytala przerażonym tonem.
- Mam HIV. - wymruczal po czym zasnal. Dziewczyna patrzyla na niego przez chwile zszokowana. Nie mogla w to uwierzyć.
*
Dave i Zac pierwsza scena jaka mieli zagrac bylo jak leżą w lozku. Dave nie czul sie komfortowo, toteż caly czas byl spięty i zestresowany. Nie mogl zapamiętać tez tekstu
- Hej wyluzuj. - powiedzial Zac dotykając jego ramienia. Dave zrozumial, ze cala ekipa sie ba nich patrzy jak leżą w lozku bez koszulek. Poczul sie jeszcze bardziej zestresowany.
- Mozesz mnie nie dotykać? Proszę?
- Jak chcesz. Ręce mam przy sobie. - Zac uniosl je ku górze, uśmiechając sie.
- Mozemy kręcić? - zapytal reżyser.
- Tak. - powiedzial nieprzekonany Dave.
- Wszystko okej? - zapytal zaniepokojony tonem Zac.
- Tak. Nakręćmy to i miejmy z Glowy.
- Okej.
Jednak gdy Zac zaczal sie przymilać do Dave, gdyz tak bylo w scenariuszu, ten odskoczyl od niego jak oparzony. To zdziwilo cala ekipe, a najbardziej zaca.
- Na pewno wszystko okej?
- Tak tylko... Nie wiem. Nie czuje sie dobrze. - odpowiedzial.
- Przez to, ze gramy parę, tak? - spytal retorycznie. - Gdybym byl seksowna laską inaczej byś zareagował.
- Tak, to znaczy... Nigdy nie gralem gwja. Nie wiem jak to zrobic, aby wyszlo przekonująco. Rozumiesz? Czuje sie spięty bo mam wrażenie, ze robię to źle. - skłamał. Tao naprawd obrzydzali go ti, ale nie mogl tego wyznać.
- Rozumiem. I wiedz co? Mam pomysl. Zabiorę cię gdzieś, abyś poczul sie bardziej swojo.
- Gdzie?
- Zobaczysz. - mowiac to puscil mu oczko.
*
Mila kolejnego dnia wrocila do domu, a jej mąż byl w pracy. Denerwowalo ja to niesamowicie. Nie moga nawet calego dnia spędzić razem. Dolowalo jas to. Nie byla pewna czy przetrwają ten kryzys. Dzieci wlasnie wrocily z przedszkola, odprowadzine przez opiekunke do domu.
- Hej mama! - krzyknęła mala dziewczynka.
- Hej skarbie! - odpowiedziala i poszla sie z nią przywitać.
- Zobacz co mam dla ciebie. - mowisc to pokazala jej laurkw.
- Jest sliczna, dziekuje. - powiedziala calujac ja w policzek.
- Czesc mamo. - powiedzial chlopiec wbiegając do domu.
- Hej. - odparla uśmiechając sie. Kochala te male szkraby. Byly dla niej wszystkim.
- To ja juz pójdę, do widzenia pani Kunis. - powiedziala opiekunka.
- Do widzenia. - mowisc zamknela za nią drzwi.
- Gdzie tata? - zapytala dziewczynka.
- W pracy. Przyjdzie później. - zapewnila ja.
- Jak będziemy juz spac? - spytala.
- Nie wiem, skarbie. Idz sie pobawic. - powiedziala.
- Okej. - zasmucona schylila glowe w dol i poszla do pokoju. Mila ciezko westchnęła. Nie tylko ona cierpiala...
W tym samym momencie usłyszała jak ktoś wchodzi do mieszkania. Zmarszczyla brwi, gdyz nikogo sie nie spodziewala. Pomyslala, ze to wlamywacz, wiec serce podeszlo jej do gardla.
- Gdzie moja piękna zona? - usłyszała glos Ashtona, który brzmial na radosny.
- Ashton? Juz wrociles? - zapytala zaskoczona.
- Urwalem sie wcześniej. - powiedzial calujac ja w policzek. - Mam dla ciebie niespodzianke. - dodal z uśmiechem.
- Jaka? - spytala. W tym samym momencie nadbiegly dzieci krzyczsc na caly dom "tata". Mila uśmiechnela sie. Uwielbiala widziec je radosne.
- Heej robaczki. - powiedzial biorąc je na ręce. - Ale uroslyscie of rana.
- Zostaniesz z nami? - zapytala dziewczynka.
- Tak. Zostane. - zapewnił ja.
- Jeeej. - ucieszyla sie.
- To co to za niespodzianka? - spytala Mila.
- Chodźcie. - Ashton poszedl do salonu, a z nim dzieci i zona. Otworzyl laptop, który stal na stoliku i ma pokazal,im domek nad jeziorem. - Co wy na to?
- Zorganizowales wyjazd? - uciezzyla sie kobieta.
- Owszem. - pokiwal glowa.
- Wow kochanie.  Jestem bardzo na tak! - powiedziala uśmiechając sie i dala mu buziaka w usta. Nareszcie o nich pomyslal.
- Wiedzialem, ze sie ucieszysz. - rzekl zadowolmy.
- Jestem z ciebie dumna. Kiedy wyjeżdżamy? - spytala.
- Jutro, a wiec pakujcie sie! - wykrzyknął klaszczac w dlonie.
- Oj ashton, a nylalan, ze juz mnie pozytywnie nie zasloczysz. - powiedziala i usiadła mu na,kolanach po tym jak dzieci pobiegly do pokoju krzyczac, ze wyjada nad jezioro.
- A widzisz. - powiedzial z usmiechelem.
*
    Następnego dnia Jesse obudzil sie z samego rana. Nie czul sie najlepiej. Bolała go glowa i mial ochote znowu zasnąć. Dakota nie poszla do domu. Siedziala na krzesełku w kuchni i pila kawe. Obserwowala go bacznie z odległości.
    - Jak sie czujesz? - zapytala upijajac lyk. - Kawy? - wskazala ruchem glowy na kubek.
    - Nie, dzięki. - odpowiedzial. - Ktora godzina? - spytal odwracajac sie w strone zegarka.
    - 6:00 rano. - odpowiedziala.    - Musimy porozmawiamy. - powiedziala Dakota i zeszła z krzeselka. - Wczoraj zanim zasnales powiedziałeś cos.
    - Jeżeli wyznalem ci milość to nie bierz tego na powaznie. Ja nie mam uczuc. - odpowiedzial pól żartem pól serio.
    - Powiedziałeś, ze masz HIV. - Dakota podeszła do jego lozka i usiadla na brzegu.
    - Co?
    - Caly czas paplales, ze nie będziesz mogl uprawiać seksu bez zobowiązań, a potem dodales, ze jestes chory. Ja tylko mowie. - dziewczyna uniosła ręce do góry w obronnym geście. - Ale musze wiedzieć czy to prawda?
    - Oczywiście, ze nie! Za kogo ty mnie masz. - powiedzial, a zaraz potem wzial gleboki oddech. - Nie mam HIV, ale mogę mieć. Moja ex go ma i istnieją podejrzenia, ze ja również, ale nie mam pewności, bo nie badalem sie i nie zamierzam tego robić. - stwierdzil stanowczo.
    - A co jeżeli jestes chory? Jesse to niebezpieczne, mozesz umrzeć jeżeli nie będziesz przyjmować leków. - powiedziala Dakota.
    - Nie moge, rozumiesz? Nie moge isc na badania. Jeśli jestem chory to zmieni wszystko. Ludzie nie będą traktować mnie tak jak wczesniej. Już do końca życia będę mial latkę "tego z hiv".
    - Jesse... Musisz isc na badania, proszę. - powiedziala szeptem. - To nie jest tak jak ci sie wydaje. Co cię obchodzą ludzie? To tylko ludzie. Zawsze będą wszystkich krytykować i oceniac. To sie nie zmieni. Myslisz, ze teraz tego nie robia?
    - Wiem, ale musze to przemyśleć.
    - I powiedzieć wszystkim osobom z ktorymi spales. - zaznaczyla.
    - To będzie trudne. Lista jest naprawdę dluga, po za tym jest na niej... Layla.
    - Layla? - zdziwila sie Dakota. - Scenarzystka serialu w ktorym grasz?
    - Tak. - odparl spuszczając glowe. - Wywali  mnie z serialu.
    - Nie moze. Juz ja o to zadbam. - powiedziala Dakota bojowo.
    - Proszę obiecaj, ze sama tego ne zrobisz, nie powiesz jej. Okej? Chce to zrobic sam.
    - Okej. - odpowiedziala ciezko wzdychając.
    *
    Teresa od rana szykowała sie na spotkanie z Jay'em. Nie miala pojęcia w co sie ubrać. Nigdy nie byla w ustawionym zwiazku i nie miala pojęcia, jak ma sie zachowywać. Podszedl do niej jej menadżer, który stanal za nią, podczas gdy ona przeglądala sie w lustrze.
    - Wyglądasz cudownie. - powiedzial.
    - No nie wiem. - odpowiedziala wzdychając.
    - Ale ja wiem. Dasz radę. - rzekl stanowczo.
    - Moze zadzwoń i powiedz, ze rezygnuje?
    - Teresa, rozmawialiśmy o tym... - zaczal i wzial gleboki oddech.
    - Wiem. - powiedziala i odeszla od lustra. - Musze to zrobic z powodu wlasnej glupoty. - dodala wyglądając za okno.
    - Zobaczysz będzie dobrze. Nie musicie sie lubić. - pocieszyl ja dotykając jej ramienia.
   - Ale chce, żeby mnie polubil. Będziemy spędzać ze sobą dużo czasu. - stwierdziła.
    - Teresa. W tym świecie nie ma miejsca na przyjaźnie i milość, ale jest miejsce na biznes i tym musimy sie zajac.
 *
     


    Kylie miala mieć dzisiaj swoja pierwsza sesje zdjęciowa. Strasznie sie denerwowała. Gdy siedziala na lawce i od godziny czekala na właściwa godzinę do rozpoczęcia sesji, podeszla do niej cara. Usmiechala sie szeroko.
    - Hej nieznajoma. - powiedziala siadając obok niej. - Juz pamietam skąd cię znam.
    - Tak? - zapytala zaskoczona.
    - Tak. - przytaknela kiwając glowa. - Jesteś ta slynna Kylie Jenner!
    - Ciszej. - powiedziala szybko. - Nie chce, aby inni tutaj o tym wiedzieli. - dodala.
    - Rozumiem. - pokiwala glowa. - I uwazam, ze to bardzo odważne.
    - Serio?
    - Tak. A gdyby cię nie przyjęli? To musiałoby zaboleć. Twoja siostra chodzila na pokazie Victoria secret, a ciebie nie przyjeliby do zwyklej agencji modelek? Auc. - powiedziala. Kylie nie myslala wcześniej w ten sposób.
    - Taa, ale przyjeli mnie. - odparla silac sie na wesoly ton. - Chcialam odciąć sie od matki, która kaze mi grac w swoim reality show i żyć na własną rękę.
    - Wow, podziwiam cię. Mnie by chyba nigdy nie przyjęli gdybym nie byla znana ze swojego zwiazku.
    - Zwiazku?
    - Tak, nie slyszalas  o mnie i Jamesie?
    - Wybacz, nie czytam stron plotkarskich. - odpowiedziala.
    - James Franco, taki aktor. To wlasnie mój chlopak i wszyscy o tym mówią. Jestem tylko Cara jego dziewczyna. Och, jakbym chciala cofnąć czas i sie do tego nie przyznawać, dlatego tym bardziej ciebie podziwiam.
    Kylie pokiwala glowa. Nienawidziła siebie w tym momencie. W tym momencie drzwi sie otworzyly i wyszedl fotograf mowiac, ze moga juz wejść. Kylie i Cara wstaly i weszly do pomieszczenia, gdzie znajdowaly sie juz inne dziewczyny. Miały na sobie szlafroki.
    - Jakiego typu to sesja? - zapytala Kylie.
    - Naga. - odpowiedzial fotograf. - Masz z tym problem?
    - Nie, skądże. - odpowiedziala dziewczyna, choć to nie byla prawda. Cara wygladala na pewna siebie i od razu sie rozebrala. Spojrzala wtedy na niepewna siebie Kylie.
    - Dasz rade. No juz, rozbieraj sie, będzie super, zobaczysz. - uśmiechnęła sie do niej. - Nie kaz po za tym abym sama parafowala nago. - szepnela do niej.
    *
    Mila pakowala sie na wycieczkę z mezem i dziecmi. Byla szczesliwa, ze Ashton postanowil powalczyć o ich związek. Myslala, ze nigdy sie nie opamięta i będą zmuszeni wziąć rozwód. On jednak byl lepszym mezem niż myslala, nie doceniala go, a powinna. Po za tym kazdy ma prace i swoje obowiązki. Musi byc bardziej wyrozumiala dla niego.
    - Juz sie spakowalas? - zapytal Ashton widzac walizki w salonie.
    - Oczywiscie, mieliśmy dzisiaj wyjechać. - powiedziala Mila.
    - Sluchaj, nie wiem jak ci to powiedzieć, ale...  – zaczął nie pewnie.
- Nie, tylko nie mów, że to nie aktualne i odwołujesz. – powiedziała, a w jej głosie zabrzmiała złość.
- Dzwonili z pracy… myślałem, że dostanę wolne, ale okazało się, że jeden ze statystów zachorował i nie może mnie zastępować. – odpowiedział. -  Mila naprawdę miałem nadzieje, że…
- Przestań! – krzyknęła. – Nie wiem w ogóle dlaczego pomyślałam, że pierwszy raz nie nawalisz i wszystko przebiegnie zgodnie z planem. Idę do pracy.
- Ale przecież dzisiaj masz wolne… - zauważył Ash.
- Ty też miałeś mieć! – wrzasnęła i następne co usłyszał to trzask drzwi. Po chwili kobieta wróciła z powrotem. – A fakt, że z wyjazdu nici ty powiesz dzieciom. I odwieź je do szkoły. Skoro nie mamy wyjazdu to mogą pójść. – dodała i znów wyszła. Ash ciężko westchnął.
    *
   Wraz z dzwonkiem u drzwi menadżer poszedl je otworzyć. W progu znajdowal sie nikt inny jak Jay ze swoim menadżerem. „Zaczyna się” - pomyslala Teresa.
- Gdzie ona jest? – zapytał Jay, a dziewczynę zaskoczyła złoć w jego głosie. Co innego czytała o nim w internecie. Miał być grzeczny i miły. Cóż, może taki jest? – Ty jesteś Teresa, tak? – spytał, widząc ją.
- Tak, to ja. – powiedziała starając się uśmiechnąć.
- Super. – mruknął mierząc ją od góry do dołu. – Kiedy będziemy ze sobą chodzić to czy możesz ubierać się mniej… wyzywająco? – poprosił.
- A co jest złego w tym stroju? – zdziwiła się.
- Szczerze? Wszystko. – skomentował.
- Wow. – zdołała tylko wykrztusić.
- Co? – zapytał marszcząc brwi.
- Nie wiedziałam, że taki dupek z ciebie. Miałeś być sympatyczny, a tymczasem… jesteś zupełną odwrotnością tego, co o tobie piszą. – powiedziała.
- O tobie też tego nie napisali, a jednak jesteś… - urwał w tym momencie, gdyż stwierdził, że nawet on nie jest takim palantem.
- Dziwką? – podchwyciła dziewczyna.
- Hej, hej! Co tu się dzieje? – zapytał menadżer Teresy. – Znacie się parę sekund, a już skaczecie obie do gardeł?
- On zaczął. – wskazała na niego palcem.
- Czy my jesteśmy w przedszkolu, żeby mówić kto zaczął? – zapytał Jay.
- Dobra musimy uzgodnić warunki waszej umowy, więc jakbyście mogli przez chwilę zamknąć się byłoby miło. Plus będziecie spędzać ze sobą dużo czasu, więc radzę wam się polubić. – powiedział mężczyzna.
- Mówiłeś, że to biznes. Tu nie ma miejsca na przyjaźnie. – przypomniała mu Teresa. Wtedy nadszedł również menadżer Jay’a.
- Z doświadczenia wiem, że pary, które mają udawać rzadko się lubią. – powiedział. – Nie wiem dlaczego tak jest, ale to częste. Po za tym wybaczcie Jay’owi, nigdy nie miał udawanej dziewczyny.
- I nie muszę jej mieć. Nie jest mi potrzebna. – odparł.
- Tak, ale ostatnio ucichły informacje o tobie, a musi się znów mówić! Nie grasz w filmach, a my potrzebujemy rozgłosu. – rzekł jego menadżer.
- Wiem, ale dlaczego muszę się promować na… rzecz w tym, że dbam o swój wizerunek, a to… może mi zaszkodzić. – ostatnie słowa powiedział do niego szeptem, ale Teresa i tak je usłyszała. Poczuła się urażona. Nie sądziła, że będzie na nią patrzył tylko przez pryzmat prostytutki. Była też zła na swojego menadżera, że mu o tym powiedział, chociaż pisze o tym co druga gazeta i tak by się dowiedział.
- Idziemy ustalić warunki umowy. Bez gadania. – powiedział jego menadżer stanowczo.
*
Tymczasem Kylie nie czuła się komfortowo z tym, że musi się rozebrać. Cały czas była zestresowana i patrzyła z zazdrością na Care dla której nie było to kompletnie problemem.
- Teraz twoja kolej. – powiedział fotograf do dziewczyny, a ona zaczęła zdejmować szlafrok trzęsącymi się rękoma.
- Hej, będzie dobrze. – rzekła blondynka dotykając jej nadgarstka.
- Dzięki. – odparła, choć jej słowa nie dodały jej otuchy wcale.
- Wybacz maleńka, ale nie mamy całego dnia. – powiedział fotograf. Kylie zacisnęła zęby i zdjęła szlafrok, a wszyscy mogli podziwiać jej nagie ciało. Czuła się okropnie, choć nie tak okropnie jak wtedy, gdy musiała się przespać ze starym gościem za to, aby mogła być modelką.
- Masz piękne ciało, nie ma się czego wstydzić. – rzekła Cara, a Kylie dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że nie ma nic na sobie. Zaczęła się więc zakrywać, a pozostałe dziewczyny zaczęły chichotać. To było upokarzające.
- Nie ma się czego wstydzić, każda przez to przechodziła. No już odkryj się i idź pozować. – fotograf wskazał jej palcem na miejsce, gdzie ma się ustawić. Kylie jednak nie posłuchała jego rady i nie przestawała się zakrywać.
- Nie rób z siebie takiej księżniczki! – krzyknęła któraś z modelek.
- Zamknij się. – powiedziała Cara do dziewczyny, na co ona zrobiła obrażoną minę i pokazała jej środkowy palec.
- Może wyjdźcie. Wtedy Kylie poczuje się bardziej komfortowo. – powiedział fotograf. Modelki posłuchały i w parę sekund później już ich nie było, łącznie z Carą.
- Teraz możesz poczuć się komfortowo. – rzekł do niej chłopak. Kylie starała się uśmiechnąć, ale słabo jej to wyszło.
*
Tymczasem Mila  nie pojawiła się w pracy. Skłamała. Tak naprawdę poszła do baru. Nie wiedziała gdzie ma pójść, a upicie się, było dla niej idealną opcją. Nie chciała jednak pić sama, toteż zadzwoniła do Alexa. Była wstawiona, więc język trochę jej się plątał.
- Hej Alex. – powiedziała starając się brzmieć na radosny ton.
- Mila? – zapytal zaskoczony. – Coś się stało?
- Naah, kompletnie nic. Wszystko jest super. – rzekła pokazując kciuk do góry, choć nie mógł tego zobaczyć.
- Jesteś pijana? – zapytał.
- Skądżę. Jestem w stu procentach trzeźwa. – powiedziała, ale słychać było na kilometr, że coś piła. – Dzwonie, ponieważ jestem w barze i nie chce pić sama.
- W którym? Przyjadę po ciebie.
- Nie chce zebyś przyjeżdżał po mnie tylko do mnie. – odpowiedziała. – Chociaż ty dotrzymaj raz swojej obietnicy. Proszę.
- Ale ja ci nic… dobrze, przyjadę do ciebie. – westchnął, a Mila uśmiechnęła się.
- Jesteś najlepszy! – zapiszczała.
- To w którym jesteś barze?
- Na privent street 41. Nie spóźnij się. – I po tych słowach rozłączyła się.
*
Teresa, Jay i ich menadżerowie skończyli właśnie omawiać warunki umowy. Stwierdzili, że będą się spotykać dwa razy w tygodniu i dadza się przyłapać fotoreporterą na randcę, podczas, gdy będą okazywać sobie czułości. Mieli również pojawić się u Jamesa Cordena, gdzie opowiedzą o swoim związku, ciągle jednak zachowując prywatność. Ponadto mieli udawać przez cały rok co szczególnie nie spodobało się Jay’owi. Teresa przyjęła to ze spokojem, co zaskoczyło jej menadżera, ale był z niej jednocześnie dumny.
- Wszystko jasne? – zapytał menadżer Teresy.
- Chyba tak. Jay? – jego menadżer spojrzał na niego, podczas gdy on miał niezadowolony wyraz twarzy.
- Oczywiście, że tak. – odpowiedział starając się uśmiechnąć, ale nie był on szczery. – I nieskazitelny wizerunek poszedł się jebać. – mruknął. Teresa miała ochotę uderzyć go, ale powstrzymała się. Nie mogła uwierzyć, że ten z pozoru mily koleś jest naprawdę takim dupkiem.
- Nieskazitelny bo nie znają cię w realu. – powiedziała zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Co to miało znaczyć? – spytał przystając.
- No nie wiem. To ty ciągle dajesz mi jakieś przytyki. – powiedziała.
- Chyba mam prawo. – odpowiedział.
- Masz prawo być dupkiem? Okej. Jak uważasz panie „nieskazitelny”. – I z tymi oto słowami Teresa wyszła z pomieszczenia, pozostawiając ich samych.
*
Jesse pojawił się w pracy nieco później niż zwykle, gdyż a) miał kręcić sceny wieczorem b) cały dzień przespał. Nie mógł jeszcze powiedzieć Layli prawdy. To było zdecydowanie za wcześnie. Chciał poczekać jeszcze jakiś czas, ale wiedział, że będzie musiał to zrobić. W przerwie pomiędzy kręconymi scenami, dziewczyna podeszła do niego i złapała za rękę, ciągnąć w stronę przyczepy.
- Wczoraj byłeś tak pijany, że ledwo na nogach się trzymałeś. – roześmiała się. – Cieszę się, że dzisiaj jest lepiej. – uśmiechnęła się.
- Tak, jest lepiej, ale… Layla posłuchaj… - nie dokończył, ponieważ dziewczyna zaczęła go całować po szyi, a jej ręka zaczęła schodzić w niższe rejony, aż w końcu dotknęła jego krocza, a on jęknął głośno. – Ktoś może nas zobaczyć.
- Czyż to nie podniecające? – zaśmiała się nie przestając całować go po szyi.
- Tak, owszem, ale naprawdę… nie mogę. – powiedział i odsunął ją od siebie.
- Jak to? – zapytała.
- Przykro mi. Dzisiaj nie mam siły. To pewnie przez wczorajszy dzień, rozumiesz, prawda?
- Nigdy nie odmawiałeś seksu. Nawet jak byłeś kompletnie zjarany, pijany, albo zmęczony. – powiedziała zdziwiona. – Co się zmieniło? Masz kogoś?
- Nie, to nie tak, Layla…
- To Dakota, prawda? Pieprzysz ją, co? Wiedziałam! – krzyknęła.  – Zdradzasz mnie z własną menadżerką.
- Zdradzam? Przecież nie jesteśmy razem.
- A więc przyznajesz się?
- Nie. Skąd ci to przyszło do głowy?
- Wiesz co? Pieprz sobie co chcesz. Mam dość. – powiedziała i odeszła od niego wściekła. Jesse wiedział, że będzie musiał powiedzieć jej prawdę, inaczej może stracić pracę.
*
Po kilku godzinach pracy Kylie w końcu skończyła sesje zdjęciową. Fotograf jednak nie był zadowolony z końcowej pracy. Uważał, że stać ją na więcej i te zdjęcia nie nadają się, aby upublicznić je.
- Przykro mi Kylie, ale… nie mogę ich upublicznić. – powiedział.
- Dlaczego?
- Ciągle się zakrywałaś, byłaś spięta…
- I tylko moich? – zapytała oskarżycielskim tonem.
- Niestety tak.
    Kylie zamarla na te slowa. Nie mogla sobie pozwolic na takie cos. Musi udowodnic matce, ze sie myli, nawet gdyby musiala znowu to zrobic - poniżyć sie. Dziewczyna podeszla do chlopaka i dotknęła jego ramienia.
    - Ale chyba da sie cos zrobic, prawda?
    - Co masz na myśli? - zapytal mrużąc oczy.
    - Ty zrobisz cos dla mnie, a ja dla ciebie. - odpowiedziala przesuwając reke w dol, aż do jego krocza.
    - To tak nie dziala. - powiedzial przelykajac ślinę, na ten dotyk.
    - Naprawdę? - spytala pochylając sie i calujac go w usta.
    - Moze byc tego wiecej, tylko musisz dać mi szanse. - odparla i odsunela sie od niego.- To jak? Mogę na ciebie liczyć?
    Chlopak pokiwal glowa, a ona wiedziala, ze osiągnęła swój cel. Uśmiechnęła sie i poklepala go po ramieniu.
    - Grzeczny chlopczyk. - zamruczała i zblizyla sie do jego ucha, by je ugryźć. Po tym wyszla z sali piekielnie z siebie zadowolona, a jednoczesnie wsciekla, ze znów musiala posuwac sie do czegoś takiego. To nie bylo w jej stylu, czula sie źle. Na korytarzu czekala na nią Cara z goraca kawa.
    - Hej, co ty tu robisz? - zapytala.
    - Przynioslam ci kawe. - odpowiedziala z uśmiechem. - Juz wystygla, trochę ci to zeszlo, wiec wypilam. - dodala.
    - W każdym razie dziekuje za checi. - odparla.
    - I jak sesja? Dostaniesz sie do magazynu?
    - Cóż... Tak! - wykrzyknęła.
    - Wiedzialam, ze dasz rade! - Cara przytuliła ja mocno.
    - Taa. - mruknęła Kylie. W tym momencie, wyszedl fotograf.
    - Spisala sie, co? - zapytala go blondynka.
    - Nawet nie wiesz jak bardzo. - powiedzial pod nosem.
    *
    Alex przyjechal po Mile, która siedziala w barze kompletnie pijana. Zastanawial sie co moglo sie stać, ze doprowadziła sie do takiego stanu? Pomyslal, ze musi mieć to związek z jej mężem. Moze okazalo sie, ze ja zdradza? Dziewczyna siedziala przy barze i pila shot za shotem. Chlopak widzac ja w takim stanie ciezko westchnął. Nie przywyknal do takich zachowan wsród kobiet.
    - Ooo jestes! Mój wybawiciel! - krzyknęła Mila.
    - Hej. - powiedzial. - Chodz, zabieram cię stad.
    - Nie chce. - dziewczyna zrobila niezadowolona minę.
    - Trudno, ale idziemy. - postanowil.
    - Nie pójdziesz beze mnie, nie jestes jak mój mąż. - powiedziala.
    - Twój mąż? A co zrobil? - zdziwil sie podchodząc do niej i lapiac ja w pasie.
    - On...
    - Cii opowiesz mi po drodze. - powiedzial ciagnac ja w stronę wyjscia.
    - Okej. - wymamrotała idac z nim. - On znowu spieprzyl, wiesz? Mieliśmy pojechać na wycieczkę, a on odwołal w ostatniej chwili... Dzieci sie tak cieszyly... Ja sie tak cieszylam. - powiedziala, a z jej oczu zaczely plynac lzy.
    - Hej, Mila. Musisz sie uspokoić, wszystko będzie dobrze. Twój mąż to dupek. Ty jestes swietna. - staral sie ja pocieszyć.
    - Gdybym byla swietna nie wystawilby mnie do wiatru. Boże, mój wlasny maz. Jak to brzmi? - spytala ciezko wzdychając. Alex zaladowal ja do samochodu i zamknal za nią drzwi.
    - Wszystko będzie dobrze dobrze, jestem tutaj. - powiedzial siadając za kierownica.
    - Przepraszam. Nie powinnam sie rozklejać. Jestes tylko statysta, a ja aktorka i... To nie powinno mieć miejsca.
    - Teraz czuje sie urażony, ale to chyba znak, ze wracasz do siebie. - odpowiedział odpalajac samochod.
    - Niedobrze mi. Mozesz otworzyć okno? - zapytala, na co chlopak kiwnal glowa i wykonal jej prośbę.
    - Czesto tak cię wystawia? - spytal.
    - Ta. - mruknęła biorąc gleboki oddech. - Powinnam sie juz przyzwyczaić, co? A ja ciągle mam nadzieje... Glupia jestem.
    - Hej, nie jestes glupia. Nie myśl tak o sobie. - pocieszyl ja. - Jestes wspaniala kobieta, po prostu kochasz męża i chcesz żeby sie zmienil. Nie ma w tym nic zlego. Wręcz przeciwnie, oddalbym wszystko za taka zone.
    - Jestes bardzo mily, wiesz?
    - Wiem. - odpowiedzial z uśmiechem.
    - Nie to co Ashton. Ciągle chodzi niezadowolony i narzeka na caly swiat. A ja co mam zrobic? To ja wychowuje nasze dzieci nie on. W dodatku gram w filmie. Nie mam czasu na nic. Nawet na fryzjera.
    - Przykro mi.
    - Niepotrzebnie.- machnęła niedbale reka. - To nie twoja wina. Na pewno bylbys lepszym mezem. - dodala.
    - Cóż, staralbym sie. - odparl trochę zawstydzony.
    - No wlasnie. A on nawet tego nie robi. - mruknęła.
    - To twój dom? - zapytal wskazując na niego palcem.
    - Tak. - odpowiedziala. - Dzięki za podwiezienie. - po tych slowach otworzyła drzwiczki i wyszla z auta. Nieco sie chwiala, wiec Alex wyszedl z samochodu i zlapal ja w pasie, pomagając dojsc do domu. Gdy znalezli sie przy drzwiach puscil ja.
    - Naprawdę dziekuje. - powiedziala szeptem dotykając jego policzka. Alex zlapal za jej dlon, a kobieta czując sie zachwycona zbliżyła sie do niego i chciala go pocałować, ale chlopak odsunal sie od niej. Mila byla zaskoczona jego reakcja.
    - Musze juz isc. Czesc. - po tych slowach odszedl od niej.
    *
    Tymczasem Zac chcial aby Dave poczul sie bardziej swobodnie grajac geja, wiec postanowil zabrac go do gay baru. Chlopak o tym nie wiedzial, aż do momentu, gdy znalezli sie w środku. Muzyka glosno grala, wszyscy tańczyli, lub pili i glosno sie smiali.
    - Gdzie my własciwie jesteśmy? - zapytal Dave.
    - W gejowskim barze. Chciałem, abys poczul sie lepiej grając geja i pomyslalem, ze kiedy zobaczysz jak to jest od środka to będziesz czul sie bardziej komfortowo. - odpowiedzial klepiąc go po ramieniu.
    - Tak to... Cóż, nawet nie wiem jak zareagować. - odparl zaskoczony. Jednoczesnie byl zly, poniewaz obrzydzaly go te sprawy. Nie stanie sie tolerancyjny w jeden dzien. W ogóle nie chcial byc tolerancyjny.
    - Chodz! - Zac pociagnal go za ramie w stronę baru. - Poznasz paru gejów i zobaczysz, ze to normalni ludzie. - dodal.
    - Nie watpie. - mruknal ironicznie. Barmanem okazal sie byc mlody, przystojny mężczyzna. Puscil oczko do Dave'a, który poczul sie zażenowany.
    - Co dla was, chlopaki?
    - Dwie martini z lodem. - odpowiedzial Zac.
    - Juz sie robi, przystojniacy. - powiedzial, na co Dave przerwocil oczami.
    - Wszyscy tutaj są tacy... - zaczal, ale nie dokończył, gdyz wszedl mu w slowo Zac.
    - Wyluzowani? Tak. Wiec jeżeli jestes sztywny to raczej ci sie tu nie spodoba. - roześmiał sie.
    - Taa. Szczerze mówiąc jestem sztywny. - powiedzial.
    - Nie o to mi chodzilo. Po prostu wyluzuj sie. Chodz zatańczyć. - powiedzial ciagnac go na parkiet.
    - Nie jestem dobrym tancerzem. - powiedzial.
    - Wiem, ze próbujesz sie wymigać, ale nie uda to ci sie. Będę probowal cię przekonac tak dlugo, aż nie zmienisz zdania.
    Wtedy Dave zdal sobie sprawę, ze aby Zac dal mu spokój, będzie musial udawać, ze mu sie podoba tutaj. Dal sie wiec qqqqzaciągnąć na parkiet i zaczal tańczyć. Szybko przylaczyli sie do nich inni chlopcy.
    Dave staral sie nie okazywać obrzydzenia kiedy za nim jakiś koleś zaczal sie o niego ocierać. Odsunal sie od niego nieznacznie, a wtedy Zac pociagnal do go mocno w swoja stronę.
    - Wygladalo na to, ze potrzebujesz pomocy. - powiedzial puszczając mu oczko. Dave usmiechnal sie do niego. Zac byl dobrym przyjacielem i cieszyl sie, ze go mial. Zaczal sie zastanawiac tylko dlaczego on czuje sie tutaj tak swobodnie? I dlaczego zależy mu aby sie przekonam do gejów?                  
    Po trzech piosenkach podeszli zmachani do baru i wzieli swoje zamówione martini.
    - Niezle ruchy. - pochwalil go Zac.
    - Dzięki, staralem sie. - odpowiedzial.
    Wtedy podszedl do nich jakiś chlopak.
    - Hej. Jestem Steve. A wy?
    - Ja jestem Zac, a to mój przyjaciel Dave. - odpowiedzial Zac.
    - Postawic wam drinka?
    - Sorry, ale nie jesteśmy... Wiesz. - powiedzial Dave. Nie chcial aby jakiś gej go podrywa. To ohydne.
    - Okej, wybaczcie. Zmylil mnie fakt, ze znajdujecie sie w gay barze. - powiedzial niezadowolony i odszedl od nich.
    - Ktoś tu sie zdenerwowal. - powiedzial Zac śmiejąc sie.
    - Olej go. Jakiś niewyżyty seksualnie dupek, pewnie mial nadzieje na trójkąt. - odparl wscieklym tonem Dave.
    - Albo tak mu sie spodobałeś, ze nie mogl znieść faktu, iż nie jestes nim zainteresowany. - powiedzial Zac popijając martini.
    - Żadnym facetem nie jestem zainteresowany. - odpowiedzial.
    - Zadnym? I nigdy nie zdarzylo ci sie nawet fantazjowac? - zdziwil sie Zac.
    - Nigdy. - odparl stanowczo. - Jestem sto procent hetero. - dodal, a jego przyjaciel wygladal na rozczarowanego.
    - Super. - powiedzial i zamowil kolejnego drinka.
    *
    Jesse postanowil zadzwonić do pierwszej dziewczyny z która uprawial seks odkad zerwal ze swoja ex. Bylo ich troche, dlatego wolal zacząć od razu. Pomagala mu Dakota. Siedziala na kanapie i jadla zamówiona pizze.
    - Stresuje sie. - powiedzial Jesse chodząc w te i we w te. - A jak bardzo sie zdenerwuje? Boje sie. Moze napisze sms?
    - Nie świruj. Będzie dobrze. Takich rzeczy nie mówi sie przez sms to kompletny brak szacunku. - odpowiedziala.
    - Masz racje, zadzwonię. - powiedzial i wzial gleboki oddech. - Here we go. - dodal i wybral numer. Dziewczyna odebrala po trzecim sygnale. - Halo? Hej Camille. Dawno nie rozmawialiśmy, co?
    - Odkad nie zadzwoniles? Choć miales? - odpowiedziala niezadowolona.
    - Taa przepraszam za to. Mialem wiele na glowie i... To nie jest teraz wazne. Sluchaj Cam nie wiem jak ci to powiedzieć ale musisz sie przebadac. Koniecznie.
    - Dlaczego? Jestes chory? Masz HIV?
    - Nie. Ale moge mieć. Jeżeli mam to jest duże prawdopodobieństwo, ze ty również, dlatego uprzedzam fakty.
    - Przespales sie ze mna, nie zadzwoniles, a teraz robisz to, ale tylko po to, aby powiedzieć, ze mozesz mieć jakiś syf i ja również? Upadles na glowe?
    - Wiem, slabo wyszlo, ale...
    - Daruj sobie. I zrob mi przysługę, nie dzwon wiecej. - powiedziala i rozlaczyla sie.
    - Ale przebadasz sie... - nie skonczyl, poniewaz uslyszal dźwięk kończący rozmowe. - Chociaz jej powiedzialem. - rzekl do Dakoty.
    - Ile jeszcze masz numerów na liście?
    - Nie chcesz wiedzieć. - odpowiedzial. - Najgorsza rozmowa i tak czeka mnie jutro. - dodal.
    - Zamierzasz powiedzieć o tym Layli?
    - Musze. - westchnął. - Boje sie jej reakcji. Bardzo.
    Dakota wstała, aby dotknąć jego ramienia.
    - Nie musisz mi współczuć. sam na to zasłużyłem. - odparł.
    - Myslisz si. Nikt na to nie zasłużył.


    *
    Po zabawie w klubie Zac musial isc do domu, gdyz jutro z samego rana krecil sceny do filmu.
    - I jak? Będziesz czul sie swobodniej? - zapytal Zac.
    - Zdecydowanie. - odpowiedzial Dave. - Dzięki, ze mnie tu zabrales. Chyba zacznę nawet tu przychodzić. - dodal przez smiech.
    - A mowilem, ze sie przekonasz! Dobra, stary ja musze leciec. Do zobaczenia na planie. - powiedzial i oddalil sie pozostawiając go samego. Dave tymczasem czul obrzydzenie do samego siebie. W ogóle mu sie tam nie podobalo, a ci geje ocierający sie o niego przyprawiali go o jeszcze wieksza odrazę. Mial ochote kogoś uderzyć w tej chwili.
    - Hej przystojniaku.-  powiedzial jakiś chlopak wychodzac z baru.
    - Spadaj. - odparl Dave.
    - Co ty taki ostry? Aaa rozumiem zgrywasz nie dostępnego, lubię takich. - powiedzial zbliżając sie do niego.
    - Mowie ostatni raz: spadaj. - syknal Dave.
    - Jestes niesmialy czy co? Chodz do mnie. Ośmielę cię. - mowiac to polozyl reke na jego ramieniu, a wtedy Dave zamachnął sie i z calej sily go uderzyl.
    - Odbilo ci?! - wrzasnal chlopak trzymając sie za nos.
    - Mowilem, zebys spadal. - powiedzial.
    - Tak, ale nie wiedzialem, ze jestes psychopata. - rzekl.
    - ja jestem psychopata? To ty lubisz w dupe. - odpowiedzial kpiacym tonem.
    - A ty to niby nie? Widzialem cię w barze dla gejów. Bawiles sie calkiem niezle hipokryto.
    - Czy ty wlasnie nazwałeś mnie pedalem?
    - Nie musze. Jestes nim.
    Wtedy Dave rzucil sie na chlopaka i siedzac na nim okrakiem zaczal go bic. Nie mogl przestać. Caly czas mial w glowie jego slowa odnośnie jego orientacji. Byl wsciekly. Zlosc buzowala w jego zylach. Dopiero dwóch mezczyzn odciągnęlo go od chlopaka. Inaczej pobilby go na śmierć.
    - Oszalales? - zapytal jeden z nich. - Hej, czy to nie ty jestes Dave Franco?
    - Nie. Musiałeś mnie z nim pomylić. - mowiac to odszedl od nich naciągając na glowe kaptur.
    *
Następnego dnia, Jesse postanowił pójść do mieszkania Layli i tam powiedzieć jej, że musi się przebadać. Obawiał się  i tego spotkania i jej reakcji. Dzwonil właśnie dzwonkiem u drzwi i wziął głęboki oddech, gdy usłyszał kroki. Po chwili drzwi otworzyły się, a w progu pojawiła się dziewczyna.
- Co tu robisz?
- Musimy porozmawiać. – odpowiedział.
- Nie mamy o czym. Idź do swojej menadżereczki, chyba, ze już cię rzuciła, co?
- Nie rzuciła, bo nigdy ze sobą nie byliśmy. Naprawdę chcesz wiedzieć, dlaczego cię wtedy odrzuciłem?
- Czekam. – uniosła do góry jedną brew.
- Może wejdźmy do środka.
- Nie. Powiesz mi to teraz. – powiedziała zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Parę dni temu przyszła do mnie moja ex i powiedziała, że… ma HIV. Ja również mogę mieć. Dlatego nie chciałem znów z tobą iśc do łóżka, bo nie chciałem cię narażać. – powiedział. Layla otworzyła szeroko oczy. Nie mogła uwierzyć własnym uszom.
*
Sebastian Stan wystąpił w paru wysoko budżetowych filmach. Aktualnie grał w filmie marvela pod tytułem Kapitan Ameryka. Wcielałsię w rolę Bucky’ego. Niby miał wszystko: pieniądze, sławę, przygody na jedną noc, a jednak wciąż czegoś mu brakowało. Cóż, raczej nie czegoś, ale kogoś. Był zakochany tylko raz w życiu, ale wiedział, ze osoba, którą kochał, nigdy nie odwzajemniłaby jego uczucia, toteż dał sobie spokój. Ciągle jednak o nim myślał. Ostatnio coraz rzadziej wprawdzie, ale jednak. Ich drogi się rozeszły odkąd postanowił zostać aktorem. Poszedł swoją drogą, a Sebastian został sam. Parę miesięcy później również postanowił powalczyć o swoje marzenia. I udało mu się.
Aktualnie miał przerwę w kręceniu, więc usiadł na ławce i wypił duży łyk wody. Jego uwagę przyciągnął dopiero nagłówek gazety zatytuowany: DAVE FRANCO ZAGRA W NOWYM FILMIE Z ZACIEM EFRONEM. Sebastian wziął ją do ręki i zaczął czytać tekst: Aktor młodego pokolenia Dave Franco otrzymał rolę w nowym filmie „Nerve”. Opowiada on historię młodego chłopaka, który jest gejem i wraz ze swoim ukochanym próbują rozszyfrować zagadkę starego domu w którym zamieszkują. To może być duży debiut dla Dave’a, gdyż dotąd nie grał w żadnej bardziej znanej produkcji. Partneruje mu Zac Efron znany z wielu ról w wysokobudżetowych filmach. Podobno aktorzy świetnie się dogadują i mają niesamowitą chemię na planie. Cóż, chcemy zobaczyć efekty!
Sebastian odłożył gazete, nie mogąc uwierzyć w to co przeczytał. Dave zagra geja? Przecież zawsze nimi gardził. Co się zmieniło? Może to Zac tak na niego wpłynął? Wyciągnął telefon, aby sprawdzić czy Dave się czasem nie ujawnił, albo coś w tym stylu. To było naprawdę dziwne. Pierwsze co mu się wyświetliło to:
DAVE FRANCO IMPREZUJE Z ZACEM EFRONEM. FLIRT?
    W ubiegłą sobotę Dave Franco wybrał się na impreze do klubu. Pojawił się na niej również Zac. Świadkowie twierdzą, że flirtowali i cały czas nie mogli oderwać od siebie wzroku. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że orientacja obu panów jest nie znana J
- Wszystko w porządku? – zapytała Scarlett Johanson.
- Tak. – odpowiedział chowając telefon.
- Co to jest? – spytała biorąc do ręki gazetę. – To on? – wskazała palcem na zdjęcie Dave’a.
- Ta. Nie chce o tym rozmawiać. – odpowiedział i oddalił się od niej. Scarlett była jedyną osobą, której kiedyś powiedział, że był zakochany w Dave’ie…
*
- Kochanie wróciłam! – krzyknęła Cara zamykając drzwi. – Jesteś? – zaczęła się rozglądać po mieszkaniu. – James!
- Tak? – zapytał schodząc z góry w samych bokserkach.
- Czemu jesteś prawie nagi? – zdziwiła się.
- Wróciłem zmęczony i poszedłem spać. Wiesz jaka moja praca jest wyczerpująca. Ciągle jakaś nowa rola. Nie mam czasu na sen. W nocy kręciliśmy sceny w lesie. Masakra. – skłamał.
- Oj mój ty biedny. Chodź do mnie. – powiedziała i pocałowała go w usta. – Może coś ci zrobię do jedzenia?
- Byłoby idealnie. – odpowiedział z uśmiechem.
- To idę do kuchni. – powiedziała kierując się w ową stronę. James wrócił wtedy na górę i wszedł do sypialni po czym rzekł do leżącej na łóżku dziewczyny:
- To Cara musisz stąd iść.
- Ale jak?
- Ja ją zagadam w kuchni, a ty się wymkniesz, okej?
- Okej. – pokiwała głową. James ubral się w spodnie i koszulę i poszedł do kuchni, gdzie Cara robiła tosty i nalewała soku do szklanki. Złapał ją w pasie, przekręcił w swoją stronę i mocno pocałował.
- A to za co?
- Za to, że jesteś taka wspaniała. – odpowiedział.
- Zdaje mi się, czy coś przeskrobałeś?
- Zdaje ci się. Zawsze jestem grzeczny. – powiedział.
- Nie wczorajszej nocy. – rzekła z uśmiechem.
- Tu mnie masz. – roześmiał się. Potem posadził Carę na blacie kuchennym i zaczął ją namiętnie całować, zdejmując prze okazji swoją koszulę. Blondynka zdjęła bluzkę pozostając w samym staniku, który James odpiął i rzucił na podłogę. Potem zdjął swoje spodnie i Cary, nadal całując się szybko i niechlujnie.
- Lubię jak mnie tak zaskakujesz. – wydukała w przerwach pomiędzy pocałunkami. James zdjął swoje bokserki i zajął się bielizną swojej dziewczyny, która również była już na ziemi. Potem wszedł w nią gwałtownie i zaczął się szybko poruszać. – Rób tak częściej, okej? – powiedziała wydając głośne okrzyki rozkoszy.
- Oczywiście. – wymruczał całując ją po szyi, cały czas się w niej mocno poruszając. Cara miała oplecione nogi w okół niego i jęczała z rozkoszy. Wtedy James zobaczył kątem oka jak brunetka Lizzy wychodzi i rzuca mu spojrzenie pełne podniecenia na ich widok. Puścił jej oczko, a wtedy dziewczyna wyszła.
- Jesteś… najlepszym… chłopakiem…na… świecie. – jęczała pomiędzy pchnięciami.
- Wiem. – wystękał. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz