- Trzeba oczyścić twój wizerunek. - odpowiedzial
wzruszając ramionami. - Ludzie nie mogą cię z tego kojarzyć. W twoim życiu musi
zadziać sie cos pozytywnego - dodal odkladajac długopis.
- Tylko co? - spytala.
- Nie wiem, cos jak nowy związek, albo cos w tym
stylu.
- Udawany?
- No chyba nie prawdziwy. - odparl.
- Nie chce. - powiedziala cicho. - Moje życie
nareszcie zaczelo sie ukladac.
- I zaliczasz do tego spotkanie z alfonsem? -
zakpił. - Nie wierze, ze w ogóle poszlas na to spotkanie. Ten facet mogl ciw
nawet zgwalcic. - powiedzial kręcąc głową.
- Ale tego nie zrobil.- rzekla bawiąc sie wlosami.
- Sluchaj nawet Woody do mnie dzwonil zapytac czy
to prawda, chociaz on akurat nie ma z tym problemu. Dla niego mozesz byc
spokojnie prostytutka. - zaśmiał sie, ale bez cienia wesołości.
- Nie jestem nią. - powiedziala przez zaciśnięte
zęby.
- Juz nie. - sprecyzował. - Dzieki mnie.
- Wiem i jestem ci wdzieczna.
- Okaz ta wdzięczność wchodząc w związek z Jay'em.
- Co? - obruszyla sie dziewczyna.
- Co, co?
- Powiedziales z Jay'em. - przypomniała mu mrużąc
oczy jak kot. Byla wścieka, nie sądziła, ze john Podjalby decyzje bez niej. Za
cos mu płaci, prawda? - Juz zdecydowałeś, tak? - dodala ze zloscia.
- Tak. - odrzekl spuszczajac glowe. - Ale
musialem. - usprawiedliwił sie. - Wiedzialem, ze i tak cię przekonam.
- Moze jednak sie pomyliles. - powiedziala
władczym tonem zakladajac ręce po obu bokach. Jej menadżer zmrużyl oczy.
- Co masz na myśli?
- Nie przekonałeś mnie. - odpowiedziala.
- Teresa, ty chyba nie masz pojęcia w jak
kiepskiej sytuacji sie znajdujesz. Będziesz występować w filmie Woody'ego!
Będziesz slawna. Naprawdę chcesz to zaprzepaścić przez fochy? Myslalem, ze
jestes bardziej dojrzała. - rzekl i zaczal kierować sie w stronę wyjscia.
Dziewczyna ciezko westchnęła. Mial racje. Nie moze tego stracic. Byl jej
mentorem odkad sięgała pamięcią.
- W porządku. Ale nie robie tego dla ciebie. -
podkreśliła.
- Wiem. - pokiwal glowa.
- Kiedy go poznam?
- Jutro. Ubierz sie jakoś ladnie. - powiedzial
wskazując na nią.
- Zawsze ladnie wygladam. - powiedziala stanowczo.
- Wiem. - odparl z uśmiechem.
*
Jesse pojawil sie z samego rana na planie
zdjęciowym. Nie wygladal dobrze. Podeszła do niego Dakota w celu dowiedzenia
sie, co jest tego powodem.
- Wszystko w porzadku? - zapytala.
- Nie. Nic nie jest dobrze. - odpowiedzial
chwiejąc sie na nogach.
- Ty piles. - zauwazyla.
- Moze. - odparl uśmiechając sie.
- Znowu. - podkreśliła. - Jesse, co sie dzieje?
Masz jakieś problemy? Ktoś cię skrzywdzil?
- Skrzywdzil. - zakpił. - Dobre.
- Wiec co sie dzieje? - probowala z niego cos
wydusić podtrzymując go prze okazji.
- Nic. - odparl wzruszając ramionami.
- Gdyby nic się nie dzialo, nie ogladalabym cię
teraz w tym stanie. - odpowiedziala poważnym tonem.
- Chcesz wiedzieć co sie dzieje? Naprawdę chcesz
wiedzieć?
Dakota spojrzala na niego jak na skończonego
idiotę, ktorym zresztą pewnie byl.
- Juz nigdy wiecej nie będę mogl sie z kims
przespać niezobowiązująco. - powiedzial to zrozpaczonym tonem. Dziewczyna
zmarszczyla brwi i zalozyla ręce na klatkę piersiowa.
- Co to ma znaczyć? Dotąd to robiles? - jej glos
brzmial na lekko zazdrosny.
- Co za roznica! I tak wiecej tego nie zrobie. -
odparl. Dakota westchnęła ciezko po czym zlapala go w pasie, mowiac:
- Idziemy do domu. Chodz, nie mozesz zostać tu w
takim stanie.
- Ale... Trzeba będzie zaplacic za niewykorzystany
dzien zdjęciowy. - belkotal.
- Tym sie nie martw. Załatwię to. - pocieszyla go.
W tym samym momencie nadeszla Layla, która zobaczyla ich z oddali. Widzac jak
Dakota obejmuje Jessy'ego poczula sie zazdrosna.
- Co sie dzieje? - zapytala spoglądając na jego
menadżerkę jak na wroga.
- Jessy sie upil, nie zagra dzisiaj, przykro nam.
- wytłumaczyła go dziewczyna.
- Jak to sie upil? - Layla nie mogla w to
uwierzyć. Miala zawsze chlopaka za odpowiedzialna osobę. Mylila sie.
- Normalnie, poszedlem do baru i upilem sie. -
odpowiedzial Jessy.
- Dlaczego? - nie odouszczala Layla.
- Probuje sie tego wlasnie dowiedzieć. Naprawdę
musimy juz isc. Jessy moze nie wygląda, ale jest bardzo ciężki. Zwrócimy
oczywiscie za dzien zdjęciowy.
- To jest aktualnie najmniejszy problem. -
powiedziala kręcąc glowa z niedowierzaniem. Dakota tymczasem zaczela sie
oddalać razem z chłopakiem. Layla zaczela sie zastanawiać czy ich tez czasem
nic nie laczy. W końcu Jessy mogl sypiać
tez z nia, prawda? Nic nie stoi mu na
przeszkodzie. Wlasnie nic.
Kylie dostala telefon nad ranem, ze zostala wpisana na listę. Jest od dzis prawdziwa modelką. Moze uczestniczyć w sesjach zdjęciowych, wybiegach i będzie na okladce. Może kiedyś. Spelnielo sie jej największe marzenie. Juz wyobrażała sobie minę mamy jak sie o tym dowie. Będzie wniebowzięta. No i co z tego, ze nie dostałaby tego, gdyby nie przespala sie z oblesnym starcem? Tego nie musi wiedzieć. Kazdy ma swoje tajemnice. Jedne bardziej, a drugie mniej mroczne. To lepiej, aby pozostalo jedna z nich na wieki. Zresztą i tak nie miala zamiaru tego robić ponownie. Juz nie będzie musiała. Udowodni swoja wspaniałość ciezka praca. Taki wyznaczyla sobie cel. Kylie wlasnie szla do Kris powiedzieć jej o tym. Caly czas nie opuszczam jej dobry humor. Pierwszy raz od dawna. Nieziemskie uczucie. Czujesz sie wolny i prawie spelniony. Kris będzie z niej bardzo dumna!
Dziewczyna stanela pod drzwiami i przymierzała sie
do nacisniescia dzwonka, kied uslyszala rozmowe przez otwarte okno:
- Naprawdę? Masz wlasna kolekcje ubrań? Mój boże,
to wspaniale. Jestem z ciebie taka dumna, Kendall! - powiedziala Kris i
uscisnela swoja córkę.
- Dziekuje mamo. - odpowiedziala radośnie.
- Juz nie dlugo pójdę do sklepu i będę mogla kupić
cos mojej córki! A jak będzie sie nazywała? - Kris byla taka szczęśliwa z
calkiem duzego sukcesu Kendall, iż Kylie poczula, ze jej sukces jest przy tym
niczym. Zostalam modelką. Wielkie mi halo. Jak miliony dziewczyn na świecie. A
wlasna kolekcja jest taka unikatowa. Nie kazdy ja ma. Dziewczyna zrezygnowana
odeszla od drzwi i zaczela sie oddalać. Nie ma jeszcze z czego byc z siebie
dumny. Zresztą, czula do siebie obrzydzenie w tym momencie. Nic wiecej.
*
Tymczasem Dave mial swój pierwszy dzien na planu
zdjęciowym. Bardzo sie denerwowal, toteż rano napil sie whiskey z lodem i
wypalil ziolo. Menadżerowi to sie nie podobalo, ale nie mial nic do powodzenia.
Dave rzadzil. Chlopak ledwo co się pojawil, a juz i obskoczyl go tlum
makijażystek i fryzjerek. Dave musial wybierac aż która chce. Każda patrzyła na
niego pozadliwym spojrzniem. Byl wiec pewien, ze wkrótce z ktoras z nich sie
prześpi. Na razie jednak mial mieć zrobiona fryzurę i nałożony puder.
Nienawidzil tego.
- Hej. - powiedzial Zac podchodząc do niego.
- O hej. - odpowiedzial krztusząc sie od nadmiaru
lakieru.
- Zaraz zaczynamy kręcić. Przećwiczyłeś role? -
upewnił sie.
- Jasne. - odpowiedzial. - Tylko nie po oczach. -
rzekl do fryzjerki.
- Przepraszam. - powiedziala cicho.
- Zestresowany?
- Bardzo. - odpowiedzial Dave.
- Czym? - zdziwil sie Zac.
- No wiesz. Rola.
- Nie masz powodow. - powiedzial wesolym tonem.
Dave probowal sie uśmiechnąć, ale slabo mu to wyszlo. Nienawidzil gejów, a
teraz mial jednego grac. Jak to o nim świadczy? Hipokryta i juz.
- Oby. - rzekl cicho.
- Dobra, nie przeszkadzam, a ty sie przygotuj. -
Zac wyszedl z pomieszczenia, a chlopak nadal byl na sobie zly, ze dal sie na to
namówić.
*
Dakota z trudem przetransportowala Jessy'ego do
apartamentu. Chlopak trochę ważyl, toteż nie bylo to proste, ale dala rade.
Jessy chwial sie na nogach i majaczyl cos pod nosem.
- Koniec z tym. - mówil, gdy dziewczyna probowala
zanieść go na lóżko.
- Z czym? - zapytala.
- Z wszystkim co lubię robić. - odpowiedzial
zostając polozonym przez Dakote na lozku.
- Czyli?
- Jestem chory. - powiedzial.
- Co to znaczy? Jak chory? - spytala przerażonym
tonem.
- Mam HIV. - wymruczal po czym zasnal. Dziewczyna
patrzyla na niego przez chwile zszokowana. Nie mogla w to uwierzyć.
*
Dave i Zac pierwsza scena jaka mieli zagrac bylo
jak leżą w lozku. Dave nie czul sie komfortowo, toteż caly czas byl spięty i
zestresowany. Nie mogl zapamiętać tez tekstu
- Hej wyluzuj. - powiedzial Zac dotykając jego
ramienia. Dave zrozumial, ze cala ekipa sie ba nich patrzy jak leżą w lozku bez
koszulek. Poczul sie jeszcze bardziej zestresowany.
- Mozesz mnie nie dotykać? Proszę?
- Jak chcesz. Ręce mam przy sobie. - Zac uniosl je
ku górze, uśmiechając sie.
- Mozemy kręcić? - zapytal reżyser.
- Tak. - powiedzial nieprzekonany Dave.
- Wszystko okej? - zapytal zaniepokojony tonem
Zac.
- Tak. Nakręćmy to i miejmy z Glowy.
- Okej.
Jednak gdy Zac zaczal sie przymilać do Dave, gdyz
tak bylo w scenariuszu, ten odskoczyl od niego jak oparzony. To zdziwilo cala
ekipe, a najbardziej zaca.
- Na pewno wszystko okej?
- Tak tylko... Nie wiem. Nie czuje sie dobrze. -
odpowiedzial.
- Przez to, ze gramy parę, tak? - spytal retorycznie.
- Gdybym byl seksowna laską inaczej byś zareagował.
- Tak, to znaczy... Nigdy nie gralem gwja. Nie
wiem jak to zrobic, aby wyszlo przekonująco. Rozumiesz? Czuje sie spięty bo mam
wrażenie, ze robię to źle. - skłamał. Tao naprawd obrzydzali go ti, ale nie
mogl tego wyznać.
- Rozumiem. I wiedz co? Mam pomysl. Zabiorę cię
gdzieś, abyś poczul sie bardziej swojo.
- Gdzie?
- Zobaczysz. - mowiac to puscil mu oczko.
*
Mila kolejnego dnia wrocila do domu, a jej mąż byl
w pracy. Denerwowalo ja to niesamowicie. Nie moga nawet calego dnia spędzić
razem. Dolowalo jas to. Nie byla pewna czy przetrwają ten kryzys. Dzieci
wlasnie wrocily z przedszkola, odprowadzine przez opiekunke do domu.
- Hej mama! - krzyknęła mala dziewczynka.
- Zobacz co mam dla ciebie. - mowisc to pokazala
jej laurkw.
- Jest sliczna, dziekuje. - powiedziala calujac ja
w policzek.
- Czesc mamo. - powiedzial chlopiec wbiegając do
domu.
- Hej. - odparla uśmiechając sie. Kochala te male
szkraby. Byly dla niej wszystkim.
- To ja juz pójdę, do widzenia pani Kunis. -
powiedziala opiekunka.
- Do widzenia. - mowisc zamknela za nią drzwi.
- Gdzie tata? - zapytala dziewczynka.
- W pracy. Przyjdzie później. - zapewnila ja.
- Jak będziemy juz spac? - spytala.
- Nie wiem, skarbie. Idz sie pobawic. -
powiedziala.
- Okej. - zasmucona schylila glowe w dol i poszla
do pokoju. Mila ciezko westchnęła. Nie tylko ona cierpiala...
W tym samym momencie usłyszała jak ktoś wchodzi do
mieszkania. Zmarszczyla brwi, gdyz nikogo sie nie spodziewala. Pomyslala, ze to
wlamywacz, wiec serce podeszlo jej do gardla.
- Gdzie moja piękna zona? - usłyszała glos
Ashtona, który brzmial na radosny.
- Ashton? Juz wrociles? - zapytala zaskoczona.
- Urwalem sie wcześniej. - powiedzial calujac ja w
policzek. - Mam dla ciebie niespodzianke. - dodal z uśmiechem.
- Jaka? - spytala. W tym samym momencie nadbiegly
dzieci krzyczsc na caly dom "tata". Mila uśmiechnela sie. Uwielbiala
widziec je radosne.
- Heej robaczki. - powiedzial biorąc je na ręce. -
Ale uroslyscie of rana.
- Zostaniesz z nami? - zapytala dziewczynka.
- Tak. Zostane. - zapewnił ja.
- Jeeej. - ucieszyla sie.
- To co to za niespodzianka? - spytala Mila.
- Chodźcie. - Ashton poszedl do salonu, a z nim
dzieci i zona. Otworzyl laptop, który stal na stoliku i ma pokazal,im domek nad
jeziorem. - Co wy na to?
- Zorganizowales wyjazd? - uciezzyla sie kobieta.
- Owszem. - pokiwal glowa.
- Wow kochanie.
Jestem bardzo na tak! - powiedziala uśmiechając sie i dala mu buziaka w
usta. Nareszcie o nich pomyslal.
- Wiedzialem, ze sie ucieszysz. - rzekl zadowolmy.
- Jestem z ciebie dumna. Kiedy wyjeżdżamy? -
spytala.
- Jutro, a wiec pakujcie sie! - wykrzyknął
klaszczac w dlonie.
- Oj ashton, a nylalan, ze juz mnie pozytywnie nie
zasloczysz. - powiedziala i usiadła mu na,kolanach po tym jak dzieci pobiegly
do pokoju krzyczac, ze wyjada nad jezioro.
- A widzisz. - powiedzial z usmiechelem.
*
Następnego dnia Jesse obudzil sie z samego rana. Nie czul sie najlepiej.
Bolała go glowa i mial ochote znowu zasnąć. Dakota nie poszla do domu.
Siedziala na krzesełku w kuchni i pila kawe. Obserwowala go bacznie z
odległości.
- Jak
sie czujesz? - zapytala upijajac lyk. - Kawy? - wskazala ruchem glowy na kubek.
- Nie,
dzięki. - odpowiedzial. - Ktora godzina? - spytal odwracajac sie w strone
zegarka.
- 6:00
rano. - odpowiedziala. - Musimy
porozmawiamy. - powiedziala Dakota i zeszła z krzeselka. - Wczoraj zanim
zasnales powiedziałeś cos.
- Jeżeli
wyznalem ci milość to nie bierz tego na powaznie. Ja nie mam uczuc. -
odpowiedzial pól żartem pól serio.
-
Powiedziałeś, ze masz HIV. - Dakota podeszła do jego lozka i usiadla na brzegu.
- Co?
- Caly
czas paplales, ze nie będziesz mogl uprawiać seksu bez zobowiązań, a potem
dodales, ze jestes chory. Ja tylko mowie. - dziewczyna uniosła ręce do góry w
obronnym geście. - Ale musze wiedzieć czy to prawda?
-
Oczywiście, ze nie! Za kogo ty mnie masz. - powiedzial, a zaraz potem wzial gleboki
oddech. - Nie mam HIV, ale mogę mieć. Moja ex go ma i istnieją podejrzenia, ze
ja również, ale nie mam pewności, bo nie badalem sie i nie zamierzam tego
robić. - stwierdzil stanowczo.
- A co
jeżeli jestes chory? Jesse to niebezpieczne, mozesz umrzeć jeżeli nie będziesz
przyjmować leków. - powiedziala Dakota.
- Nie
moge, rozumiesz? Nie moge isc na badania. Jeśli jestem chory to zmieni
wszystko. Ludzie nie będą traktować mnie tak jak wczesniej. Już do końca życia
będę mial latkę "tego z hiv".
-
Jesse... Musisz isc na badania, proszę. - powiedziala szeptem. - To nie jest
tak jak ci sie wydaje. Co cię obchodzą ludzie? To tylko ludzie. Zawsze będą
wszystkich krytykować i oceniac. To sie nie zmieni. Myslisz, ze teraz tego nie
robia?
- Wiem,
ale musze to przemyśleć.
- I
powiedzieć wszystkim osobom z ktorymi spales. - zaznaczyla.
- To
będzie trudne. Lista jest naprawdę dluga, po za tym jest na niej... Layla.
- Layla?
- zdziwila sie Dakota. - Scenarzystka serialu w ktorym grasz?
- Tak. -
odparl spuszczając glowe. - Wywali mnie
z serialu.
- Nie
moze. Juz ja o to zadbam. - powiedziala Dakota bojowo.
- Proszę
obiecaj, ze sama tego ne zrobisz, nie powiesz jej. Okej? Chce to zrobic sam.
- Okej.
- odpowiedziala ciezko wzdychając.
*
Teresa
od rana szykowała sie na spotkanie z Jay'em. Nie miala pojęcia w co sie ubrać.
Nigdy nie byla w ustawionym zwiazku i nie miala pojęcia, jak ma sie zachowywać.
Podszedl do niej jej menadżer, który stanal za nią, podczas gdy ona przeglądala
sie w lustrze.
-
Wyglądasz cudownie. - powiedzial.
- No nie
wiem. - odpowiedziala wzdychając.
- Moze
zadzwoń i powiedz, ze rezygnuje?
-
Teresa, rozmawialiśmy o tym... - zaczal i wzial gleboki oddech.
- Wiem.
- powiedziala i odeszla od lustra. - Musze to zrobic z powodu wlasnej glupoty.
- dodala wyglądając za okno.
-
Zobaczysz będzie dobrze. Nie musicie sie lubić. - pocieszyl ja dotykając jej
ramienia.
- Ale chce, żeby mnie polubil. Będziemy
spędzać ze sobą dużo czasu. - stwierdziła.
-
Teresa. W tym świecie nie ma miejsca na przyjaźnie i milość, ale jest miejsce
na biznes i tym musimy sie zajac.
*
Kylie miala mieć dzisiaj swoja pierwsza sesje zdjęciowa. Strasznie sie denerwowała. Gdy siedziala na lawce i od godziny czekala na właściwa godzinę do rozpoczęcia sesji, podeszla do niej cara. Usmiechala sie szeroko.
- Hej
nieznajoma. - powiedziala siadając obok niej. - Juz pamietam skąd cię znam.
- Tak? -
zapytala zaskoczona.
- Tak. -
przytaknela kiwając glowa. - Jesteś ta slynna Kylie Jenner!
-
Ciszej. - powiedziala szybko. - Nie chce, aby inni tutaj o tym wiedzieli. -
dodala.
-
Rozumiem. - pokiwala glowa. - I uwazam, ze to bardzo odważne.
- Serio?
- Tak. A
gdyby cię nie przyjęli? To musiałoby zaboleć. Twoja siostra chodzila na pokazie
Victoria secret, a ciebie nie przyjeliby do zwyklej agencji modelek? Auc. -
powiedziala. Kylie nie myslala wcześniej w ten sposób.
- Taa,
ale przyjeli mnie. - odparla silac sie na wesoly ton. - Chcialam odciąć sie od
matki, która kaze mi grac w swoim reality show i żyć na własną rękę.
- Wow,
podziwiam cię. Mnie by chyba nigdy nie przyjęli gdybym nie byla znana ze
swojego zwiazku.
-
Zwiazku?
- Tak,
nie slyszalas o mnie i Jamesie?
-
Wybacz, nie czytam stron plotkarskich. - odpowiedziala.
- James
Franco, taki aktor. To wlasnie mój chlopak i wszyscy o tym mówią. Jestem tylko
Cara jego dziewczyna. Och, jakbym chciala cofnąć czas i sie do tego nie
przyznawać, dlatego tym bardziej ciebie podziwiam.
Kylie
pokiwala glowa. Nienawidziła siebie w tym momencie. W tym momencie drzwi sie
otworzyly i wyszedl fotograf mowiac, ze moga juz wejść. Kylie i Cara wstaly i
weszly do pomieszczenia, gdzie znajdowaly sie juz inne dziewczyny. Miały na
sobie szlafroki.
-
Jakiego typu to sesja? - zapytala Kylie.
- Naga.
- odpowiedzial fotograf. - Masz z tym problem?
- Nie,
skądże. - odpowiedziala dziewczyna, choć to nie byla prawda. Cara wygladala na
pewna siebie i od razu sie rozebrala. Spojrzala wtedy na niepewna siebie Kylie.
- Dasz
rade. No juz, rozbieraj sie, będzie super, zobaczysz. - uśmiechnęła sie do
niej. - Nie kaz po za tym abym sama parafowala nago. - szepnela do niej.
*
Mila
pakowala sie na wycieczkę z mezem i dziecmi. Byla szczesliwa, ze Ashton
postanowil powalczyć o ich związek. Myslala, ze nigdy sie nie opamięta i będą
zmuszeni wziąć rozwód. On jednak byl lepszym mezem niż myslala, nie doceniala
go, a powinna. Po za tym kazdy ma prace i swoje obowiązki. Musi byc bardziej
wyrozumiala dla niego.
-
Oczywiscie, mieliśmy dzisiaj wyjechać. - powiedziala Mila.
-
Sluchaj, nie wiem jak ci to powiedzieć, ale... – zaczął nie pewnie.
- Nie, tylko nie mów, że to nie aktualne i
odwołujesz. – powiedziała, a w jej głosie zabrzmiała złość.
- Dzwonili z pracy… myślałem, że dostanę wolne,
ale okazało się, że jeden ze statystów zachorował i nie może mnie zastępować. –
odpowiedział. - Mila naprawdę miałem
nadzieje, że…
- Przestań! – krzyknęła. – Nie wiem w ogóle
dlaczego pomyślałam, że pierwszy raz nie nawalisz i wszystko przebiegnie
zgodnie z planem. Idę do pracy.
- Ale przecież dzisiaj masz wolne… - zauważył Ash.
- Ty też miałeś mieć! – wrzasnęła i następne co
usłyszał to trzask drzwi. Po chwili kobieta wróciła z powrotem. – A fakt, że z
wyjazdu nici ty powiesz dzieciom. I odwieź je do szkoły. Skoro nie mamy wyjazdu
to mogą pójść. – dodała i znów wyszła. Ash ciężko westchnął.
*
Wraz z
dzwonkiem u drzwi menadżer poszedl je otworzyć. W progu znajdowal sie nikt inny
jak Jay ze swoim menadżerem. „Zaczyna się” - pomyslala Teresa.
- Gdzie ona jest? – zapytał Jay, a dziewczynę
zaskoczyła złoć w jego głosie. Co innego czytała o nim w internecie. Miał być
grzeczny i miły. Cóż, może taki jest? – Ty jesteś Teresa, tak? – spytał, widząc
ją.
- Tak, to ja. – powiedziała starając się
uśmiechnąć.
- Super. – mruknął mierząc ją od góry do dołu. –
Kiedy będziemy ze sobą chodzić to czy możesz ubierać się mniej… wyzywająco? –
poprosił.
- A co jest złego w tym stroju? – zdziwiła się.
- Szczerze? Wszystko. – skomentował.
- Wow. – zdołała tylko wykrztusić.
- Co? – zapytał marszcząc brwi.
- Nie wiedziałam, że taki dupek z ciebie. Miałeś
być sympatyczny, a tymczasem… jesteś zupełną odwrotnością tego, co o tobie
piszą. – powiedziała.
- O tobie też tego nie napisali, a jednak jesteś…
- urwał w tym momencie, gdyż stwierdził, że nawet on nie jest takim palantem.
- Dziwką? – podchwyciła dziewczyna.
- Hej, hej! Co tu się dzieje? – zapytał menadżer
Teresy. – Znacie się parę sekund, a już skaczecie obie do gardeł?
- On zaczął. – wskazała na niego palcem.
- Czy my jesteśmy w przedszkolu, żeby mówić kto
zaczął? – zapytał Jay.
- Dobra musimy uzgodnić warunki waszej umowy, więc
jakbyście mogli przez chwilę zamknąć się byłoby miło. Plus będziecie spędzać ze
sobą dużo czasu, więc radzę wam się polubić. – powiedział mężczyzna.
- Mówiłeś, że to biznes. Tu nie ma miejsca na
przyjaźnie. – przypomniała mu Teresa. Wtedy nadszedł również menadżer Jay’a.
- Z doświadczenia wiem, że pary, które mają udawać
rzadko się lubią. – powiedział. – Nie wiem dlaczego tak jest, ale to częste. Po
za tym wybaczcie Jay’owi, nigdy nie miał udawanej dziewczyny.
- I nie muszę jej mieć. Nie jest mi potrzebna. –
odparł.
- Tak, ale ostatnio ucichły informacje o tobie, a
musi się znów mówić! Nie grasz w filmach, a my potrzebujemy rozgłosu. – rzekł
jego menadżer.
- Wiem, ale dlaczego muszę się promować na… rzecz
w tym, że dbam o swój wizerunek, a to… może mi zaszkodzić. – ostatnie słowa
powiedział do niego szeptem, ale Teresa i tak je usłyszała. Poczuła się
urażona. Nie sądziła, że będzie na nią patrzył tylko przez pryzmat prostytutki.
Była też zła na swojego menadżera, że mu o tym powiedział, chociaż pisze o tym
co druga gazeta i tak by się dowiedział.
- Idziemy ustalić warunki umowy. Bez gadania. –
powiedział jego menadżer stanowczo.
*
- Teraz twoja kolej. – powiedział fotograf do
dziewczyny, a ona zaczęła zdejmować szlafrok trzęsącymi się rękoma.
- Hej, będzie dobrze. – rzekła blondynka dotykając
jej nadgarstka.
- Dzięki. – odparła, choć jej słowa nie dodały jej
otuchy wcale.
- Wybacz maleńka, ale nie mamy całego dnia. –
powiedział fotograf. Kylie zacisnęła zęby i zdjęła szlafrok, a wszyscy mogli
podziwiać jej nagie ciało. Czuła się okropnie, choć nie tak okropnie jak wtedy,
gdy musiała się przespać ze starym gościem za to, aby mogła być modelką.
- Masz piękne ciało, nie ma się czego wstydzić. –
rzekła Cara, a Kylie dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że nie ma nic na sobie.
Zaczęła się więc zakrywać, a pozostałe dziewczyny zaczęły chichotać. To było
upokarzające.
- Nie ma się czego wstydzić, każda przez to
przechodziła. No już odkryj się i idź pozować. – fotograf wskazał jej palcem na
miejsce, gdzie ma się ustawić. Kylie jednak nie posłuchała jego rady i nie
przestawała się zakrywać.
- Nie rób z siebie takiej księżniczki! – krzyknęła
któraś z modelek.
- Zamknij się. – powiedziała Cara do dziewczyny,
na co ona zrobiła obrażoną minę i pokazała jej środkowy palec.
- Może wyjdźcie. Wtedy Kylie poczuje się bardziej
komfortowo. – powiedział fotograf. Modelki posłuchały i w parę sekund później
już ich nie było, łącznie z Carą.
- Teraz możesz poczuć się komfortowo. – rzekł do
niej chłopak. Kylie starała się uśmiechnąć, ale słabo jej to wyszło.
*
Tymczasem Mila
nie pojawiła się w pracy. Skłamała. Tak naprawdę poszła do baru. Nie
wiedziała gdzie ma pójść, a upicie się, było dla niej idealną opcją. Nie
chciała jednak pić sama, toteż zadzwoniła do Alexa. Była wstawiona, więc język
trochę jej się plątał.
- Hej Alex. – powiedziała starając się brzmieć na
radosny ton.
- Mila? – zapytal zaskoczony. – Coś się stało?
- Naah, kompletnie nic. Wszystko jest super. –
rzekła pokazując kciuk do góry, choć nie mógł tego zobaczyć.
- Jesteś pijana? – zapytał.
- Skądżę. Jestem w stu procentach trzeźwa. –
powiedziała, ale słychać było na kilometr, że coś piła. – Dzwonie, ponieważ
jestem w barze i nie chce pić sama.
- W którym? Przyjadę po ciebie.
- Nie chce zebyś przyjeżdżał po mnie tylko do
mnie. – odpowiedziała. – Chociaż ty dotrzymaj raz swojej obietnicy. Proszę.
- Ale ja ci nic… dobrze, przyjadę do ciebie. –
westchnął, a Mila uśmiechnęła się.
- Jesteś najlepszy! – zapiszczała.
- To w którym jesteś barze?
- Na privent street 41. Nie spóźnij się. – I po
tych słowach rozłączyła się.
*
Teresa, Jay i ich menadżerowie skończyli właśnie
omawiać warunki umowy. Stwierdzili, że będą się spotykać dwa razy w tygodniu i
dadza się przyłapać fotoreporterą na randcę, podczas, gdy będą okazywać sobie
czułości. Mieli również pojawić się u Jamesa Cordena, gdzie opowiedzą o swoim
związku, ciągle jednak zachowując prywatność. Ponadto mieli udawać przez cały
rok co szczególnie nie spodobało się Jay’owi. Teresa przyjęła to ze spokojem,
co zaskoczyło jej menadżera, ale był z niej jednocześnie dumny.
- Wszystko jasne? – zapytał menadżer Teresy.
- Chyba tak. Jay? – jego menadżer spojrzał na niego,
podczas gdy on miał niezadowolony wyraz twarzy.
- Oczywiście, że tak. – odpowiedział starając się
uśmiechnąć, ale nie był on szczery. – I nieskazitelny wizerunek poszedł się
jebać. – mruknął. Teresa miała ochotę uderzyć go, ale powstrzymała się. Nie mogła
uwierzyć, że ten z pozoru mily koleś jest naprawdę takim dupkiem.
- Nieskazitelny bo nie znają cię w realu. –
powiedziała zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Co to miało znaczyć? – spytał przystając.
- No nie wiem. To ty ciągle dajesz mi jakieś
przytyki. – powiedziała.
- Chyba mam prawo. – odpowiedział.
- Masz prawo być dupkiem? Okej. Jak uważasz panie
„nieskazitelny”. – I z tymi oto słowami Teresa wyszła z pomieszczenia,
pozostawiając ich samych.
*
Jesse pojawił się w pracy nieco później niż
zwykle, gdyż a) miał kręcić sceny wieczorem b) cały dzień przespał. Nie mógł
jeszcze powiedzieć Layli prawdy. To było zdecydowanie za wcześnie. Chciał
poczekać jeszcze jakiś czas, ale wiedział, że będzie musiał to zrobić. W
przerwie pomiędzy kręconymi scenami, dziewczyna podeszła do niego i złapała za
rękę, ciągnąć w stronę przyczepy.
- Wczoraj byłeś tak pijany, że ledwo na nogach się
trzymałeś. – roześmiała się. – Cieszę się, że dzisiaj jest lepiej. –
uśmiechnęła się.
- Tak, jest lepiej, ale… Layla posłuchaj… - nie
dokończył, ponieważ dziewczyna zaczęła go całować po szyi, a jej ręka zaczęła
schodzić w niższe rejony, aż w końcu dotknęła jego krocza, a on jęknął głośno.
– Ktoś może nas zobaczyć.
- Czyż to nie podniecające? – zaśmiała się nie
przestając całować go po szyi.
- Tak, owszem, ale naprawdę… nie mogę. –
powiedział i odsunął ją od siebie.
- Jak to? – zapytała.
- Przykro mi. Dzisiaj nie mam siły. To pewnie
przez wczorajszy dzień, rozumiesz, prawda?
- Nigdy nie odmawiałeś seksu. Nawet jak byłeś
kompletnie zjarany, pijany, albo zmęczony. – powiedziała zdziwiona. – Co się
zmieniło? Masz kogoś?
- Nie, to nie tak, Layla…
- To Dakota, prawda? Pieprzysz ją, co? Wiedziałam!
– krzyknęła. – Zdradzasz mnie z własną
menadżerką.
- Zdradzam? Przecież nie jesteśmy razem.
- A więc przyznajesz się?
- Nie. Skąd ci to przyszło do głowy?
- Wiesz co? Pieprz sobie co chcesz. Mam dość. –
powiedziała i odeszła od niego wściekła. Jesse wiedział, że będzie musiał
powiedzieć jej prawdę, inaczej może stracić pracę.
*
Po kilku godzinach pracy Kylie w końcu skończyła
sesje zdjęciową. Fotograf jednak nie był zadowolony z końcowej pracy. Uważał,
że stać ją na więcej i te zdjęcia nie nadają się, aby upublicznić je.
- Przykro mi Kylie, ale… nie mogę ich upublicznić.
– powiedział.
- Dlaczego?
- Ciągle się zakrywałaś, byłaś spięta…
- I tylko moich? – zapytała oskarżycielskim tonem.
- Niestety tak.
Kylie
zamarla na te slowa. Nie mogla sobie pozwolic na takie cos. Musi udowodnic
matce, ze sie myli, nawet gdyby musiala znowu to zrobic - poniżyć sie.
Dziewczyna podeszla do chlopaka i dotknęła jego ramienia.
- Ale
chyba da sie cos zrobic, prawda?
- Co
masz na myśli? - zapytal mrużąc oczy.
- Ty
zrobisz cos dla mnie, a ja dla ciebie. - odpowiedziala przesuwając reke w dol,
aż do jego krocza.
- To tak
nie dziala. - powiedzial przelykajac ślinę, na ten dotyk.
-
Naprawdę? - spytala pochylając sie i calujac go w usta.
- Moze
byc tego wiecej, tylko musisz dać mi szanse. - odparla i odsunela sie od
niego.- To jak? Mogę na ciebie liczyć?
Chlopak
pokiwal glowa, a ona wiedziala, ze osiągnęła swój cel. Uśmiechnęła sie i
poklepala go po ramieniu.
-
Grzeczny chlopczyk. - zamruczała i zblizyla sie do jego ucha, by je ugryźć. Po
tym wyszla z sali piekielnie z siebie zadowolona, a jednoczesnie wsciekla, ze
znów musiala posuwac sie do czegoś takiego. To nie bylo w jej stylu, czula sie
źle. Na korytarzu czekala na nią Cara z goraca kawa.
- Hej,
co ty tu robisz? - zapytala.
-
Przynioslam ci kawe. - odpowiedziala z uśmiechem. - Juz wystygla, trochę ci to
zeszlo, wiec wypilam. - dodala.
- W każdym razie dziekuje za checi. -
odparla.
- I jak
sesja? Dostaniesz sie do magazynu?
- Cóż...
Tak! - wykrzyknęła.
-
Wiedzialam, ze dasz rade! - Cara przytuliła ja mocno.
- Taa. -
mruknęła Kylie. W tym momencie, wyszedl fotograf.
-
Spisala sie, co? - zapytala go blondynka.
- Nawet
nie wiesz jak bardzo. - powiedzial pod nosem.
*
Alex
przyjechal po Mile, która siedziala w barze kompletnie pijana. Zastanawial sie
co moglo sie stać, ze doprowadziła sie do takiego stanu? Pomyslal, ze musi mieć
to związek z jej mężem. Moze okazalo sie, ze ja zdradza? Dziewczyna siedziala
przy barze i pila shot za shotem. Chlopak widzac ja w takim stanie ciezko
westchnął. Nie przywyknal do takich zachowan wsród kobiet.
- Ooo
jestes! Mój wybawiciel! - krzyknęła Mila.
- Hej. -
powiedzial. - Chodz, zabieram cię stad.
- Nie
chce. - dziewczyna zrobila niezadowolona minę.
-
Trudno, ale idziemy. - postanowil.
- Nie
pójdziesz beze mnie, nie jestes jak mój mąż. - powiedziala.
- Twój
mąż? A co zrobil? - zdziwil sie podchodząc do niej i lapiac ja w pasie.
- On...
- Cii
opowiesz mi po drodze. - powiedzial ciagnac ja w stronę wyjscia.
- Okej.
- wymamrotała idac z nim. - On znowu spieprzyl, wiesz? Mieliśmy pojechać na
wycieczkę, a on odwołal w ostatniej chwili... Dzieci sie tak cieszyly... Ja sie
tak cieszylam. - powiedziala, a z jej oczu zaczely plynac lzy.
- Hej,
Mila. Musisz sie uspokoić, wszystko będzie dobrze. Twój mąż to dupek. Ty jestes
swietna. - staral sie ja pocieszyć.
- Gdybym
byla swietna nie wystawilby mnie do wiatru. Boże, mój wlasny maz. Jak to brzmi?
- spytala ciezko wzdychając. Alex zaladowal ja do samochodu i zamknal za nią
drzwi.
-
Wszystko będzie dobrze dobrze, jestem tutaj. - powiedzial siadając za
kierownica.
-
Przepraszam. Nie powinnam sie rozklejać. Jestes tylko statysta, a ja aktorka
i... To nie powinno mieć miejsca.
- Teraz
czuje sie urażony, ale to chyba znak, ze wracasz do siebie. - odpowiedział
odpalajac samochod.
-
Niedobrze mi. Mozesz otworzyć okno? - zapytala, na co chlopak kiwnal glowa i
wykonal jej prośbę.
- Czesto
tak cię wystawia? - spytal.
- Ta. -
mruknęła biorąc gleboki oddech. - Powinnam sie juz przyzwyczaić, co? A ja
ciągle mam nadzieje... Glupia jestem.
- Hej,
nie jestes glupia. Nie myśl tak o sobie. - pocieszyl ja. - Jestes wspaniala
kobieta, po prostu kochasz męża i chcesz żeby sie zmienil. Nie ma w tym nic
zlego. Wręcz przeciwnie, oddalbym wszystko za taka zone.
- Jestes
bardzo mily, wiesz?
- Wiem.
- odpowiedzial z uśmiechem.
- Nie to
co Ashton. Ciągle chodzi niezadowolony i narzeka na caly swiat. A ja co mam
zrobic? To ja wychowuje nasze dzieci nie on. W dodatku gram w filmie. Nie mam
czasu na nic. Nawet na fryzjera.
-
Przykro mi.
-
Niepotrzebnie.- machnęła niedbale reka. - To nie twoja wina. Na pewno bylbys
lepszym mezem. - dodala.
- Cóż,
staralbym sie. - odparl trochę zawstydzony.
- No
wlasnie. A on nawet tego nie robi. - mruknęła.
- To
twój dom? - zapytal wskazując na niego palcem.
- Tak. -
odpowiedziala. - Dzięki za podwiezienie. - po tych slowach otworzyła drzwiczki
i wyszla z auta. Nieco sie chwiala, wiec Alex wyszedl z samochodu i zlapal ja w
pasie, pomagając dojsc do domu. Gdy znalezli sie przy drzwiach puscil ja.
-
Naprawdę dziekuje. - powiedziala szeptem dotykając jego policzka. Alex zlapal
za jej dlon, a kobieta czując sie zachwycona zbliżyła sie do niego i chciala go
pocałować, ale chlopak odsunal sie od niej. Mila byla zaskoczona jego reakcja.
- Musze
juz isc. Czesc. - po tych slowach odszedl od niej.
Tymczasem Zac chcial aby Dave poczul sie bardziej swobodnie grajac geja,
wiec postanowil zabrac go do gay baru. Chlopak o tym nie wiedzial, aż do
momentu, gdy znalezli sie w środku. Muzyka glosno grala, wszyscy tańczyli, lub
pili i glosno sie smiali.
- Gdzie
my własciwie jesteśmy? - zapytal Dave.
- W
gejowskim barze. Chciałem, abys poczul sie lepiej grając geja i pomyslalem, ze
kiedy zobaczysz jak to jest od środka to będziesz czul sie bardziej komfortowo.
- odpowiedzial klepiąc go po ramieniu.
- Tak
to... Cóż, nawet nie wiem jak zareagować. - odparl zaskoczony. Jednoczesnie byl
zly, poniewaz obrzydzaly go te sprawy. Nie stanie sie tolerancyjny w jeden
dzien. W ogóle nie chcial byc tolerancyjny.
- Chodz!
- Zac pociagnal go za ramie w stronę baru. - Poznasz paru gejów i zobaczysz, ze
to normalni ludzie. - dodal.
- Nie
watpie. - mruknal ironicznie. Barmanem okazal sie byc mlody, przystojny
mężczyzna. Puscil oczko do Dave'a, który poczul sie zażenowany.
- Co dla
was, chlopaki?
- Dwie
martini z lodem. - odpowiedzial Zac.
- Juz
sie robi, przystojniacy. - powiedzial, na co Dave przerwocil oczami.
-
Wszyscy tutaj są tacy... - zaczal, ale nie dokończył, gdyz wszedl mu w slowo
Zac.
-
Wyluzowani? Tak. Wiec jeżeli jestes sztywny to raczej ci sie tu nie spodoba. -
roześmiał sie.
- Taa.
Szczerze mówiąc jestem sztywny. - powiedzial.
- Nie o
to mi chodzilo. Po prostu wyluzuj sie. Chodz zatańczyć. - powiedzial ciagnac go
na parkiet.
- Nie
jestem dobrym tancerzem. - powiedzial.
- Wiem,
ze próbujesz sie wymigać, ale nie uda to ci sie. Będę probowal cię przekonac
tak dlugo, aż nie zmienisz zdania.
Wtedy
Dave zdal sobie sprawę, ze aby Zac dal mu spokój, będzie musial udawać, ze mu
sie podoba tutaj. Dal sie wiec qqqqzaciągnąć na parkiet i zaczal tańczyć.
Szybko przylaczyli sie do nich inni chlopcy.
Dave
staral sie nie okazywać obrzydzenia kiedy za nim jakiś koleś zaczal sie o niego
ocierać. Odsunal sie od niego nieznacznie, a wtedy Zac pociagnal do go mocno w
swoja stronę.
-
Wygladalo na to, ze potrzebujesz pomocy. - powiedzial puszczając mu oczko. Dave
usmiechnal sie do niego. Zac byl dobrym przyjacielem i cieszyl sie, ze go mial.
Zaczal sie zastanawiac tylko dlaczego on czuje sie tutaj tak swobodnie? I
dlaczego zależy mu aby sie przekonam do gejów?
Po
trzech piosenkach podeszli zmachani do baru i wzieli swoje zamówione martini.
- Niezle
ruchy. - pochwalil go Zac.
-
Dzięki, staralem sie. - odpowiedzial.
Wtedy
podszedl do nich jakiś chlopak.
- Hej.
Jestem Steve. A wy?
- Ja jestem Zac, a to mój przyjaciel Dave. -
odpowiedzial Zac.
-
Postawic wam drinka?
- Sorry,
ale nie jesteśmy... Wiesz. - powiedzial Dave. Nie chcial aby jakiś gej go
podrywa. To ohydne.
- Okej,
wybaczcie. Zmylil mnie fakt, ze znajdujecie sie w gay barze. - powiedzial
niezadowolony i odszedl od nich.
- Ktoś
tu sie zdenerwowal. - powiedzial Zac śmiejąc sie.
- Olej
go. Jakiś niewyżyty seksualnie dupek, pewnie mial nadzieje na trójkąt. - odparl
wscieklym tonem Dave.
- Albo
tak mu sie spodobałeś, ze nie mogl znieść faktu, iż nie jestes nim
zainteresowany. - powiedzial Zac popijając martini.
- Żadnym
facetem nie jestem zainteresowany. - odpowiedzial.
-
Zadnym? I nigdy nie zdarzylo ci sie nawet fantazjowac? - zdziwil sie Zac.
- Nigdy.
- odparl stanowczo. - Jestem sto procent hetero. - dodal, a jego przyjaciel
wygladal na rozczarowanego.
- Super.
- powiedzial i zamowil kolejnego drinka.
*
Jesse
postanowil zadzwonić do pierwszej dziewczyny z która uprawial seks odkad zerwal
ze swoja ex. Bylo ich troche, dlatego wolal zacząć od razu. Pomagala mu Dakota.
Siedziala na kanapie i jadla zamówiona pizze.
-
Stresuje sie. - powiedzial Jesse chodząc w te i we w te. - A jak bardzo sie
zdenerwuje? Boje sie. Moze napisze sms?
- Nie
świruj. Będzie dobrze. Takich rzeczy nie mówi sie przez sms to kompletny brak
szacunku. - odpowiedziala.
- Masz
racje, zadzwonię. - powiedzial i wzial gleboki oddech. - Here we go. - dodal i
wybral numer. Dziewczyna odebrala po trzecim sygnale. - Halo? Hej Camille.
Dawno nie rozmawialiśmy, co?
- Odkad
nie zadzwoniles? Choć miales? - odpowiedziala niezadowolona.
- Taa
przepraszam za to. Mialem wiele na glowie i... To nie jest teraz wazne. Sluchaj
Cam nie wiem jak ci to powiedzieć ale musisz sie przebadac. Koniecznie.
-
Dlaczego? Jestes chory? Masz HIV?
- Nie.
Ale moge mieć. Jeżeli mam to jest duże prawdopodobieństwo, ze ty również,
dlatego uprzedzam fakty.
-
Przespales sie ze mna, nie zadzwoniles, a teraz robisz to, ale tylko po to, aby
powiedzieć, ze mozesz mieć jakiś syf i ja również? Upadles na glowe?
- Wiem,
slabo wyszlo, ale...
- Daruj
sobie. I zrob mi przysługę, nie dzwon wiecej. - powiedziala i rozlaczyla sie.
- Ale
przebadasz sie... - nie skonczyl, poniewaz uslyszal dźwięk kończący rozmowe. -
Chociaz jej powiedzialem. - rzekl do Dakoty.
- Ile
jeszcze masz numerów na liście?
- Nie
chcesz wiedzieć. - odpowiedzial. - Najgorsza rozmowa i tak czeka mnie jutro. -
dodal.
-
Zamierzasz powiedzieć o tym Layli?
- Musze.
- westchnął. - Boje sie jej reakcji. Bardzo.
Dakota
wstała, aby dotknąć jego ramienia.
- Nie
musisz mi współczuć. sam na to zasłużyłem. - odparł.
-
Myslisz si. Nikt na to nie zasłużył.
*
Po
zabawie w klubie Zac musial isc do domu, gdyz jutro z samego rana krecil sceny
do filmu.
- I jak?
Będziesz czul sie swobodniej? - zapytal Zac.
-
Zdecydowanie. - odpowiedzial Dave. - Dzięki, ze mnie tu zabrales. Chyba zacznę
nawet tu przychodzić. - dodal przez smiech.
- A
mowilem, ze sie przekonasz! Dobra, stary ja musze leciec. Do zobaczenia na
planie. - powiedzial i oddalil sie pozostawiając go samego. Dave tymczasem czul
obrzydzenie do samego siebie. W ogóle mu sie tam nie podobalo, a ci geje
ocierający sie o niego przyprawiali go o jeszcze wieksza odrazę. Mial ochote
kogoś uderzyć w tej chwili.
- Hej
przystojniaku.- powiedzial jakiś chlopak
wychodzac z baru.
-
Spadaj. - odparl Dave.
- Co ty
taki ostry? Aaa rozumiem zgrywasz nie dostępnego, lubię takich. - powiedzial
zbliżając sie do niego.
- Mowie
ostatni raz: spadaj. - syknal Dave.
- Jestes
niesmialy czy co? Chodz do mnie. Ośmielę cię. - mowiac to polozyl reke na jego
ramieniu, a wtedy Dave zamachnął sie i z calej sily go uderzyl.
- Odbilo
ci?! - wrzasnal chlopak trzymając sie za nos.
-
Mowilem, zebys spadal. - powiedzial.
- Tak,
ale nie wiedzialem, ze jestes psychopata. - rzekl.
- ja
jestem psychopata? To ty lubisz w dupe. - odpowiedzial kpiacym tonem.
- A ty
to niby nie? Widzialem cię w barze dla gejów. Bawiles sie calkiem niezle
hipokryto.
- Czy ty
wlasnie nazwałeś mnie pedalem?
- Nie
musze. Jestes nim.
Wtedy
Dave rzucil sie na chlopaka i siedzac na nim okrakiem zaczal go bic. Nie mogl
przestać. Caly czas mial w glowie jego slowa odnośnie jego orientacji. Byl
wsciekly. Zlosc buzowala w jego zylach. Dopiero dwóch mezczyzn odciągnęlo go od
chlopaka. Inaczej pobilby go na śmierć.
-
Oszalales? - zapytal jeden z nich. - Hej, czy to nie ty jestes Dave Franco?
- Nie.
Musiałeś mnie z nim pomylić. - mowiac to odszedl od nich naciągając na glowe
kaptur.
*
Następnego dnia, Jesse postanowił pójść do
mieszkania Layli i tam powiedzieć jej, że musi się przebadać. Obawiał się i tego spotkania i jej reakcji. Dzwonil
właśnie dzwonkiem u drzwi i wziął głęboki oddech, gdy usłyszał kroki. Po chwili
drzwi otworzyły się, a w progu pojawiła się dziewczyna.
- Co tu robisz?
- Musimy porozmawiać. – odpowiedział.
- Nie mamy o czym. Idź do swojej menadżereczki,
chyba, ze już cię rzuciła, co?
- Nie rzuciła, bo nigdy ze sobą nie byliśmy.
Naprawdę chcesz wiedzieć, dlaczego cię wtedy odrzuciłem?
- Czekam. – uniosła do góry jedną brew.
- Może wejdźmy do środka.
- Nie. Powiesz mi to teraz. – powiedziała zakładając
ręce na klatkę piersiową.
- Parę dni temu przyszła do mnie moja ex i
powiedziała, że… ma HIV. Ja również mogę mieć. Dlatego nie chciałem znów z tobą
iśc do łóżka, bo nie chciałem cię narażać. – powiedział. Layla otworzyła
szeroko oczy. Nie mogła uwierzyć własnym uszom.
Sebastian Stan wystąpił w paru wysoko budżetowych
filmach. Aktualnie grał w filmie marvela pod tytułem Kapitan Ameryka.
Wcielałsię w rolę Bucky’ego. Niby miał wszystko: pieniądze, sławę, przygody na
jedną noc, a jednak wciąż czegoś mu brakowało. Cóż, raczej nie czegoś, ale
kogoś. Był zakochany tylko raz w życiu, ale wiedział, ze osoba, którą kochał,
nigdy nie odwzajemniłaby jego uczucia, toteż dał sobie spokój. Ciągle jednak o
nim myślał. Ostatnio coraz rzadziej wprawdzie, ale jednak. Ich drogi się rozeszły
odkąd postanowił zostać aktorem. Poszedł swoją drogą, a Sebastian został sam. Parę
miesięcy później również postanowił powalczyć o swoje marzenia. I udało mu się.
Aktualnie miał przerwę w kręceniu, więc usiadł na
ławce i wypił duży łyk wody. Jego uwagę przyciągnął dopiero nagłówek gazety
zatytuowany: DAVE FRANCO ZAGRA W NOWYM FILMIE Z ZACIEM EFRONEM. Sebastian wziął
ją do ręki i zaczął czytać tekst: Aktor
młodego pokolenia Dave Franco otrzymał rolę w nowym filmie „Nerve”. Opowiada on
historię młodego chłopaka, który jest gejem i wraz ze swoim ukochanym próbują
rozszyfrować zagadkę starego domu w którym zamieszkują. To może być duży debiut
dla Dave’a, gdyż dotąd nie grał w żadnej bardziej znanej produkcji. Partneruje
mu Zac Efron znany z wielu ról w wysokobudżetowych filmach. Podobno aktorzy
świetnie się dogadują i mają niesamowitą chemię na planie. Cóż, chcemy zobaczyć
efekty!
Sebastian odłożył gazete, nie mogąc uwierzyć w to
co przeczytał. Dave zagra geja? Przecież zawsze nimi gardził. Co się zmieniło? Może
to Zac tak na niego wpłynął? Wyciągnął telefon, aby sprawdzić czy Dave się
czasem nie ujawnił, albo coś w tym stylu. To było naprawdę dziwne. Pierwsze co
mu się wyświetliło to:
DAVE FRANCO IMPREZUJE Z ZACEM EFRONEM. FLIRT?
W ubiegłą sobotę Dave Franco wybrał się na
impreze do klubu. Pojawił się na niej również Zac. Świadkowie twierdzą, że
flirtowali i cały czas nie mogli oderwać od siebie wzroku. Dodatkowym smaczkiem
jest fakt, że orientacja obu panów jest nie znana J
- Wszystko w porządku? – zapytała Scarlett
Johanson.
- Tak. – odpowiedział chowając telefon.
- Co to jest? – spytała biorąc do ręki gazetę. –
To on? – wskazała palcem na zdjęcie Dave’a.
- Ta. Nie chce o tym rozmawiać. – odpowiedział i
oddalił się od niej. Scarlett była jedyną osobą, której kiedyś powiedział, że
był zakochany w Dave’ie…
*
- Kochanie wróciłam! – krzyknęła Cara zamykając
drzwi. – Jesteś? – zaczęła się rozglądać po mieszkaniu. – James!
- Tak? – zapytał schodząc z góry w samych
bokserkach.
- Czemu jesteś prawie nagi? – zdziwiła się.
- Wróciłem zmęczony i poszedłem spać. Wiesz jaka
moja praca jest wyczerpująca. Ciągle jakaś nowa rola. Nie mam czasu na sen. W nocy
kręciliśmy sceny w lesie. Masakra. – skłamał.
- Oj mój ty biedny. Chodź do mnie. – powiedziała i
pocałowała go w usta. – Może coś ci zrobię do jedzenia?
- Byłoby idealnie. – odpowiedział z uśmiechem.
- To idę do kuchni. – powiedziała kierując się w
ową stronę. James wrócił wtedy na górę i wszedł do sypialni po czym rzekł do
leżącej na łóżku dziewczyny:
- To Cara musisz stąd iść.
- Ale jak?
- Ja ją zagadam w kuchni, a ty się wymkniesz,
okej?
- Okej. – pokiwała głową. James ubral się w
spodnie i koszulę i poszedł do kuchni, gdzie Cara robiła tosty i nalewała soku
do szklanki. Złapał ją w pasie, przekręcił w swoją stronę i mocno pocałował.
- A to za co?
- Za to, że jesteś taka wspaniała. – odpowiedział.
- Zdaje mi się, czy coś przeskrobałeś?
- Zdaje ci się. Zawsze jestem grzeczny. –
powiedział.
- Nie wczorajszej nocy. – rzekła z uśmiechem.
- Tu mnie masz. – roześmiał się. Potem posadził
Carę na blacie kuchennym i zaczął ją namiętnie całować, zdejmując prze okazji
swoją koszulę. Blondynka zdjęła bluzkę pozostając w samym staniku, który James odpiął
i rzucił na podłogę. Potem zdjął swoje spodnie i Cary, nadal całując się szybko
i niechlujnie.
- Lubię jak mnie tak zaskakujesz. – wydukała w przerwach
pomiędzy pocałunkami. James zdjął swoje bokserki i zajął się bielizną swojej
dziewczyny, która również była już na ziemi. Potem wszedł w nią gwałtownie i
zaczął się szybko poruszać. – Rób tak częściej, okej? – powiedziała wydając
głośne okrzyki rozkoszy.
- Oczywiście. – wymruczał całując ją po szyi, cały
czas się w niej mocno poruszając. Cara miała oplecione nogi w okół niego i
jęczała z rozkoszy. Wtedy James zobaczył kątem oka jak brunetka Lizzy wychodzi
i rzuca mu spojrzenie pełne podniecenia na ich widok. Puścił jej oczko, a wtedy
dziewczyna wyszła.
- Jesteś… najlepszym… chłopakiem…na… świecie. –
jęczała pomiędzy pchnięciami.
- Wiem. – wystękał.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz